FiM – Makulski wiecznie żywy…

Ksiądz Eugeniusz Makulski nadal śle listy dziękczynno-błagalne do (łatwo)wiernych. Tym razem jednak szczerze przyznaje, że robi to na polecenie samej Matki Bożej.

Prawie 40-letnia ofiarna posługa księdza Makulskiego dla licheńskiego sanktuarium zakończyła się nagle  – po ujawnieniem jego długoletniego romansu z Bogdanem Chlebusiem („FiM” 44/2004) oraz sprawy defraudacji pieniędzy wpłacanych przez wiernych na budowę świątyni. Wersja propagandowa odejścia kustosza Makulskiego, którą bez trudu znajdziemy na stronie internetowej bazyliki, brzmi natomiast tak: „W 2004 roku ks. Makulski, ukończywszy 76 lat, przeszedł na emeryturę”.

O tym, że Makulski nie zamierza się poddać i wciąż nawołuje o datki, pisaliśmy (12/2005). Ponieważ minął ponad rok i w tej kwestii niewiele się zmieniło, postanowiłam dowiedzieć się u źródła, jakie są powody tej niebywałej aktywności. W sekretariacie obecnego kustosza – Wiktora Gumiennego – w odpowiedzi na pytanie, dlaczego ksiądz Makulski, który został odwołany (przez przełożonych zgromadzenia marianów – dop. red.) z funkcji, nadal pisze do ludzi, prosząc o datki, dość podenerwowany kobiecy głos poinformował mnie, że jeśli chodzi o skandale finansowe, to są one jedynie wymysłem prasy. A to, jak się kustosz Gumienny z kustoszem Makulskim dogadują, to już jest ich sprawa. Dlaczego pisze do ludzi? To też okazało się proste – żeby nie urywać nawiązanych korespondencji.

A list, który mam właśnie przed oczami, można by z powodzeniem potraktować jako perłę sztuki epistolarnej po katolicku. Oto jego najciekawsze fragmenty. Po podziękowaniach, prośbach o opisywanie doznanych łask, ksiądz Makulski zaczyna wspominać: „40 lat temu Cudowny Obraz przygotowywałem do papieskiej koronacji, nowa sukienka, korony, nowe wspaniałe ramy (…). Jeździłem po różnych kościołach, głosiłem kazania, a po nabożeństwie przed kościołem wyciągałem rękę po jałmużnę dla Matki Boskiej”.

Trochę się przechwala: „Maryja w Cudownym Wizerunku pożegna stary gościnny kościół, gdzie mieszkała na komornym u św. Doroty. (…) zamieszka w swojej świątyni, którą dla niej zbudowała nasza Mariańska Rodzina (…). Czterdziestą rocznicę koronacji będzie już obchodziła  u siebie, w swojej pięknej bazylice. Największa świątynia  w Polsce, dwa największe dzwony w naszym kraju, największe kościelne organy na świecie (…)”. A także użala: „Moje zdrowie zgodnie z wiekiem. Podpieram je pastylkami”.

Zdradza też swą największą tajemnicę: „Pytałem Matki Bożej, czy tych listów nie za dużo, może już przerwać tę łączność? Jaka była odpowiedź – to sami widzicie – znów list z Lichenia w waszych dłoniach”.

Rozczulona korespondencją, zadzwoniłam do byłego licheńskiego kustosza, aby zapytać, jak jego ukochana Maryja czuje się w takim przepychu, w ociekających złotem ścianach i jak to się ma do nauki jej syna jedynego, a Pana naszego. Roześmiany i pobłażliwy głos staruszka odpowiedział: – Ten kościół wcale nie jest za duży, a złoto to są pozory, bo to są metale imitujące złoto. Marmury? Marmury są prawdziwe. A jak się czuje Maryja, to trzeba pytać Maryi, a nie mnie!

Liczę na to, że spyta i napisze o tym w kolejnym liście…

[2006] FaktyiMity.pl Nr 37(341)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: