FiM – Naganiacz dusz

Proboszcz jest konkretny. Pochówek trzeba zlecić protegowanej przez niego firmie. Jeśli nie, to niech rodzina szuka innego księdza do odprawienia pogrzebowej celebry.

Mieszkańcy parafii Grodziec-Olszanica z nostalgią wspominają swojego starego proboszcza Zdzisława Zmudzińskiego. Dobry kapłan, może i miał swoje humory, ale ludziom był życzliwy. Od niespełna roku nastał w tych dwóch wioskach złotoryjskiej gminy (Dolny Śląsk) ks. Zbigniew Domiński. Już jego pierwsze poczynania wzburzyły naród. Wokół bezrobocie, bieda piszczy w chałupach, a z ambony płyną nawoływania, że trzeba dać na światło, na ławki do kaplicy w Grodźcu, że odnowienia wymaga Droga krzyżowa, a najlepiej, gdyby to były obrazy na płótnie, i to wyszykowane przez prawdziwego malarza. Parafianie zaciskają zęby, ale dają. Potem dziwią się, że nowe ławki kosztowały po 300 zł, gdy miejscowy stolarz lepsze wykonałby za połowę ceny. Stacje krzyżowe są już opatrzone obrazami, ale ludziska narzekają, że to bohomazy niewarte 200 zł za sztukę. Dzieci szkole ładniej by namalowały.

Szlag mieszkańców trafił, kiedy dowiedzieli się, że ich duszpasterz zawarł porozumienie z pewną firmą pogrzebową spod Lwówka Śl. i ogłosił jej monopol na pogrzeby na dwóch cmentarzach – parafialnym w Olszanicy i komunalnym w Grodźcu. I jeszcze to bajdurzenie, że „zawarł umowę z tym przedsiębiorstwem, bo ono wyręczy gminę i zapewni porządek w obu nekropoliach”. Od razu poszła plotka, że to jakiś kant lub rodzinny interes, i że na pewno nie jest to korzystne dla parafian liczących się z każdym groszem.

W rodzinie Łuców zmarł dziadek. Jego krewni podliczyli, że usługi złotoryjskiej firmy pogrzebowej są znacznie tańsze od tej księżej. I to prawie o 1000 zł! W tym momencie nie zważali na wcześniejsze pohukiwania proboszcza, iż nie wolno oszczędzać na ZUS-owskich pieniądzach nieboszczyka, bo one „z moralnego punktu widzenia sprawy nie należą się rodzinie”. A jeśli nie jej, to wiadomo komu… Łuce nie przejęli się tym i zaczęły się schody. Ksiądz Domiński zadzwonił do rodziny oznajmiając, że „nie pochowa im dziadka, bo nie zgadza się na to jego firma, która grozi mu wypowiedzeniem umowy. I niech ktoś przyjdzie na plebanię po zwrot ofiary za mszę w intencji zmarłego”.

Oburzenie w wiosce było powszechne. Jak to, Piotr O. ma być chowany jak pies pod płotem? Bez księdza? Przecież całe życie był gorliwym, praktykującym katolikiem. Jeśli proboszcz na swoim parafialnym cmentarzu olszanickim może wyprawiać, co mu się żywnie podoba, to niech nie szarogęsi się na komunalnym! Pogrzeb się odbędzie, tak czy siak, z udziałem księdza z pobliskiego Radziechowa. Na sutannowego biznesmena naskarżono do kurii.

Wydaje się, że proboszcz miał dość całego zamieszania. Ostatecznie to on poprowadził kondukt, ale uczynił to w wielkim pośpiechu i byle jak. Wspaniałomyślnie też zwrócił 400-złotową ofiarę. Złośliwi twierdzili, że była za mała.

Pani Janina Świrska chowała ojca i też skorzystała z usług obcej, a nie parafialnej firmy. Proboszcz nie wziął udziału w pogrzebie (wiadomo, umowa), lecz przysłał młodziutkiego księżulka z Wrocławia i ten, jak twierdzi p. Janina, wywiązał się z zastępstwa znakomicie.

Ludzie psioczą coraz bardziej. W Olszanicy zachlapano czarną farbą wywieszony na płocie cennik cmentarnych usług. Najwyraźniej kogoś zdenerwowała wysokość opłat, pobieranych przez kościelnego administratora.

Grodziec też jest podzielony, niezadowolonych z każdym dniem przybywa. Ale proboszczowskie wtyki już poleciały na plebanię z donosem, kto rozmawiał z dziennikarzami i o czym. Dzięki temu łowca dusz miał gotowy temat kazania, a przy okazji po imieniu i nazwisku wymienił buntowników, którzy go oczerniają i szkalują. Ale on im pokaże!!!

No i pokazał. Wkrótce Łukasza Łuca „zaproszono” na przesłuchanie w sprawie… włamania do kaplicy w Grodźcu. Ksiądz zgłosił policji, że nieznani sprawcy dostali się do tego przybytku, po czym skradli paterę (podstawkę pod kielich) i różaniec. Poza tym sprofanowano święte miejsce, bo podrzucono zdechłego szczura. Tak poważne przestępstwo postawiło na nogi całą złotoryjską komendę i wszystkie wiejskie komisariaty. Istny cyrk, czyli świat Kafki i Mrożka. Próbowaliśmy dowiedzieć się co nieco o wynikach dochodzenia, lecz telefon rzecznika prasowego policji w Złotoryi milczy, a inni stróże prawa na ten temat woleli się nie wypowiadać. Nieoficjalnie wiadomo, że nie było żadnych śladów włamania do kaplicy, przedmioty się odnalazły, a szczur… prawdopodobnie z własnej nieprzymuszonej woli wyzionął ducha. Za cholerę nie można było zresztą zwłok gryzonia znaleźć. Proboszcz twierdził, że wywalił truchło w krzaki. Szkoda, bo może miałby wreszcie klienta dla swojej firmy?

Według nas był to klasyczny przykład użycia szczura w roli świni z porzekadła. Łukasz Łuc nawet nie może pozwać przed sąd bogobojnej osoby, bo jak się dowiedział na policji – proboszcz nie typował go na sprawcę włamania, lecz zasugerował delikatnie, że był on widziany w podejrzanym towarzystwie. Jednym słowem – młody człowiek podpadł, bo… rozmawiał z kręcącymi się po wiosce nieznajomymi (z dziennikarzami), którzy wykazywali niezdrowe zainteresowanie parafialnym życiem.

Proboszczowi ubywa ludzi w kościele. Wielu naszych rozmówców stwierdziło, że ich noga w olszanickim kościele nie postanie, wolą przemaszerować do Zagrodna. Niby to tylko kilka kilometrów, a już czyściejszy klimat.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 38(133)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: