FiM – Nauczka religii

Obowiązujące przepisy stanowią, że o jakości nauczania religii w publicznych szkołach i przedszkolach decyduje wyłącznie Kościół, a katechetę można zatrudnić lub zwolnić tylko wówczas, gdy takie życzenie wyrazi biskup diecezjalny. Popatrzmy, do czego ten stan rzeczy prowadzi…

W jurysdykcji kościelnej mazurska gmina Pozedrze (między Giżyckiem a Węgorzewem) jest własnością ordynariusza diecezji ełckiej biskupa Jerzego Mazura, który uczynił tam swoim plenipotentem księdza Franciszka Stosika, proboszcza parafii św. Stanisława Kostki. Oprócz świątyni i plebanii oraz kilku mniej ważnych urzędów centralnych w stolicy gminy funkcjonuje m.in. publiczna szkoła podstawowa, gdzie pleban zatrudniony jest w charakterze nauczyciela jedynie słusznej religii. Do tej samej szkoły uczęszcza dziewięcioletnia Oliwia, córka Anny Niedźwieckiej-Medek, która prowadzi w położonej nieopodal wsi Harsz pensjonat agroturystyczny. Matka jest ateistką z zacięciem antyklerykalnym, więc trzyma swoje dziecko jak najdalej od Kościoła, prezentując kompletnie niezrozumiały dla wiejskiego plebana pogląd, że „jak Oliwka dorośnie, sama wybierze, czy i jaka religia będzie jej odpowiadała”.

– Mam własny system wartości, o wiele bardziej wymagający niż wartości Kościoła katolickiego, które dla mnie są po prostu za słabe – dodaje Anna.

Wielebny Stosik miał do niedawna taki zwyczaj, że podczas obowiązkowych zajęć organizowanych w kościele dla dziatwy przygotowującej się do tzw. komunii, sprawdzał obecność, odczytując listę uczniów spisaną z dzienników szkolnych. Zatrzymując się przy nazwisku nieobecnej Oliwii, wyjaśniał dzieciom, że „to jest ta nieochrzczona poganka”. Ostrzegał, że wspólne z nią zabawy stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo dla ich niewinnych duszyczek, bo nie dość, że poganka, to jeszcze „ma w sobie diabła”, więc z pewnością „pójdzie do piekła”. Choć dzieci doskonale znają koleżankę, w niektórych głowach słowa duszpasterza wywołały zamęt i Oliwia posmakowała piekła już w szkole…

– Mieszkam w Harszu od sześciu lat. Wcześniej nie miałam z księdzem żadnych problemów, a nawet dwa razy odwiedził nas, chodząc po kolędzie. Z grzeczności wpuszczałam go do domu, częstowałam kawą, nie stwarzałam żadnych problemów, gdy pragnął się u mnie pomodlić… Początkowo próbował agitować, ale twardo ucinałam te zapędy i dał spokój. W stosunku do dziecka nie podejmował żadnych akcji, aczkolwiek w ubiegłym roku pojawił się pierwszy niepokojący sygnał, gdy podczas lekcji w klasie mojej córki proboszcz namawiał inne dzieci, żeby nakłoniły Oliwkę do chodzenia na religię. Mówił, że powinna się ochrzcić i wzorem innych przystąpić do komunii. Przymknęłam wówczas oko, mając na uwadze jego wiek i dziesiątki lat spędzone w świecie zabobonów, ale tym razem ostro zareagowałam. Niestety, ten człowiek nie umie przyznać się do błędu i przeprosić – zauważa Anna.

A jak zareagował biskup i kierownictwo podstawówki, w której zatruwa się umysły jadem serwowanym przez ks. Stosika?

Ełcka kuria nie widzi problemu: ot, coś chlapnął albo i nie, ale przecież ostatecznie nic poważnego się nie stało. Tym bardziej że wielebny Stosik za żadne skarby nie może sobie przypomnieć, żeby mówił coś o diable w Oliwii, i określa zarzuty mianem „wyssanych z palca”.

Dyrektorka szkoły Małgorzata Daduranie posiada żadnych instrumentów pozwalających na zwolnienie świątobliwego męża z posady katechety. Gdy przed kilkoma laty uderzył uczennicę, zawiadomiła kurię (ciekawe, dlaczego nie kuratorium lub prokuraturę) i jedyne, co wówczas uzyskała, to dobrowolną rezygnację ks. Stosika z przedłużenia umowy zawartej na czas określony. Przed dwoma laty wrócił. Po jego komunijnych wykładach na temat Oliwii dyrektorka zorganizowała dzieciom spotkania z psychologiem, żeby przywrócił je do normalności…

„Przypominam Panu, że publiczne znieważanie grupy ludności lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej lub wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości stanowi w świetle art. 257 kodeksu karnego przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3. Oczekuję od Pana natychmiastowego zaprzestania jakichkolwiek wypowiedzi na temat mojej córki i rodziny” – ostrzega „pana Stosika” w piśmie przedprocesowym ojciec Oliwii.

Poskutkowało. Okazuje się, że nawet na wsi można skrócić plebanowi smycz…

###

Podczas lekcji religii w szkole podstawowej w Niestępowie (gm. Żukowo, archidiecezja gdańska) proboszcz miejscowej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa ks. Alojzy Weltrowski zaczął nagle bić ośmioletniego chłopaczka po twarzy, podnosić go za uszy i ubliżać. Powód? Brak podręcznika!

Sprawa wyszła na jaw przypadkowo i wyłącznie dzięki temu, że o pobiciu ucznia dowiedziała się Ewa Bałon, radna gminy Żukowo, która natychmiast przeprowadziła prywatne śledztwo i zawiadomiła policję.

Niestety, rodzice podkulili ogony, bo… „Zbliża się komunia i nie chcemy mieć kłopotów” – tłumaczyli dziennikarzowi lokalnego „Expressu Kaszubskiego”.

Dyrektor szkoły Stefan Kryściński, owszem, słyszał o pobiciu ucznia, ale twierdzi, że nie może podejmować jakichkolwiek interwencji, jeśli nie dostanie oficjalnej skargi od zainteresowanych. Najwyraźniej zapomina, że postępowanie dyscyplinarne wobec katechety może wszcząć także z własnej inicjatywy, bo ustawa o systemie oświaty gwarantuje każdemu uczniowi „opiekę wychowawczą i warunki pobytu w szkole zapewniające bezpieczeństwo ochronę przed wszelkimi formami przemocy fizycznej bądź psychicznej oraz poszanowanie jego godności”.

Zastępca Prokuratora Rejonowego w Kartuzach Remigiusz Signerski potwierdza, że zgromadzony w postępowaniu wyjaśniającym materiał dowodowy uzasadnia podejrzenie naruszenia przez księdza nietykalności cielesnej dziecka, ale nie jest to przestępstwo ścigane z urzędu, więc bez wniosku rodziców nic dalej nie można zrobić i sprawa zostanie umorzona.

Ewa Bałon rozkłada ręce: – Wszyscy wiedzą, ale dopóki dziecko nie przyjdzie do domu zakrwawione, nikt nie reaguje. To po prostu niedorzeczne!

„Ksiądz jest świetnym organizatorem. Jego poglądy są na miejscu i niewypaczone. Jest też patriotą. Kiedy tylko miał okazję, poprzez swoje kazania uczył nas miłości do Ojczyzny, szacunku dla rodziców, dziadków i ludzi starszych. Dzieciom ukazuje właściwą drogę postępowania. Jest mądrym i rozsądnym człowiekiem, oddanym Bogu i Kościołowi. Sposób załatwiania sprawy przez p. Bałon jest niewłaściwy. To wichrzycielstwo, bo prasa jak sęp czeka na tanie sensacje”– broni proboszcza na forum internetowym parafianka „Sara”.

Pozostanie przy swojej opinii, dopóki wielebny nie urwie uszu jej dziecku…

###

Kościół w Niwnicach jest filią parafii św. Mikołaja i MB Śnieżnej w Kotliskach koło Lwówka Śląskiego (diec. legnicka), zarządzanej od 9 lat przez księdza kanonika Franciszka Jaworskiego. Przed miesiącem biskup Stefan Cichy po cichutku zdjął go nagle z posady i odesłał na przyspieszoną emeryturę. Cóż takiego zmalował kanonik? Ot, żeby nie wyjść z wprawy, trochę wlał trzem 9-letnim chłopcom przy okazji przygotowań do komunii, porzucał sobie jednym z nich po ścianach, tłumaczył, że są „debilami” oraz „szmatami do podłogi”… W sumie nic poważnego. Rodzice dzieci przeprowadzili jednak obdukcję i złożyli zawiadomienie o przestępstwie. W toku postępowania wyjaśniającego okazało się, że wielebny ma zadatki na recydywistę, bo już przed trzema laty Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim prowadziła przeciwko niemu postępowanie karne o znęcanie się fizyczne i psychiczne nad 13-letnim Mariuszem P., któremu „tylko” poobrywał uszy, dzięki czemu udało się sprawę umorzyć.

Biskup Cichy wolał tym razem nie czekać i gdy parafianie zamknęli kościół na kłódkę, w te pędy ewakuował ks. Jaworskiego na zasłużoną emeryturę.

###

Ks. Jerzy Waindzoch jest proboszczem parafii św. Bartłomieja Apostoła w Jarnołtówku (diec. opolska). W tym samym Jarnołtówku, który wielokrotnie pojawiał się na naszych łamach za sprawą ks. Zbigniewa P., poprzedniego proboszcza, który przywoził sobie na plebanię 11–13-letnich chłopców z Domu Dziecka w Chmielowicach. Po co? „Całował ich w usta, obmacywał po udach, pośladkach i narządach płciowych, a jednego z nich onanizował” – stwierdziła prokuratura („Barwy ochronne” – „FiM” 8/2007), a sąd potwierdził zarzuty i skarcił pedofila rokiem więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

Przed rozpoczęciem procesu dyrektor miejscowej szkoły podstawowej Józef Śmigla był zrozpaczony. „Murem za nim stanę, przed sądem będę zeznawał. Nie można na podstawie paszkwili ukarać człowieka” – łkał na łamach lokalnej gazety. Później jakoś zaniemówił i pojawił się w mediach dopiero teraz, by wytłumaczyć, dlaczego musiał załatwić w kurii zwolnienie ks. Waindzocha z posady nauczyciela religii, za co ten odpłaca mu teraz obelgami, że jest wrogiem Kościoła.

Czyżby wielebny bił dzieci lub wciskał im w duszyczki diabła? Nic z tych rzeczy. Okazuje się, że zrobił coś o wiele bardziej okropnego, bo „nie organizował uroczystości na terenie szkoły, jak choćby Dnia Papieskiego”– ujawnia Śmigla na łamach „Życia Głuchołaz”.

Dyrektor żali się dalej, że ks. Waindzoch „na każdej przerwie szedł na plebanię, choć nieraz nauczyciele zapraszali go na kawę i ciasto, bo mieli potrzebę zapytać go o kwestie prawa kanonicznego w prywatnych sprawach”.

Po prostu włos się jeży…

[2010] FaktyiMity.pl Nr 23(535)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: