FiM – Głódź na trzeźwo

Metropolita gdański ma kłopoty, bo po „FiM” także „oficjalne” media wreszcie przestały się go bać…

Najpierw „Wprost” odkrył Amerykę, że metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź „kurię traktuje jak folwark”, zaś w stosunku do podwładnych jest „okrutnym władcą”, bo pomiata nimi niemiłosiernie i każe, żeby płacili „ze swoich prywatnych pieniędzy po 50 zł miesięcznie, a każdej parafii po pięć groszy od wiernego” na spłatę wielomilionowego długu po aferze Stella Maris. Że za pośrednictwem zaufanych bojówek pacyfikuje wszelkie próby buntu, dopuszczając się nawet gróźb „zniszczenia życia” delikwenta próbującego ujawnić brudy Głódzia, natomiast rezydencję w Starych Szkotach sprawił sobie po to, aby „ukryć swój problem z alkoholem”, by pijackie burdy mogły odbywać się „w prywatnym miejscu, a nie w kurii”. Że swoich przybocznych, noszących tytuły sekretarzy bądź kapelanów, najpierw „testuje, sprawdza, jak dużą dawkę upokorzeń są w stanie wytrzymać”, a gdy już nie mogą, skutecznie zamyka im usta poprzez obdarowywanie godnościami kościelnymi lub dochodowymi probostwami.

Ilustracją tegoż zjawiska miał być młody ksiądz kapelan, którego pijany arcybiskup budził w nocy i kazał mu grać na akordeonie lub wysyłał do miasta na poszukiwania odpowiedniego gatunku kiełbasy. Rano zaś, gnijąc jeszcze w łóżku i zdychając na kacu, miał żądać podania „actimelka” (fermentowany napój mleczny zawierający bakterie jogurtowe) oraz mówił do kapłana: „Bądź moim actimelkiem!”, co zdaje się sugerować, że Głódź ma skłonności nie tylko alkoholowe…

W dniu ukazania się tej publikacji kuria metropolitalna wydała oświadczenie, że „wszyscy księża archidiecezji gdańskiej wyrażają protest i oburzenie na tak skandaliczny tekst przeciwko osobie Księdza Arcybiskupa Metropolity”, mający na celu wyraźnie widoczny zamiar poniżenia hierarchy, który w swych wypowiedziach odważnie „broni wolności mediów i promuje wartości patriotyczne”, co oznacza „powrót do praktyk z czasów PRL-u”. Pod dokumentem podpisali się dwaj najwyżsi rangą urzędnicy kurialni (wikariusz generalny ks. infułat Stanisław Bogdanowicz i kanclerz ks. Grzegorz Świst) oraz rzekomo wszyscy dziekani 24 dekanatów archidiecezji.

4 dni później „Gazeta Wyborcza” zamieściła artykuł nieco polemiczny w stosunku do tekstu „Wprost”, bowiem problemy Głódzia z alkoholem wyraźnie marginalizowano, bardzo silnie eksponując wątek nepotyzmu i haraczów, stanowiących ponoć „najważniejszy problem gdańskiego Kościoła”. „W kurii wszyscy wiedzą, ile kosztuje probostwo w lepszej, to znaczy dochodowej parafii. Od 20 do 80 tysięcy złotych” – przekonywał dziennikarza „jeden z kapłanów”. W kwestii „actimelka” „GW” potwierdziła, że fakt taki miał miejsce, a zdesperowany młody kapłan uciekł od Głódzia do rodziny i zgodził się wrócić do pracy w innym miejscu dopiero po konfrontacji z arcybiskupem, przeprowadzonej w obecności biskupa pomocniczego Ryszarda Kasyny (w październiku 2012 r. mianowany ordynariuszem diecezji pelplińskiej) i ks. Bogdanowicza.

Obie gazety podniosły rwetes, mimo iż wszystkie grzechy Głódzia są powszechnie znane i już od wielu lat systematycznie piętnowane, aczkolwiek tylko na łamach „FiM”. Inne media mają kłopoty z autocenzurą („Boimy się mówić otwarcie o problemach Kościoła. Ukrywamy problemy, zamiast jawnie je rozwiązywać” – podkreśla Renata Kim z„Newsweeka”) bądź odczuwają lęk przed odwetem („Każda krytyka duchownego jako człowieka automatycznie postrzegana jest jako uderzenie w Kościół” – ubolewa była prezenterka telewizyjna Dorota Warakomska). My się nie boimy. Oto przykłady z naszych – być może już nieco zapomnianych – publikacji…

# List ks. płk. Zygmunta Goli, szczycącego się 26-letnim stażem w korpusie kapelanów wojskowych, do generała Głódzia: „Mija 13 lat od powołania Waszej Osoby na stanowisko biskupa polowego, 13 lat funkcjonowania hasła biskupiego »Milito pro Christo« (Walczę dla Chrystusa), które nabierało cech fałszu (…), zostało zbezczeszczone całokształtem zainteresowań niekościelnych, chciwością materialną, prostactwem zachowań, poniżaniem księży kapelanów, uwłaczaniem ich godności, publicznym wyśmiewaniem nawet kapelanów z przeszłości, starszych od siebie. Ignorowaniem najmłodszych kapelanów, co w przypadku pierwszego kapelana święconego przez Was jako biskupa polowego (w 1997 r. – dop. red.) skończyło się wielką tragedią: odebrał sobie życie przez powieszenie (31-letni ks. por. Dariusz S., kapelan 6. Brygady Desantowo-Szturmowej i 13. Pułku Lotnictwa Transportowego w Krakowie-Balicach popełnił 10 lutego 2001 r. samobójstwo – dop. A.T.). Tolerowany alkoholizm w rezydencji biskupa polowego oraz na probostwach niektórych parafii wojskowych, gdzie pełnią stałe obowiązki kościelno-gospodarcze żołnierze służby zasadniczej, przynosi zgorszenie i deprawację młodych ludzi. Gorszące kadrę »manewry« towarzyskie gromadzące elitę karierowiczów zniesławiają Twoją Osobę, dla której ważniejsze jest »cin-cin« niż Szczęść Boże! Twój czas wydaje się dokonany. Odejście w porę i według własnej decyzji będzie dowodem odzyskania honoru, który straciłeś z własnej winy i woli” – tak na łamach „FiM” chłostał oberfeldurata niezłomny ks. płk Gola (por. „Przygody wojaka Głódzia” – 9/2004).

# Kompromitujące imprezy: „Jesienią 1999 r., po tzw. uroczystościach patriotyczno-religijnych w Katyniu, zaaranżował ostrą popijawę na pokładzie samolotu transportującego delegację do kolejnego miejsca martyrologii i schlał Aleksandra Kwaśniewskiego tak, że nad grobami polskich oficerów w Charkowie pan prezydent ledwo trzymał się na nogach (słynna »chora goleń«), gdy jego kompan od kieliszka, znany z twardego łba, wygłaszał płomienną homilię. Po latach nawet media kościelne (»Przewodnik Katolicki« z 11 listopada 2007 r.) przyznały, że to właśnie »Flaszka« polewał podczas bankietu w samolocie, utrwalając sobie wódą pamięć o pomordowanych w Katyniu” (por. „Wyścig do tronu” – 10/2009).

# Sprawa śmierci ks. kanonika Tadeusza Semmerlinga, budowniczego kościoła i proboszcza parafii Najświętszej Marii Panny Nieustającej Pomocy w Redzie-Rekowie, który 27 marca 2009 r. zmarł nagle w wieku 59 lat na zawał serca: „Dzień wcześniej Głódź miał wizytację kanoniczną w sąsiedniej parafii na osiedlu Reda-Ciechocino. Na spotkaniu pojawili się księża myśliwi i zapytał ich, czy ksiądz Semmerling poluje. Odpowiedzieli, że nie. Na to pasterz, niby żartem: „Nie?! No to będę go musiał zdjąć”. Wszyscy wiemy, z jaką łatwością odstrzeliwuje ludzi niewygodnych, więc Tadek nie spał całą noc, a następnego dnia chodził jak struty. No i wieczorem dopadł go zawał, co absolutnie nie przeszkodziło Głódziowi przewodniczyć uroczystościom pogrzebowym” (por. „Pasterz pasterzowi wilkiem” – 15/2009).

Wątek tajemniczego „actimelka” Głódzia nie był nam dotychczas znany, więc pilnie rzecz sprawdziliśmy. Okazało się, że arcybiskup faktycznie zmienia służbę niczym rękawiczki i starannie dba o to, żeby zwolnionym nie strzeliło do głowy opowiadać mediom, czego doświadczyli. Popatrzmy:

1 stycznia 2011 – osobistym sekretarzem i administratorem rezydencji arcybiskupa w Gdańsku-Starych Szkotach został ks. Jacek Tabor, wikariusz sąsiadującej z pałacem parafii św. Ignacego z Loyoli; 15 maja 2011 – ks. Tabor otrzymuje probostwo parafii św. Anny w Chałupach (znany letni kurort), a na jego miejsce, w randze II sekretarza i administratora rezydencji, Głódź powołuje ks. Bolesława Antoniowa (rocznik 1969);

1 września 2011 – pierwszym sekretarzem został ks. Filip Krauze (mianowany trzy miesiące wcześniej prałatem), notariusz kurii i dyrektor diecezjalnego Wydawnictwa „Adalbertus”;

20 października 2011 – Głódź podpisał dekrety o zwolnieniu z funkcji obu dotychczasowych „służących”: ks. Antoniów dostał na otarcie łez posadę wicedyrektora Caritasu, natomiast ks. Krauze zachował inne niż służebne „dotychczasowe obowiązki”. Na ich miejsce metropolita wybrał świeżo upieczonego i bardzo uzdolnionego muzycznie ks. Piotra Daszkiewicza (rocznik 1979), który zaraz po wyświęceniu (18 czerwca 2011) dostał etat wikariusza parafii św. Ignacego Loyoli; styczeń 2012 – ks. Daszkiewicz ewakuował się ze Starych Szkotów (znalazł schronienie u rodziny w Wejherowie);

2 lutego 2012 – ks. Daszkiewicz został wikariuszem parafii św. Maksymiliana Kolbego w Gdańsku;

19 lutego 2012 – ks. Antoniów awansował na stanowisko rektora kościoła w Ełganowie „zzachowaniem obowiązków w Caritasie”;

30 marca 2012 – vacat na stanowisku sekretarza wypełnił ks. Janusz Mathea (rocznik 1968), dotychczasowy wikariusz parafii św. Jana Chrzciciela w Gdyni;

17 kwietnia 2012 – Głódź mianował ks. Matheę Kanonikiem Honorowym Kapituły Kolegiackiej Staroszkockiej w Gdańsku-Starych Szkotach, a1 września dał mu probostwo parafii w Giemlicach;

16 sierpnia 2012 – nominację na sekretarza i administratora w Starych Szkotach otrzymał ks. Sławomir Drzeżdżon (rocznik 1971), dotychczasowy wikariusz parafii w Strzebielinie Morskim. Ksiądz Drzeżdżon dostał ponadto etat pracownika Wydziału Duszpasterskiego kurii i jakimś cudem utrzymuje się na tych trzech posadach do dzisiaj.

Także „actimelek” (nie wskazujemy dzielnego kapłana palcem, ale chyba łatwo się domyślić, o kogo chodzi) jest bezpieczny, bo – jak wieść diecezjalna niesie – zabezpieczył sporo nagrań z występów artystycznych Głódzia…

[2013] FaktyiMity.pl Nr 13(682)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: