FiM – Biznes biesiadny

Proboszcz z konińskiego osiedla Laskówiec, Paweł Szudzik, kiepełę ma nie od parady. On wie, jak robić szmal.

Ksiądz Paweł już przed laty zaczął główkować nad pomnożeniem swoich dochodów. Nie miał wiele czasu dla swojej parafii, dlatego udało mu się wznieść jedynie nawę główną nowej świątyni. Na resztę zabrakło kasy i ochoty. Za to całą swoją energię sutannowy skierował w zupełnie inną stronę. Najpierw zbudował kolubryniastą plebanię, a zaraz potem w sąsiedztwie niedokończonej świątyni wykupił kawał ziemi i rozpoczął wznoszenie potężnego zajazdu nazwanego dworem biesiadnym. W tym dochodowym kompleksie już niedługo ruszyć ma restauracja i hotel. Duchowny chce tam organizować m.in. wesela i inne imprezki suto zakrapiane alkoholem. A wszystko to za ścianą niewykończonego kościoła.

Proboszcz parafii Błogosławionego Jerzego Matulewicza wie co robi. Obok jego świątyni przejeżdżają przecież codziennie tysiące pielgrzymów podążających do Lichenia. Ponadto kościół znajduje się w dzielnicy konińskich bogaczy, którzy oprócz tacy chętnie zostawią trochę kasy w parafialnej restauracji.

Wielebny nazwał dwór biesiadny Kaną Galilejską. Liczy zapewne na cudowne rozmnożenie gotówki, co wydaje się nawet realne. Świadczy o tym choćby rozmach, wielkość dworu (prawie 1200 mkw. powierzchni użytkowej) i zapobiegliwość proboszcza, który cały interes rozkręca wspólnie z tajemniczą Grażyną K.

Ksiądz z Laskówca nie jest pionierem. Konin ma szczęście do biznesmenów w kieckach. Konińskim światkiem trząsł ks. prałat Antoni Łassa. Inwestował w liczne apteki i przychodnie lekarskie, dostarczające potężnego szmalu. Gdyby nie kłótnie wspólników, interes kręciłby się do dziś. Teraz Łassą i jego wspólnikami zajmują się organa ścigania.

Działalność gospodarcza wśród księży Katolandu zaczyna być bardzo modna. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że duchowni wykorzystują do jej rozwijania swoją pozycję, układy z władzami, budynki parafialne i obracają kasą wiernych. Gdzie trafiają zyski? Głupie pytanie!

W Kutnie – na wieży kościoła Jana Chrzciciela – powstaje potężny przekaźnik telefonii komórkowej, zaś inna parafia w tym mieście (na Dybowcu) wznosi stację tankowania gazu. Z kolei w Poznaniu parafia pw. Jana Jerozolimskiego za Murami chce wejść w spółkę z miastem, by wznosić domy na atrakcyjnych terenach nad Jeziorem Maltańskim. Oczywiście nie dla biedoty.

Przykład – jak wiadomo – idzie z góry. W takiej choćby Warszawie kuria – za wiedzą kościelnej wierchuszki – zbudowała kilka potężnych biurowców, z których czerpie ogromne dochody. Wszystkie polskie diecezje dysponują wielkimi dochodowymi gospodarstwami rolnymi, nie wspominając o tysiącach budynków i hektarów wydzierżawionej ziemi.

Dochodowym interesem nie pogardził łowicki bp Alojzy Orszulik, uchodzący niegdyś za moralną podporę „Solidarności” i strajkujących robotników. Za pieniądze wiernych wybudował gigantyczny kompleks hotelowo-gastronomiczny, z którego dochody nie idą bynajmniej na zasiłki dla bezrobotnych. A że łowicki purpurat uchodził za człowieka wpływowego i ustosunkowanego, nikt nie śmiał krytykować jego inwestycji.

Urzędnicy Pana Boga nie widzą nic złego w robieniu interesów, które finansują wierni. Świadczy o tym retoryka wiceekonoma archidiecezjalnego z Poznania – Wiesława Garczarka, który twierdzi, że prowadzenie działalności gospodarczej przez księży i parafie to dwie różne sprawy. Jego zdaniem, parafia czy diecezja mogą robić interesy, bo zezwala na to ustawa z 17 maja 1989 r. W przypadku parafii musi być jednak zgoda kurii. Zdaniem Garczarka, nie może być mowy o prywatnym biznesie jakiegokolwiek kapłana. Dlaczego? Bo nie ma on osobowości prawnej. Jak jest w rzeczywistości? Ano tak jak zechce pan ksiądz. Ileż to razy „FiM” pisały o wielkim zadziwieniu parafian, którzy myśleli, że posiadają jakiś budynek, gospodarstwo, zakład czy fabryczkę, dopóki nie wyszło na jaw, że właścicielem jest brat księdza proboszcza albo jego „gospodyni”!

Ks. Szudzik z Konina popełnił błąd, bo nie pomyślał o podzieleniu się kasą z towarzyszami w sutannach. Zapewne dlatego potępił go Lesław Witczak – pryncypialny ekonom diecezji włocławskiej. Ksiądz z Laskówca nie jest jednak na straconej pozycji – jeśli do kasy dopuści parafię czy kurię, otrzyma zapewne błogosławieństwo nawet samego papieża.

[2005] FaktyiMity.pl Nr 39(291)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: