FiM – Dziecko jak pies

Ksiądz Wróbel z Pielgrzymki nie tylko nadzorował rozbieranie i chłostanie dzieci z „zerówki” – o czym niedawno pisaliśmy. Sam też bił, a rodzicom nakazywał, by traktowali swoje dziecko jak psa.

Po publikacji w „FiM” nr 26 tekstu o księdzu znęcającym się podczas lekcji religii nad dziećmi, parafianie z Pielgrzymki uwierzyli w sens walki z dotychczas nietykalnym duszpasterzem.
– Oj, gdyby tu znalazł się kiedyś jakiś paparazzi, to miałby co fotografować… – śmieją się rozmówcy.
– Swego czasu nazwiska księdza Wróbla (na zdjęciu) i legnickiego biskupa pojawiły się w teczkach prokuratora badającego sprawę tzw. Domu Prioma, czyli ekskluzywnej rezydencji szefów Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej – opowiada Bogdan Gomółka, mieszkaniec wsi. – Najpierw stwierdzono kradzież drogocennych antyków z mienia poradzieckiego, a później… że nikt ich nie ukradł, tylko „ksiądz zabezpieczył je na plebanii”. Po tym szokującym oświadczeniu prokuratury ten i ów zrozumiał, że z Wróblem lepiej nie zadzierać.

Sporo emocji okolicznych mieszkańców wywołują także rozmowy na temat okazałej rezydencji w pobliskim leśnictwie Czaple. Ksiądz Wróbel ma w samym środku lasu ranczo, a może raczej prywatne zoo. Nie można się tam dostać, gdyż 15 hektarów lasu ogrodzono wysokim płotem, za którym hasają sobie owieczki, kózki i pieski. W planach są jeszcze strusie i wielbłądy. Wiadomo tylko, że za cały ogrodzony obszar leśny oraz tereny rolne i tereny parafialne – razem ponad 17 hektarów
– łączne obciążenie finansowe księdza Wróbla wynosi w bieżącym roku… 340 złotych!!! Tak, słownie: trzysta czterdzieści…

Teraz już wiadomo, dlaczego z urzędu uciekał przed reporterem przewodniczący rady gminy. Wcale nas to nie dziwi, zważywszy że reklamówki zapraszające do odwiedzenia zamku w Grodźcu (hotel, turnieje rycerskie), prywatnego interesu pana przewodniczącego, umieszcza na przedniej szybie swego samochodu… ksiądz Wróbel. Serce rośnie, kiedy widać, jak kwitnie współpraca państwa z Kościołem.

– Dlaczego nie napisał pan całej prawdy? Nie można wyrywać z kontekstu jednego zdania, które ukazało moją osobę w fatalnym świetle – zacietrzewia się dyrektorka podstawówki w Pielgrzymce, Zenona Iwaniak. – Nakłamał pan, bo nie chciał napisać, co naprawdę powiedziałam…
– A czego nie napisałem?
– Że powiedziałam, iż nie mogłam skierować sprawy do prokuratora, bo to wcale nie ksiądz bił dziecko – tłumaczy wyniosłym tonem pani dyrektor, dodając z wyraźną satysfakcją: – tylko jedno dziecko biło drugie…
– Tyle że z polecenia i pod nadzorem klechy.
– Ja tego jeszcze dokładnie nie zbadałam, więc proszę mi dać spokój! Nie życzę sobie używania mojego nazwiska w takiej gazecie, jak wasza – rezolutnie kończy pani Zenona Iwaniak.

Czy dyrektorka faktycznie nic nie wie o kuluarach sprawy? Z relacji rodziców wynika jednoznacznie, że pani Iwaniak kłamie. W Pielgrzymce o biciu i rozbieraniu dzieci wiadomo było już od dawna.

Anna Wędzina już kilkakrotnie miała do czynienia z przejawami chorej osobowości księdza Wróbla. Niestety, do czasu naszej publikacji nie miała odwagi zgłosić przestępstwa, jakim niewątpliwie jest sposób traktowania dzieci przez katechetę. Owszem, była na skardze u wychowawczyni w szkole, ale tam kazano jej udać się do… księdza Wróbla (sic!).
– Przed tym ostatnim rozbieraniem i biciem, w tym roku szkolnym, były dwa podobne przypadki. Najpierw zbił mojego syna, bo za wcześnie wstał z ławki. Następnym razem ciągnął go po podłodze i bił kijem za to, że dzieciak odpowiedział bez zgłoszenia się. Ostatnio mój syn był wyznaczony do bicia innego dziecka, które podpadło księdzu.
– Poszła pani, jak poleciła wychowawczyni, do księdza?
– A skąd! On do dzisiaj mści się, bo ma do mnie pretensje o pieniądze za ślub. Myślę, że właśnie dlatego tak traktuje moje dziecko…
– Może trzeba było z nim porozmawiać?
– Z nim?! Przecież to właśnie ksiądz na naukach przedślubnych osobiście kazał mi bić dzieci. Dokładnie użył słów: „jak psa można wychować biciem, to dzieci też”. I jemu miałam się skarżyć, że bije mi dziecko?! Po waszych artykułach, kiedy stwierdziłam, że już nie zablokują sprawy, zgłosiłam na policji przestępstwo.

Kolejni rodzice opowiadają o wynaturzonej psychice księdza. Ludzie są głęboko rozdarci: czy wolno im oskarżać swojego kapłana? Niektórzy jednak zgadzają się nawet na podpisanie (z zastrzeżeniem tajemnicy personaliów) pisemnych oświadczeń.

„Oświadczenie dla redakcji tygodnika »Fakty i Mity«”

„Oświadczamy, że trzy lata temu, w 1999 roku, zgłosiliśmy pani dyrektor szkoły, Zenonie Iwaniak, o fakcie uderzenia w głowę naszego dziecka kijkiem o nazwie »pomocniczek«, co miało miejsce na lekcji religii, a uderzającym był ksiądz Franciszek Wróbel prowadzący zajęcia. Oświadczamy, że od czasu naszej rozmowy z panią dyrektor, pani Iwaniak do dzisiaj nie zareagowała na naszą skargę” (personalia do wiadomości redakcji).

Pomimo tak oczywistych dowodów, zdumiewająca jest indolencja organów prawa. Oto nasze ustalenia z 10 lipca: Najpierw rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy, Leonard Michalak, przyznaje, że nie są prowadzone żadne oficjalne czynności. Chwilę potem prokurator rejonowy ze Złotoryi, Adam Michna, fakt prowadzenia śledztwa potwierdza, usilnie zabiegając… by nie publikować w prasie jego nazwiska. Następnie komendant złotoryjskiej policji twierdzi, że nie może udzielać informacji w sprawie prowadzonej pod nadzorem prokuratury.

W legnickiej delegaturze kuratorium dowiadujemy się, że ks. Wróblem już wkrótce zajmie się pani kurator Kos. Dlaczego dopiero teraz? Dyrektor Samborska zapewnia, że kuratorium zrobiło swoje, gdyż sprawę aktualnie bada przedstawiciel kurii ds. katechizacji i etyki… ks. dr Marek Mendyk. Jak się okazuje, wszyscy zrobili wszystko, tylko że… dzieciaki nadal są prane. Przewielebny Wróbel uczy bowiem nadal, choć słowo „uczy”, może być w tym przypadku wieloznaczne.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 31(126)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: