FiM – Hieny

Przez cmentarze płyną miliardy złotych. Biskupi postanowili tę rzekę uregulować…

Nekrobiznes jest monopolem i perłą w koronie kościelnych biznesów, toteż biskupi coraz ostrzej domagają się autonomii cmentarzy:

„Prowadzenie cmentarza wyznaniowego należy do działalności statutowej Kościoła Katolickiego, dlatego nie może być uznawane jako działalność gospodarcza lub działalność użyteczności publicznej. W związku z tym osoba prawna Kościoła prowadząca cmentarz wyznaniowy nie powinna być traktowana jak przedsiębiorca w rozumieniu przepisów prawa polskiego, a zatem nie może podlegać ocenie prawa antymonopolowego i ustawie o ochronie konkurencji”– czytamy w specyfikacji żądań przedstawionych przez hierarchów władzom państwowym.

Innymi słowy: nie ma mowy o żadnych podatkach; nikt nie może się wcinać do interesu księdzu zarządzającemu cmentarzem katolickim i tylko on może decydować o cenach, zasadach funkcjonowania nekrobiznesu, firmach pogrzebowych, które dopuści do spółki, itp.

Podczas niedawnych obrad Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu strona państwowa potulnie zgodziła się na „powołanie zespołu dwustronnego, który przeanalizuje kwestię autonomii cmentarzy katolickich” – czytamy w komunikacie.

Popatrzmy, czym to się zapewne wkrótce skończy…

###

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w 2006 r. zmarło w Polsce 369,7 tys. osób, a w roku 2007 ponad 377 tys., co – biorąc pod uwagę odsetek nominalnych katolików w naszym kraju – oznacza, że na cmentarzach (uwzględniając za-równo komunalne, jak i kościelne) odbywa się rocznie 355–358 tys. pogrzebów celebrowanych przez urzędników Watykanu.

Ceny usług kształtowane są na ogół tak, żeby skromna uroczystość nie przekraczała kwoty zasiłku wypłacanego rodzinie zmarłego przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych (aktualnie 5799,66 zł). Ponieważ z zebranych przez nas danych wynika, że da się jeszcze w Polsce zorganizować pochówek za 3,5–4 tys. zł, przyjmijmy ostrożnie, że statystyczny pogrzeb obejmujący całą ostatnią drogę zmarłego (od kostnicy, aż po grób), przy uwzględnieniu minimum 500 zł za godzinny „trud” kapłana sprawującego egzekwie, kosztuje w sumie ok. 4,5 tys. zł.

Mnożąc i podsumowując: roczny obrót w pochówkowym nekrobiznesie (w tej części „tortu”, której fragment konsumuje duchowieństwo katolickie) kształtuje się na poziomie 1,6 miliarda złotych, z czego „tylko” ok. 180 mln zł (11 proc.) trafia bezpośrednio do kieszeni wielebnych.

Uzasadnione staje się w tym momencie niewyrażone wprost przez biskupów, jednak całkiem czytelne pytanie: „Dlaczego tak mało???!!!”.

###

W branży cmentarnej trwa ostra konkurencja i nie jest tajemnicą, że zakłady pogrzebowe muszą słono płacić za przychylność księdza dobrodzieja (faktycznie zarabiają więc oni na „skórach” dużo więcej), który już dzisiaj – dyktując zbójeckie warunki mimo istniejących jeszcze przepisów antymonopolowych – potrafi odstrzelić lub rozłożyć na łopatki nielubianą firmę.

Oto przykłady z jednej tylko archidiecezji poznańskiej:

# Ks. Bernard Cegła, proboszcz parafii św. Barbary w Luboniu-Żabikowie, nie pozwalał kopać grobów pewnej firmie, bo jej właściciel, Bronisław Ł., nie chciał płacić kapłanowi haraczu. Gdy przedsiębiorca poprosił o interwencję kurię metropolitalną, odpisali mu, że „na cmentarzu może świadczyć usługi tylko ta firma, z którą ksiądz proboszcz podpisał umowę”. Dopiero Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (chwała sędziemu!) zdyscyplinował kurię i plebana, orzekłszy, że „wykorzystując fakt wyłączności na wykonywanie pewnych elementów pochówku, skutecznie przeciwdziałał ukształtowaniu się warunków niezbędnych do powstania bądź rozwoju konkurencji poprzez utrudnianie, a wręcz uniemożliwianie innym podmiotom wykonywania usług pogrzebowych w postaci kopania i zasypywania grobów”, za co parafia musi teraz zapłacić prawie 3 tys. zł kary;

# Ks. kanonik Andrzej Grabański, proboszcz parafii kolegiackiej Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa, „pozbawił firmę Wojciecha T. możliwości świadczenia pełnego zakresu usług pogrzebowych na cmentarzu parafialnym”, czym „naruszył interesy nieoznaczonego kręgu osób, które będą narażone na uiszczenie opłat, których wielkość nie została ukształtowana w warunkach wolnej konkurencji, a narzucona przez podmiot posiadający pozycję dominującą”– orzekł 31 grudnia 2007 r. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (chwała mu!), nakładając na plebana karę 3 tys. zł. Z uzasadnienia decyzji dowiadujemy się ponadto, że przedsiębiorca kilkakrotnie żebrał o zmiłowanie w kurii, ta jednak ograniczała się do łagodnego upominania kanonika i ostrzegania, że… biznesmen może mu zrobić kuku w sądzie.

###

Nauczeni przykrym doświadczeniem kolegów, proboszczowie innych diecezji imają się teraz najróżniejszych sztuczek, żeby wybraną przez siebie firmę (czytaj: dającą najwyższy procent udziału w zyskach) utrzymać jako jedyną przy żłobie.

# Oto ks. Jan Kłak, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego i Świętego Jana Chrzciciela w Pysznicy (diecezja sandomierska), ogłosił niedawno podczas wszystkich niedzielnych nabożeństw, że ordynariusz bp Andrzej Dzięga wyraził stanowcze życzenie, aby… nieboszczyków na miejscowym cmentarzu chowała wskazana firma. Proboszcz wymienił jej nazwę, wywołując nie tylko ostre reakcje konkurencji, ale również oburzenie wiernych. Kuria sandomierska odcięła się od twierdzeń ks. Kłaka, aczkolwiek jej kanclerz – ks. prałat Zygmunt Gil – pochwalił bezprawie i przyznał, że zgoda na zmonopolizowanie usług w zamian za utrzymanie porządku na cmentarzu bardzo mu się podoba;

# W parafii Nawrócenia św. Pawła Apostoła w Bełżycach (archidiecezja lubelska) ksiądz proboszcz Czesław Przech wymyślił jeszcze lepszy patent. Wynajął mianowicie swojemu kościelnemu świetlicę, w której ten założył zakład pogrzebowy. Biznes polega na tym, że ilekroć ktoś przyjdzie do plebana zgłosić pogrzeb oraz ustalić szczegóły pochówku, słyszy pytanie, czy… już ma trumnę. I jeśli – nie daj Boże – ma zamówione „opakowanie” u konkurencji, ks. Przech podpowiada, żeby zrezygnować z jej usług. System rozliczeń proboszcza z kościelnym jest oczywiście tajemnicą handlową, a obaj panowie nie mają nawet podpisanej umowy na wynajem pomieszczeń parafialnych;

# Ksiądz proboszcz Andrzej Sadowski z parafii św. Antoniego Padewskiego w Niewodnicy Kościelnej (archidiecezja białostocka) też ma swoich faworytów, ale bardziej stanowczo reaguje, gdy rodzina zmarłego nie chce skorzystać z usług wskazanej firmy. Ma z nią podpisaną umowę i nie zamierza rezygnować z łupów, a opornych dyscyplinuje, nie pozwalając wnieść trumny do kościoła, strasząc, że nie przyjdzie na pogrzeb, wyłączając dzwony itp.;

# „Mój mąż chciał być pochowany w Juchnowcu (parafia Świętej Trójcy, archidiecezja białostocka). Msza odbyła się w miejscowości, gdzie ostatnio mieszkał. Po przyjeździe do Juchnowca staliśmy 40 minut, bo ksiądz proboszcz (Andrzej Kondzior – dop. red.) nie chciał nas wpuścić na cmentarz. Kazał sobie zapłacić za przejście przez bramę cmentarza 600 zł. Musiałam to zrobić, bo za trumną stało kilkadziesiąt osób. Żenujące, jak się żeruje na ludzkiej krzywdzie. Ale wyznaję zasadę, że Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy” – łudzi się nadzieją pewna wdowa na forum internetowym białostockiego dziennika. Podobnych przypadków w całym kraju są setki.

###

Cmentarze nie są z gumy, a nieboszczyków przybywa. Jak kościelni zarządcy radzą sobie z problemem? Kupują kilka hektarów gruntu i zakładają nową nekropolię? Wolne żarty! Prawie zawsze otrzymują za darmo grunty od gmin, ale nie zawsze taki grunt przylega do nekropolii. Są więc inne patenty.

W Lewinie Kłodzkim (znanym z wokalistki Violetty Villas) o życiu i śmierci tubylców decydują wójt Bolesław Kędzierewicz i ks. Andrzej Białek – proboszcz miejscowej parafii św. Michała Archanioła. Wielebny miał ostatnio na głowie sporo wydatków, bo remontuje kościół, a z publicznej kasy udało mu się na ten cel wyszarpnąć „zaledwie” 340 tys. zł. Z cmentarzem też miał kłopot, bowiem zaczynało już na nim brakować miejsc. Poszedł więc po rozum do głowy i wyciął w cholerę większość drzew cmentarnych, nie trudząc się biurokratycznymi zabiegami w sprawie zezwoleń. Mało tego…

– Przy pomocy posłusznego wyznawcy w osobie operatora koparki wykopał spod kościelnego muru kilkanaście pochowanych tam zwłok i – żeby było miejsce dla nowych – kazał wywalić to świństwo do jednego, wcześniej przygotowanego dołu. Widziało to kilka osób pracujących przy remoncie świątyni, ale nikt nie zareagował. Wójt przymknął oko, nie ruszyła również tyłków lokalna policja, choć obowiązujące w Polsce przepisy o ekshumacji kategorycznie podobnych praktyk zabraniają – relacjonuje nam jeden ze świadków wydarzeń na cmentarzu w Lewinie.

O wybitnej pomysłowości ks. Białka świadczy również fakt, że wstawił sobie bezpośrednio do kościoła lodówkę na zwłoki (według zaleceń sanepidu, a nawet Episkopatu można takową umieścić tylko w przykościelnej lub cmentarnej kaplicy) wypożyczoną od zaprzyjaźnionego zakładu pogrzebowego Elżbiety i Bogdana C. Według bliskich niedawno zmarłej osoby, ks. Białek ma najdroższy prąd w okolicy, bo schłodzenie ciała kosztuje u niego – uwaga – ok. 2 tys. zł!

###

Wielebni nie tylko umiejętnie poszerzają terytoria cmentarne, ale też znakomicie potrafią godzić całkiem – zdawać by się mogło – przeciwstawne biznesy.

Oto przy ul. Skorupki 8 w Augustowie, vis-à-vis Bazyliki Mniejszej Najświętszego Serca Pana Jezusa, znajduje się „autoryzowany” zakład pogrzebowy, a w nim… punkt refundacji leków Caritasu Diecezji Ełckiej.

To proste – gdy biskupi dostaną od państwa całkowitą autonomię cmentarzy, setki drobnych przedsiębiorców z branży pogrzebowej oraz wiele rodzin przyszłych lokatorów nekropolii przejdzie na garnuszek organizacji charytatywnych.

[2008] FaktyiMity.pl Nr 16(424)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: