FiM – Ksiądz daje za 10 procent

Ktoś przysłał nam dwa ciekawe dokumenty. Jak się wnet okaże – znalezione na ulicy. Spełniają wszelkie wymogi formalne: są elegancko wydrukowane na komputerze, opatrzone pieczęciami (nagłówkową oraz imienną) tudzież czytelnym podpisem potwierdzającym otrzymanie darowizny.

„Parafia rzymskokatolicka p.w. Ducha Świętego we Włocławku niniejszym potwierdza przyjęcie kwoty zł:….., słownie……, przeznaczonej na cele kultu religijnego od……. Zgodnie z obowiązującym prawem (DzU z 1989 r. nr 29 poz. 154; DzU z 1991 r. nr 80 poz. 350; DzU z 1992 r. nr 21 poz. 86; DzU z 1993 r. nr 90 poz. 416, nr 106 poz. 482) środki finansowe przeznaczone w formie darowizny na cele kultu religijnego podlegają w całości odliczeniu od dochodu przed jego opodatkowaniem. Proboszcz ks. Dionizy Lewandowski”. W wykropkowane miejsca wpisano nazwiska darczyńców: Michała M. i Doroty K.-M., zamieszkałych w Warszawie, oraz kwoty darowizn, odpowiednio: 5700 i 4300 zł. Razem okrągłe 10 tysięcy – kwota, za którą można kupić przyzwoity używany samochód. Dla wielu rodzin jest to roczny budżet. Dokumenty opatrzone są datą 11 listopada 2001 r., która świadczy, że parafia Ducha Świętego we Włocławku ciężko pracuje nawet w święto narodowe, dzień ustawowo wolny od pracy.

Podpisany pod dokumentami duchowny w pierwszym odruchu rutynowo zaprzecza, by wydawał takie potwierdzenia. „Nie pamiętam, jest wiele osób, które dają na budowę kościoła” – stwierdza. Potem jednak przypomina sobie, że takich darczyńców „za pokwitowaniem” jest „kilkunastu rocznie”. Ksiądz nie docieka, kim są osoby wręczające mu nawet znaczne kwoty, ani jakie jest źródło pochodzenia tych pieniędzy. „Nie interesuje mnie to, Bóg im zapłać”. Nie dziwi go też, że pieniądze przynoszą mu osoby spoza parafii, nawet z innego miasta. „Myślę, że kościół po prostu im się spodobał”…

Hojni darczyńcy urzeczeni urokiem kościoła Ducha Świętego we Włocławku okazują się młodym małżeństwem, przed trzydziestką, w typie japiszonów, po studiach i na dorobku. Pytam grzecznie, czy w ich sytuacji – świeżo kupione i jeszcze nie urządzone mieszkanie, małe dziecko – nie mają ważniejszych wydatków niż łożenie na kościół. Pan Michał śmieje się. „Jedni sobie od podatku odliczają tak, inni inaczej” – mówi tajemniczo. Dlaczego więc on odlicza sobie w ten sposób we Włocławku, a nie we własnej parafii? Czy z miastem tym łączą go, lub jego żonę, jakieś szczególne związki? „Nie, mamy tam tylko dalszą rodzinę i znajomych. Oni nam powiedzieli, że tam jest dobry ksiądz. Widzi pan, są księża lepsi i gorsi. Ten jest dobry”.

Pan M. ma interes w szczerej rozmowie z dziennikarzem, bo chce odzyskać zgubione dokumenty, bez których nie rozliczy się z fiskusem. Toteż bez oporów precyzuje, co znaczy „dobry ksiądz”. To taki, który „daje za dziesięć procent”. To znaczy – wydaje fikcyjne potwierdzenia darowizny w zamian za 10 proc. wpisanej kwoty, płatne gotówką do ręki.W ten sposób korzystają obie strony: ksiądz, który w innym wypadku nie dostałby ani grosza – oraz „darczyńca”, który płaci mniejszy podatek. Przy pierwszym progu podatkowym zarabiają „fifty-fifty”. Przy drugim i trzecim – więcej zarabia „darczyńca”. Zawsze traci na tym Skarb Państwa, czyli całe społeczeństwo. Są to kwoty horrendalne. Mirosława Malesa z Ministerstwa Finansów informuje, że tylko w 2000 r. (danych za 2001 r. jeszcze nie ma!) wszystkie odliczenia podatkowe z tytułu darowizn na cele oświatowe, kulturalne oraz religijne (ogromna większość) wyniosły ponad 463 mln zł od osób prawnych oraz – uwaga! – aż miliard i 144 miliony zł od osób fizycznych! Razem przeszło półtora miliarda złotych! To trzy razy więcej, niż wynoszą roczne wydatki na oświatę i wychowanie w największej i najbogatszej w Polsce gminie Warszawa Centrum!

O ile jednak darowizny dla placówek kulturalnych czy oświatowych są księgowane i rozliczane, o tyle datki „na kościół” trafiają wprost do kieszeni proboszczów i nie podlegają jakiejkolwiek kontroli ze strony państwa oraz jego służb fiskalnych. Ireneusz Wilk, podsekretarz stanu w MF w rządzie Jerzego Buzka,potwierdza, że wiele darowizn na rzecz Kościoła jest fikcyjnych. Ten oszukańczy proceder przybrał takie rozmiary, że wystraszyli się go nawet niektórzy biskupi i zdecydowali się wprowadzić w swych diecezjach wewnętrzną weryfikację darowizn. Tylko bowiem wewnętrzna kontrola kościelna mogłaby ukrócić tę fikcję bijącą cały naród po kieszeni. Wilk sugeruje, że diecezje powinny zastanowić się nad wprowadzeniem obowiązku dokonywania darowizn w formie wpłat bankowych – wówczas można by je kontrolować i zlikwidować tę darowiznową megafikcję.

My podpowiadamy – a może należałoby raczej zastanowić się w ogóle nad likwidacją odpisów podatkowych z tytułu darowizn na rzecz Kościoła – najbogatszej polskiej instytucji? Na całym świecie celem darowizn dających ulgę podatkową jest wspieranie biednych i potrzebujących albo dotowanie ubogich instytucji wysokiej użyteczności publicznej. W Polsce system podatkowy skłania do topienia ich w kieszeniach księżowskich sutann. Nie zapowiada się jednak, by klęcznikowy rząd Leszka Millera chciał ukrócić ten proceder.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 28(123)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: