FiM – Ksiądz życia i śmierci

Czy z pogrzebu można zrobić cyrk? Oczywiście, jeśli zmarłego i uroczystość żałobną potraktuje się instrumentalnie, jak to czyni wielu urzędników Pana Boga.

Pogrzeb Edmunda Kozłowskiego miał bardzo dziwny i niespotykany przebieg. Gdy trumnę z nieboszczykiem spuszczano do grobu, Zenon Patelski, proboszcz podtoruńskiego Świerczynka, zaintonował „W żłobie leży”. Ludzi zamurowało, a księżulo czknął, odszedł od mogiły i opuścił cmentarz. Wcześniej proboszcz nie przyszedł do kostnicy, żeby przed mszą pożegnać zmarłego. Gdy żałobnicy czekali na proboszcza przy trumnie, ks. Zenon rozpoczął mszę: – Umarł człowiek. Wielka mi sprawa! – powiedział. Był zbulwersowany brakiem rodziny, choć ta w tym czasie czekała przy trumnie w kostnicy a nie w kościele. Nawiązał w ten sposób do nieboszczyka, który nie miał ślubu kościelnego ze swoją żoną, choć – jak mówią krewni Kozłowskiego – zmarły wychowywał swoje córki w wierze w Boga i chodził do kościoła.

Parafianie ze Świerczynka przez kilka miesięcy walczyli o usunięcie proboszcza. Kuria długo nie widziała podstaw do odwołania wielebnego, dopiero pod presją mieszkańców wielu okolicznych wsi przeprowadziła z nim rozmowę i udzieliła upomnienia. Ponieważ ludzi nie zadowoliło takie rozwiązanie, na początku lipca ks. Zenon rozstał się ostatecznie z parafią. 

###

Mieszkańców wsi Kije k. Pińczowa zbulwersowała sprawa pochówku 54-letniego Bolesława Chrobota – jak twierdzą znajomi i rodzina – gorliwego katolika. 1 maja br. wyszedł on z domu, a po kilku dniach jego zmasakrowane zwłoki znaleziono w pobliskich krzakach. Ciało na kilkanaście dni trafiło do prosektorium. Gdy wreszcie prokuratura wyraziła zgodę na pochówek, rodzina pojawiła się u księdza Czesława Pawelca, żeby omówić sprawy związane z pogrzebem. Zaplanowano go na 14 maja, gdyż do Kij miała zjechać rodzina z odległych miejscowości, ale wielebny stwierdził krótko, że wszystkie terminy są zajęte (w wiejskiej parafii!) i uroczystość może się odbyć jedynie następnego dnia o godzinie 9.

– Cóż mieliśmy robić, zgodziliśmy się – mówi szwagier zmarłego Władysław R. – Ksiądz jednak postawił jeszcze jeden warunek, że nie ma mowy o wystawieniu trumny w świątyni. Stwierdził, że zasmrodzi cały kościół, bo zapewne ciało jest już w rozkładzie. Zwłoki miały być zabrane z prosektorium na godzinę przed pogrzebem, ale do księdza nie docierał żaden argument. Takim postępowaniem księdza oburzona była zarówno żona zmarłego – Halina, jak i dalsza rodzina. Na cmentarzu pod adresem proboszcza padło wiele gorzkich słów.

– Napisaliśmy też w tej sprawie kilka pism do kurii w Kielcach – opowiada Władysław R. – ale nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Ksiądz Pawelec wyparł się wszystkiego. Według niego, rodzina nie zgłaszała potrzeby odprawienia mszy i wystawienia zwłok w świątyni.

###

Jeden z łódzkich cmentarzy: pogrzeb 70-letniego Stanisława G., długoletniego działacza Polskiego Związku Działkowców. Ponieważ przepracował on ponad 40 lat w łódzkim MPK w ostatniej drodze towarzyszyła mu tramwajarska orkiestra. Właśnie ta orkiestra stała się pretekstem do rozważań ks. Wojciecha Jędrzejczyka, który nad trumną mówił: „Dziś chowamy kolejnego komucha”. Ksiądz, jak wynika z jego dalszych słów, był kiedyś w wojsku, grał w orkiestrze i chodził na takie pogrzeby.

Na drugi dzień żona zmarłego udała się do proboszcza – zwierzchnika ks. Jędrzejczyka. Wyjaśniła, że jej mąż nigdy nie był komunistą, że uczciwie pracował i pomagał innym ludziom. Proboszcz bezczelnie zaśmiał się jej w twarz i ani myślał o przeprosinach. „Z taką podłością księży spotkaliśmy się po raz pierwszy na tym pogrzebie – napisali do redakcji zbulwersowani krewni zmarłego. – Władze kościelne czują się bezkarne. Dla nich łamanie prawa i norm moralnych to chleb codzienny”.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 30(229)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: