FiM – Muzyka psuje obyczaje

Kościelna muzyka i bicie dzwonów mogą być balsamem dla niejednej duszy, ale i narzędziem tortur. Przekonał się o tym Jan Kolasiński (na zdjęciu) z podłódzkich Grotnik, który właśnie złożył doniesienie do prokuratury

Pan Jan 8 lat temu sprowadził się do Grotnik, pięknej, całkowicie zalesionej wsi pod Łodzią (mieszka tam m.in. Krzysztof Krawczyk), i zamieszkał w sąsiedztwie kościoła. Wówczas nie było jeszcze potężnej wieży i głośników, nie było więc powodów do narzekań. – Ani mnie, ani sąsiadom nie przeszkadzało bicie dzwonów – mówi Kolasiński.

Gdy w ubiegłym roku zakończono rozbudowę kościoła, na wieży pojawiły się potężne głośniki, które od rana emitują różnorodne pieśni kościelne.

– Już o godzinie 7.00 budzi mnie pieśń „Kiedy ranne wstają zorze”, potem są kolejne utwory – opowiada Kolasiński. – Bywają dni, gdy tej bardzo głośnej kościelnej muzyki jest jeszcze więcej niż zwykle i wtedy mam ochotę uciec gdzie pieprz rośnie. Prosiłem proboszcza ojca  Tomasza Ewertowskiego, by wyciszył muzykę płynącą z głośników, ale nie przyniosło to żadnych efektów. „Kościół ma w tradycji bicie dzwonów” – usłyszałem od proboszcza.

Kolasiński wściekł się na te słowa. – Inkwizycja też przez wieki należała do tradycji, a jednak Kościół się z niej wycofał – mówi zirytowany sąsiad świątyni. Popierają go też inni mieszkańcy pobliskich ulic.

– To skandal, proboszcz z nikim się nie liczy – mówi jedna z kobiet. – Jestem wierząca, ale takie postępowanie ojca Tomasza zasługuje na potępienie.

– Osiem lat temu kupiłem działkę, by w Grotnikach, pośród drzew, mieć ciszę i spokój. Doszło do tego, że zaczynam myśleć o sprzedaniu domu i wyniesieniu się stąd – mówi rozgoryczony Kolasiński.

Mieszkaniec Grotnik już cztery lata temu miał przedsmak ataku decybeli. Wtedy to obok kościoła powstała tzw. grota, z której płynęła bardzo głośna muzyka. Sprawa trafiła do zgierskiego starosty i przy okazji okazało się, że owa grota stanęła bez jakiegokolwiek pozwolenia i planów. Nakazano wówczas proboszczowi, aby pohamował swe ambitne plany budowlane, kolidujące z interesem sąsiadów. Ojciec Tomasz śmiał się podobno z tego na całą wieś.

– Nie było innego wyjścia, jak domagać się rozebrania wieży – mówi pan Jan. – Sprawa trafiła do powiatowego nadzoru budowlanego, który pod presją proboszcza wyraził zgodę na eksploatację dzwonnicy, choć wcześniej takiej nie było, m.in. z powodu nielegalności budowy i nadmiernego hałasu. Odwołałem się do wojewody, ale ten również stanął po stronie ojca Tomasza. A przecież wyraźnie złamano prawo, nie uwzględniając interesów sąsiadów. Nie domagałem się przecież niczego nadzwyczajnego – chciałem jedynie, by zgodnie z przepisami nie emitowano z wieży więcej niż 50 decybeli w ciągu dnia i 40 w nocy. W tej sytuacji złożyłem doniesienie do prokuratury.

Ale zgierski prokurator, jak i wielu urzędników, udaje Greka. Twierdzi, że nie bardzo wie, o co chodzi Kolasińskiemu. Wygląda na to, że nie chce zadzierać z proboszczem z Grotnik i najlepiej niczym struś schowałby głowę w piasek. Ojciec Tomasz nie chciał rozmawiać z „FiM”. – Wszystko odbywa się zgodnie z przepisami – stwierdził jedynie w drzwiach plebanii.

W podobnej sytuacji jest wiele innych społeczności – choćby kielczanie z ulicy Chęcińskiej. Im również dokuczają potężne głośniki wystawione na zewnątrz świątyni, a także bardzo głośne bicie dzwonów. Zwrócili się do proboszcza parafii NMP Królowej Polski, ks. Kazimierza Tuszyńskiego, z prośbą o wyciszenie głośników i dzwonów, ale wielebny ma gdzieś swoich parafian.

W RSM „Armatury”, do której należy na przykład blok przy ul. Chęcińskiej 2, znają doskonale problemy lokatorów. Szefowa administracji osiedla Barbara Ratuska nie ukrywa, że rację mają mieszkańcy.

Ale racja w Katolandzie to za mało, bo prawo jest zawsze po stronie sutannowych. Cóż więc pozostało ludziom? Zwrócili się do Rzecznika Praw Obywatelskich. „Jesteśmy narażeni na konieczność wysłuchiwania w każdą sobotę i niedzielę oraz inne dni świąteczne wielogodzinnych wyjątkowo głośnych kazań i kościelnych śpiewów. Ma to miejsce od godziny 6 rano. Siła dzwonów i głośników przekracza wysoko dopuszczalną normę 50 decybeli” – pisali do rzecznika.

Choć i w Kielcach ludzie zagrozili sądem i prokuraturą, a nawet Trybunałem Praw Człowieka, proboszcz niczym się nie przejmuje. Czy musi dojść do rękoczynów i zniszczenia głośników? – pytają rozgoryczeni mieszkańcy ul. Chęcińskiej.

Zabrania się używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast, terenach zabudowanych oraz na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe.
(Ustawa „Prawo ochrony środowiska” z 27 kwietnia 2001 roku)
Sprawdziliśmy, gdzie się dało: w sanepidzie, w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska w Łodzi i w nadzorze budowlanym. Wszędzie rozkładano ręce.
Cytowany przepis dotyczy wszystkich… z wyjątkiem Kościoła katolickiego.

[2005] FaktyiMity.pl Nr 39(291)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: