FiM – W Chlewie…

Żyją pod jednym dachem. On jest proboszczem, ona jego gospodynią. Rajską sielankę dobranej parki zakłócili ostatnio mieszkańcy Chlewa i okolicznych wsi (diecezja kaliska).

Proboszcz Jan Dominiak (na zdjęciu z prawej) jest normalny. Niczym ów biblijny Adam ma słabość do niewiasty – Ewy C. Jest też odważny – jeździ z nią solidną bryką do marketów Kalisza i Zduńskiej Woli i wspólnie odwiedza zaprzyjaźnione rodziny. Nie widzi w tym nic złego.

Nie wiedzieć dlaczego właśnie Ewa C. – „rozbijająca się po wsi wypasioną skodą octavią” (tak określił to jeden z parafian) i współrządząca parafią – wzbudza u ludzi wiele kontrowersji. Ale ludziska mają też do księdza pretensje o pieniądze.

– Proboszcz kazał nam płacić co miesiąc po 20 złotych – mówi jedna z mieszkanek Waliszewic. – Do tego zdziera niemiłosiernie przy okazji pogrzebu, inkasując nawet 1700 złotych. Domaga się ponadto 10 procent wartości każdego nagrobka. To duże pieniądze, a przecież w dzisiejszych czasach nie każdego stać na takie wydatki.

– Gdy zmarł mój mąż – mówi młoda kobieta z Chlewa – ksiądz zagroził, że nie weźmie udziału w pogrzebie, jeśli całej kwoty nie przyniosę przed pochówkiem. Nie miałam pieniędzy, więc musiałam pożyczyć od sąsiadów.

Ksiądz Dominiak rządzi niepodzielnie parafią prawie od ćwierćwiecza. Wikarego pozbył się zaraz po przyjeździe, by – jak mówią ludzie – nie dzielić się z nikim kasą.

– Ta pazerność zgubi wreszcie naszego proboszcza – opowiada jeden z mężczyzn pracujących przy remoncie drogi. – Parafia liczy blisko 2,5 tys. dusz, które przynoszą do kościoła sporo pieniędzy. Ksiądz wszystko inkasuje i rządzi bez kontroli, bo rada parafialna składa się z figurantów. Nic dziwnego, że buduje swojej gospodyni dom w Zduńskiej Woli.

– Czy ks. Dominiak pomógł komuś w ciągu tych 25 lat pobytu w parafii? – zapytaliśmy jedną z mieszkanek Chlewa.

– Nie przypominam sobie czegoś takiego. Jeśli pomagał, to tylko swojej gospodyni.

– Jaka tam ona gospodyni… – obruszają się mężczyźni zgromadzeni w pobliżu remizy OSP. – Przecież to jego baba. Jeździ z nią wszędzie, pozwala, by wtrącała się do spraw parafii. No i ten dom w Zduńskiej Woli. To ile ona zarabia, że stać ją na budowę nowej chałupy?

Na te wszystkie zarzuty ksiądz ma tylko jedną odpowiedź: to wymysły i złośliwość wrogów Kościoła. Twierdzi, że stara się być dobrym gospodarzem i pasterzem. Pieniądze? Niech ludzie nie narzekają, bo wszyscy są ubezpieczeni i za pogrzeb rodziny inkasują po 5 tysięcy złotych. Nawet jak zapłacą 1700, to i tak zarabiają na zmarłym. Zresztą – jak twierdzi – tych 1700 złotych nie bierze do swojej kieszeni, bo 300 inkasuje kościelny, 200 – organista. Dla niego zostaje jedynie 1200 złotych!

A gospodyni? Dziennikarce z tygodnika „Nad Wartą” powiedział: „Coś tam buduje, ale się ślimaczy. Trochę jej pomagam, bo po moim odejściu gdzie ona pójdzie?”.

Wczoraj Chlewo obiegła tragiczna wiadomość: powiesił się jeden z mieszkańców. Nikt nie potrafił wyjaśnić tego desperackiego kroku pięćdziesięciolatka.

– Czy ksiądz pozwoli wprowadzić do kościoła trumnę ze zwłokami samobójcy? – pytamy. – Na pewno… jeśli tylko zainkasuje odpowiednią kwotę! – kwituje złośliwie jeden z mieszkańców Chlewa.

– To musi się wreszcie skończyć – mówi jedna z mieszkanek pobliskiego Stojanowa. – Napiszemy list do biskupa, a jeśli to nie pomoże, nasz proboszcz skończy tak jak jego poprzednik, który ściągał pieniądze i nic nie robił. Gdy po mszy położył się – baranek, niewiniątko – przed głównym ołtarzem, ludzie wynieśli go z kościoła i tak skończyła się jego kariera. A Dominiak? Niechby sobie tę babę miał, co komu do tego. Żeby tylko z ludzi tak nie zdzierał…

[2005] FaktyiMity.pl Nr 39(291)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: