FiM – Wojna podjazdowa

Ojczulkowie oblaci z klasztoru na Świętym Krzyżu wypowiedzieli wojnę dyrektorowi Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Kto wygra? Głupie pytanie…

Poszło o dojazd do sanktuarium położonego na terenie ścisłego rezerwatu przyrody. Na początku września dyrektor ŚPN Bogdan Hajduk wydał zakaz wjazdu prywatnych samochodów osobowych na górę. W ubiegłym roku na odpust do klasztoru przybyło kilka tysięcy osób, a na teren parku wjechało ponad 400 aut. Dyrektor, który ponosi pełną odpowiedzialność za ludzi przebywających na podległym mu terenie, argumentował, że jest to zbyt wielkie obciążenie dla przyrody objętej ścisłą ochroną, jak i dla prawie 1000-letnich murów opactwa.

Na wieść o zarządzeniu larum podnieśli opiekunowie sanktuarium – ojcowie oblaci, którzy czerpią z pielgrzymów zyski. Superior klasztoru, o. Bernard Briks, uznał, że dyrektor jest antyklerykałem i celowo robi zakonnikom na złość. Braciszkowie natychmiast zaczęli zbierać podpisy pod petycją przeciwko niekorzystnej dla nich decyzji. Poskarżyli się władzom samorządowym i sandomierskiej kurii biskupiej.

Tymczasem dyrektor Hajduk konsekwentnie bronił swojego stanowiska: „To nie jest walka z Kościołem. Jestem głęboko wierzący i praktykujący, muszę jednak rozdzielić pracę od moich osobistych przekonań”.

Jego zdaniem – wierzący, którzy pragną zobaczyć znajdujące się w klasztorze relikwie Krzyża Świętego (hm…), mogą ofiarować Bogu trud wędrówki na górę. Warto tu przypomnieć, że na liczący 595 metrów n.p.m. szczyt wiedzie malownicza Droga Królewska, którą niejednokrotnie i o własnych siłach pokonywał sam Władysław Jagiełło. Tym, którzy nie mieliby sił na spacer, dyrektor proponował pozostawienie samochodów na bezpłatnym parkingu w Hucie Szklanej i dojazd na szczyt ekologiczną 56-osobową kolejką turystyczną. Za bilet należałoby zapłacić złotówkę. Ale i ta propozycja nie spotkała się z entuzjazmem braci.

Oblaci nie uznają żadnych racjonalnych argumentów. Dla nich liczy się tylko kasa. Kiedy okazało się, że dyrektor Hajduk nakazał wszystkim (turystom i pielgrzymom) zakup biletów wstępu do ŚP Narodowego, braciszków jasna krew zalała! To nic, że okoliczni mieszkańcy wchodzą do parku bezpłatnie i kiedy im się podoba mogą uczestniczyć w nabożeństwie, bo – zdaniem habitowych – z opłat powinni być zwolnieni wszyscy pielgrzymi. Po co? To jasne: żeby całą kasę zostawić w klasztorze.

Braciszkowie zarzekają się, że nie odpuszczą. O mediację w rozmowach z dyrektorem ŚPN poprosili wojewodę świętokrzyskiego Włodzimierza Wójcika (SLD). Ten zdołał przekonać Hajduka do przywrócenia porozumienia z 2003 roku, na mocy którego znów każdy kierowca może do godziny 11 wjechać na górę. Wydawałoby się, że oblaci w końcu postawili na swoim. Ale gdzie tam! Ustępstwo dyrektora tylko podsyciło apetyty ojczulków. Teraz wszelkimi siłami prą do powołania komisji mieszanej złożonej z przedstawicieli Ministerstwa Środowiska i Kurii Biskupiej w Sandomierzu. Komisja miałaby rozstrzygać sporne kwestie dotyczące ruchu pielgrzymkowego na terenie parku. Żądanie braci jest o tyle bezczelne, że uderza w kompetencje dyrektora, który – zgodnie z Ustawą o ochronie przyrody z dn. 16 kwietnia 2004 roku – jest gospodarzem na objętym prawną ochroną terenie parku narodowego. Ale braciszków prawo ziemskie najwyraźniej nie dotyczy. Dziś niewiele zostało w Polsce miejsc podobnych do wielowiekowej świętokrzyskiej puszczy. Czy natura znów musi przegrać z apetytami duchownych?

[2005] FaktyiMity.pl Nr 39(291)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: