FiM – Anioły i demony

Niegdysiejsza „groźna sekta”, wyeksmitowana z okupowanego klasztoru w Kazimierzu Dolnym przez 150-osobowy oddział policji, przemieniła się nagle w gromadkę anielic. Kolejny cud?

Zbuntowane zakonnice, które staraniami metropolity lubelskiego arcybiskupa Józefa Życińskiego zostały potępione przez Watykan i usunięte ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej, znalazły schronienie u ordynariusza łomżyńskiego, biskupa Stanisława Stefanka, przyjaciela Rydzyka.

Przypomnijmy, że wyrzucenie betanek z zakonu i ich późniejsza głośna eksmisja z klasztoru to finał konfliktu, który rozgorzał z chwilą niepodporządkowania się ponad sześćdziesięciu mniszek siostrze Barbarze Robak, nowej przełożonej generalnej ustanowionej w sierpniu 2005 r. przez watykańską Kongregację Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego.

Ta zmiana była wówczas wprost paląca, bowiem s. Jadwiga Ligocka – dotychczasowa szefowa zgromadzenia – powołując się na prywatne objawienia Ducha Świętego, wpajała podwładnym budzące grozę herezje:

„Wiosna Kościoła wyjdzie z Betanii, jego głównej podpory. Biskupi i księża są zagubieni, żyją w luksusie” – kręciła sobie pętlę na szyję s. Jadwiga, przekonując koleżanki, że podczas objawień widzi w piekle… sutanny!!!

„W Zgromadzeniu narastał wielki niepokój w sytuacji, kiedy swoje prywatne objawienia Siostra Jadwiga uznawała za prawdę i to one zaczęły być motywem podejmowanych przez nią decyzji. Same objawienia nie pokrywały się z nauką Kościoła Katolickiego, a nawet odstępowały od tego nauczania”– czytamy w specjalnym komunikacie nowego Zarządu Generalnego Sióstr Rodziny Betańskiej, wydanym w okresie przygotowań do ostatecznej rozprawy z s. Ligocką i jej zwolenniczkami.

– Największe niebezpieczeństwo polegało na tym, że pozostawienie Ligockiej przy władzy groziło utratą gigantycznego majątku. Nieruchomość w Kazimierzu – wybudowana od podstaw przez siostrę Jadwigę – warta jest kilkanaście milionów złotych i była jej wyłącznym oraz niezaprzeczalnym sukcesem (jeśli sukcesem można nazwać wyżebranie milionów i darmową robociznę). Życiński wpadł w panikę, gdy uprzytomnił sobie, że „niesterowalna” przełożona zakonu może – z pomocą bystrych prawników – powołać do życia jakąś organizację i przenieść na nią prawa własności budynków. Od mojego przyjaciela z kurii wiem, że arcybiskup bardzo naciskał w Rzymie, żeby nie cackać się z Ligocką. No i faktycznie, niespieszący się na ogół z decyzjami Watykan niemal ekspresowo przystąpił do dzieła. W aferze z betankami chodziło tak naprawdę wyłącznie o ich majątek– odkrywa przed „FiM” karty nasz znajomy z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. „Dom ten [w Kazimierzu Dolnym] został wzniesiony w dużym stopniu z ofiar wiernych, którzy byli przekonani, iż będzie on służył Zgromadzeniu trwającemu w jedności z Ojcem Świętym i całą wspólnotą Kościoła. Obecne mieszkanki domu odrzuciły tę jedność (…). Stanowi to odejście od decyzji ofiarodawców, wśród których znajdowali się zarówno szlachetni znani polscy sponsorzy (przede wszystkim multimilioner Roman Kluska, twórca spółki giełdowej „Optimus” – dop. red.), jak i katolicy z zaprzyjaźnionych diecezji w USA i Niemczech” – grzmiał metropolita w przededniu rozprawy przed Sądem Rejonowym w Puławach, który miał postanowić o komorniczej eksmisji niepokornych zakonnic.

Zapewne Życiński również miał „prywatne objawienia Ducha Świętego”, który wyjaśnił mu ukryte intencje sponsorów przekazujących pieniądze wyłącznie i bezpośrednio na ręce Ligockiej…

Aż wreszcie zapadły wyroki sądowe i policja uwolniła hierarchę od trosk związanych z majątkiem betanek.

– Operacja udała się jedynie w wymiarze odzyskania budynków w Kazimierzu Dolnym. Wraz z trzema psychologami towarzyszyłem byłym betankom w podróży do ośrodka rekolekcyjnego w Lublinie. Były agresywne w słowach, deprecjonowały mnie jako osobę zajmującą się sektami i jako kapłana. Ich zachowanie znamionowała mentalność sekciarska i stan charakterystyczny dla osób po „praniu mózgu”. One już w dniu eksmisji miały przygotowany konkretny plan integracji w nowych warunkach. Będą dalej tworzyły skonsolidowaną grupę z byłą przełożoną na czele, a Ligocka jest tak niebezpieczna, jak niebezpieczni mogą być przywódcy sekt – twierdził tuż po spacyfikowaniu buntu ojciec Tomasz Franc, ogólnopolski koordynator Dominikańskich Ośrodków Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach.

###

Po miesiącach tułaczki i kilku zmianach miejsca pobytu grupa ok. 30 byłych betanek zamieszkała w zdewastowanym i nieużytkowanym Domu Pielgrzyma parafii Michała Archanioła w Płonce Kościelnej – wsi położonej nieopodal Łap (powiat białostocki), wchodzącej w skład diecezji łomżyńskiej.

Nieoficjalną pieczę nad niewiastami sprawuje ksiądz proboszcz Józef Ogórkis, rezydujący tuż obok nich – w okazałej plebanii mogącej śmiało konkurować o laury w naszym nieustającym konkursie „stajenki nieliche”.

Wielebny odżegnuje się od potwierdzenia, że kobiety w długich ciemnych spódnicach i podobnego koloru bluzkach, swobodnie kręcące się wokół zabudowań, są byłymi zakonnicami wyekspediowanymi z Kazimierza Dolnego. Również łomżyńska kuria biskupia stanowczo odmawia jakiegokolwiek komentarza w tej sprawie, a wierni z Płonki Kościelnej wiedzą jedynie tyle, że kobitki są, sprawiają sympatyczne wrażenie, same zaopatrują się w miejscowym sklepie, dbają o świątynię, ładnie grają i śpiewają podczas mszy, gorliwie się modlą, sprzątają na plebanii i próbują doprowadzić do porządku zachwaszczoną okolicę Domu Pielgrzyma.

Dopiero od jednego z księży dekanatu łapskiego dowiedzieliśmy się nieco więcej o okolicznościach sprowadzenia byłych betanek do diecezji łomżyńskiej: – Zamieszkały w Płonce, razem z dawną przełożoną Jadwigą Ligocką, na osobiste polecenie biskupa Stefanka, który zakazał księdzu Ogórkisowi udzielania mediom jakichkolwiek wypowiedzi. Wolno mu jedynie pośredniczyć w ewentualnych kontaktach między tymi kobietami a ich rodzinami. Ksiądz Józef nie jest zachwycony tą sytuacją, ale nie ma specjalnie wyboru, bowiem w kurii mają na niego kilka ostrych haków.

###

Podczas wizyty w Płonce Kościelnej udało nam się porozmawiać z dwiema byłymi betankami. Młode kobiety nie chciały ujawnić swoich imion, ale potraktowały dziennikarza „FiM” stosunkowo przyjaźnie:

– Bardzo nas skrzywdzono, posądzając o działania na szkodę Kościoła i usuwając przemocą z Kazimierza. Ksiądz arcybiskup żądał przekazania mu naszego domu formacyjnego. To było bardzo niesprawiedliwe, bo przecież same i własnymi rękami go budowałyśmy – zauważyła „profeska” mająca już za sobą tzw. śluby wieczyste.

– Nie jesteśmy żadną sektą i czekamy tu na decyzje Stolicy Apostolskiej o możliwości powrotu do zakonu. Ksiądz biskup mówił, że wszystko jest na dobrej drodze, aczkolwiek potrzeba na to czasu i uspokojenia emocji – wtrąciła „nowicjuszka”, której śluby czasowe nowa szefowa betanek uznała za nieważne.

Zapytaliśmy, czy przyjmują do swoich szeregów nowe kandydatki do życia konsekrowanego.

– W tej chwili nie ma takich możliwości. Może za rok czy dwa… Dopiero wtedy, gdy z pomocą dobrych ludzi znowu zbudujemy swój własny dom – westchnęła „profeska”.

I oczywiście pod warunkiem, że w pewnym momencie Stefanek nie zechce, wzorem Życińskiego, żeby mu tę chałupę sprezentowały…

Widzimy jednak wielką szansę dla zakonnic, które są młode, pracowite i oddane, więc mogą być Kościołowi pomocne. Chodzi o te nieszczęsne piekielne wizje byłej matki przełożonej Ligockiej. Niech siostra sobie dobrze przypomni, czy aby na pewno widziała tam sutanny…

[2008] FaktyiMity.pl Nr 32(440)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: