FiM – Kryminalni

W państwie kościelnym zwanym Stolicą Apostolską nawet potrójne morderstwo może zostać zatuszowane, jeśli zabraknie „woli politycznej”, aby ujawnić sprawców.

Pierwszy oficjalny komunikat o najgłośniejszej od wielu lat zbrodni w Watykanie brzmiał: „4 maja 1998 r., ok. godz. 21, w mieszkaniu komendanta Papieskiej Gwardii Szwajcarskiej znaleziono zwłoki komendanta, 43-letniego pułkownika Aloisa Estermanna, jego żony, 49-letniej Gladys Meza Romero, oraz kaprala Gwardii, 23-letniego Cédrica Tornaya. Wszyscy troje zginęli od kul z broni palnej”.

Śledztwo potoczyło się bardzo sprawnie (choć watykański sędzia Gianluigi Marrone nie miał żadnego doświadczenia w sprawach kryminalnych, to odmówił współpracy  z włoską oraz szwajcarską prokuraturą) i po czterech zaledwie dniach rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej Joaquin Navarro-Valls oznajmił publicznie: „Sprawa jest zamknięta. Mamy już absolutną pewność co do przebiegu i motywów wydarzeń: rozgoryczony pominięciem przy medalowych odznaczeniach Tornay w napadzie szału zabił nowo mianowanego (10 godzin przed śmiercią – dop. red.) szefa gwardii pułkownika Estermanna i jego żonę,  a potem popełnił samobójstwo. Pod ciałem kaprala został znaleziony pistolet służbowy, z którego oddano pięć strzałów”. Rzecznik powołał się na wyniki sekcji zwłok Tornaya. Przeprowadzili ją dr Pietro Fucci i dr Giovanni Arcudi, którzy mieli orzec, że gwardzista oszalał na skutek nadużywania narkotyków oraz złośliwego nowotworu w mózgu (guz wielkości jajka!) oddziałującego na ośrodki nerwowe. Rzecznik ujawnił ponadto, że Tornay zostawił własnoręcznie napisany list pożegnalny, dowodzący, że po zabiciu Estermanna i Romero, popełnił samobójstwo.

W tym momencie Navarro-Valls włączył się do spisku mającego na celu próbę ukrycia faktu, że w Watykanie doszło do potrójnego zabójstwa, którego sprawcy nie chciano wykryć! Próby częściowo nieudanej, gdyż Muguette Baudat (matka Tornaya) tuż przed pochówkiem syna doprowadziła do powtórnej sekcji zwłok. Wykonał ją Thomas Crompecher, profesor medycyny sądowej uniwersytetu w Lozannie, zaś efekt był wprost porażający.

Okazało się m.in., że krytycznego 4 maja 1998 r. w Watykanie zaistniały

prawdziwe cuda.

Podczas lotu skurczył się pocisk, gdyż dziura w tyle głowy, przez którą wyleciała śmiertelna dla młodego gwardzisty kula, była o prawie 2 mm mniejsza niż kaliber (9,41 mm) jego służbowego pistoletu. Tego samego, którym – według watykańskiego śledczego – Tornay posłużył się, aby zabić komendanta Estermanna i jego żonę, a na końcu samego siebie.

Drugi cud: rzekomy sprawca był w momencie zbrodni nieprzytomny, bowiem otrzymał silne ciosy w skroń, powodujące m.in. obfite wewnętrzne krwawienie. Crompecher stwierdził ponadto wyjątkowo osobliwy fakt, iż Cédric podczas „popełniania samobójstwa”, gdy wkładał lufę do ust, wybił sobie dwa siekacze. Przerwa między zębami, która przy tym powstała, dokładnie odpowiadała rozmiarom lufy pistoletu.

Cud trzeci: guz w mózgu Tornaya zniknął…

Specjalista grafolog stwierdził jeszcze cud czwarty: pożegnalny list („W tym roku miałem zostać odznaczony, ale pułkownik nie dopuścił do tego. Po 3 latach, 6 miesiącach i 6 dniach spędzonych w papieskiej gwardii oraz zniesieniu wielu upokorzeń i niesprawiedliwości odmówiono mi jedynej rzeczy, której naprawdę pragnąłem. Muszę dalej pełnić służbę dla Gwardii i dla Kościoła. Przysięgałem oddać życie za papieża i dokładnie tak zrobię. Wybaczcie, że was opuszczam, ale obowiązki mnie wzywają”) nie został napisany ręką „samobójcy”.

Po uzyskaniu wyników autopsji oraz analiz grafologicznych, reprezentujący Muguette Baudat dwaj słynni francuscy prawnicy Luc Brossolet i Jacques Vergés (znani m.in. z procesów terrorysty Ilicha Ramíreza Sáncheza alias Szakal oraz serbskiego dyktatora Slobodana Miloševicia; Vergés będzie też obrońcą w procesie Saddama Husajna) podjęli starania o wznowienie śledztwa. Gdy okazało się, że w myśl watykańskiego prawa taki wniosek może złożyć jedynie adwokat zarejestrowany w państwie kościelnym, zwrócili się o pełnomocnictwa do prezesa sądu apelacyjnego w Watykanie. Otrzymali odpowiedź: „Sprawa Estermanna i Tornaya jest zamknięta. Nie pozostało już nic do wyjaśnienia i nie ma potrzeby zapoznawania się z ewentualnymi nowymi dowodami. Dlatego też nie rozumiem, do jakich ostatecznych środków ucieka się pani Baudat, szukając reprezentacji prawnej”.

Również matka Tornaya nigdy nie uzyskała dostępu do akt watykańskiego śledztwa. Gdy jeszcze trwało, odmowę tłumaczono faktem, że „śledztwo jest w toku”. Kiedy sprawę zamknięto, usłyszała, że nie wolno jej zaglądać do akt, bo „śledztwo zostało umorzone”. Prośbę o podjęcie ponownego dochodzenia skierowała nawet do samego Jana Pawła II, ale nie otrzymała słowa odpowiedzi.

Dodajmy, że w mediach pojawiały się tymczasem umiejętnie sterowane przecieki: a to, że Estermann był agentem wschodnioniemieckiej STASI i poległ podczas próby zwerbowania Tornaya; a to, że obu gwardzistów łączył namiętny romans homoseksualny i pułkownik zginął z ręki szaleńczo zazdrosnego podwładnego, czy wreszcie to, że komendant nakrył Cédrica w łóżku z Gladys, w wyniku czego doszło do tragicznej w skutkach awantury…

W tej sytuacji, 27 kwietnia 2002 roku, podczas specjalnej konferencji prasowej w Martigny (rodzinne miasto Tornaya), Brossolet i Vergés pokazali światu 75-stronicowy

raport z autopsji,

demaskujący oszustwa Watykanu. Dodajmy, że żaden korespondent zagraniczny polskich mediów nie dostrzegł wówczas tego wydarzenia…

Diaboliczne machinacje urzędników centrali kat. Kościoła ujawniła również Muguette Baudat w autoryzowanym wywiadzie udzielonym niemieckiemu kwartalnikowi „Mahnmal aktuell”. Oto obszerne fragmenty wypowiedzi matki Tornaya:

Red.: – Czy jest Pani przekonana, że Cédric nie jest mordercą, lecz ofiarą zbrodni?
M. Baudat: – Muszę przyznać, że kiedy otrzymałam od watykańskich prawników informację o podwójnej winie Cédrica, pogodziłam się z tym. Ale potem nie otrzymałam żadnych dowodów, które by to potwierdziły. Dlatego zaraz po przekazaniu mi zwłok syna, bez rozgłosu zabrałam go z domu pogrzebowego, żeby zlecić własną, niezależną sekcję zwłok. To było 13 maja 1998 r. Od momentu otrzymania wyników wiem, że moje dziecko zostało zamordowane.

– Gdy pani prawnicy ogłosili publicznie sensacyjne wyniki drugiej obdukcji, zastanowiło nas, dlaczego dopiero po czterech latach od tragedii te odkrycia mogły ujrzeć światło dzienne.
– Na początku w pełni ufałam watykańskim urzędnikom. Od września 1998 roku reprezentowali mnie dwaj rzymscy prawnicy, z których jeden był akredytowany przez Watykan. Niestety, wszystko, co otrzymałam po półtora roku, to były tylko osobiste rzeczy Cédrica. I to dopiero po opłaceniu honorariów, ponieważ nie chciałam przyjąć wypłaty z tak zwanego ubezpieczenia pracy. Nie chciałam dotykać tych pieniędzy, ponieważ wyraziłabym tym samym zgodę na ogłoszoną przez Watykan oficjalną wersję wydarzeń. Krótko mówiąc, musiałam najpierw poradzić się prawników, którzy nie byli po żadnej stronie i są wystarczająco niezależni, by nie ulegać naciskom.

– Po czym pani poznała, że list pożegnalny syna jest falsyfikatem?
– List dostałam 7 maja 1998 r. Pan Navarro-Valls wyjaśnił wcześniej na konferencji prasowej, że list został już przekazany rodzicom. Kłamał! Przebywałam wtedy w Szwajcarii, a ojciec Cédrica był oddalony od Rzymu o 18 godzin lotu samolotem. Przy późniejszym przekazywaniu listu ksiądz Roland Trauffer, sekretarz szwajcarskiego episkopatu, przedstawił mnie mężczyźnie, który oznajmił, że nazywa się Marrone, jest sędzią i mam mu podpisać potwierdzenie odbioru listu. Dwa lata później spotkałam prawdziwego sędziego Marrone – w żadnym wypadku nie była to ta sama osoba, która przekazała mi list. Do dziś nie wiem, do kogo zaprowadził mnie wtedy ksiądz Trauffer. Jeszcze przed ekspertyzą grafologiczną byłam przekonana, że listu nie pisał Cédric. To nie było jego pismo. Tekst wyrażał wszystko i nic, zawierał groteskowe formy grzecznościowe i nie był podpisany. Co więcej – zawierał błędy i zwroty, których nie mógł użyć mój syn. Autor pisze, że od zaprzysiężenia minęły 3 lata, 6 miesięcy i 6 dni. To się nie zgadza, ponieważ mój syn był zaprzysiężony ponad 2 miesiące wcześniej. On był zawsze bardzo precyzyjny i nie popełniłby takiego błędu. Wahałam się, czy podpisać potwierdzenie obioru listu. Złożyłam wtedy dwugodzinne oświadczenie na temat wszystkiego, co wiedziałam i co gwardziści powierzyli mi w rzadkich momentach szczerości. Wiem, że tych moich zeznań, podanych do protokołu przed pełnomocnikiem sądu, nie ma w aktach… Zdaniem watykańskiego sądu, złożyłam jedynie „spontaniczne wyjaśnienia”.

– Dlaczego wyniki dochodzenia przeprowadzonego w Watykanie były przekłamane? Jaki interes mieli w tym, żeby fałszywie przedstawiać sprawę?
– Stolica Apostolska bardzo szybko obwieściła swoją „prawdę”. To było trzy godziny po strzałach, bez świadków tragedii, bez wywoływania alarmu w Gwardii Szwajcarskiej. W normalnych okolicznościach natychmiast po strzałach ogłoszono by alarm, a tymczasem przy Ojcu Świętym nie postawiono nawet ochrony. Nie zapominajmy, że komendant, jego żona i młody gwardzista zostali znalezieni martwi! To mógł być przecież zamach jakiegoś terrorysty, który wdarł się do środka. Jestem całkowicie przekonana, że pan Estermann (a razem z nim jego żona) dla części Sekretariatu Stanu stał się zbyt niebezpieczny i z chwilą, gdy zaakceptował oficjalny awans na komendanta, wszystko było możliwe (od czasu zamachu Ali Agcy Estermann, który własnym ciałem usiłował zasłonić papieża przed kulami, był nazywany przez JPII, na równi z arcybiskupem Stanisławem Dziwiszem, „członkiem jego rodziny” i miał praktycznie nieograniczony dostęp do Karola Wojtyły – dop. red.). Wojna domowa pomiędzy różnymi frakcjami wewnątrz Watykanu, dotycząca sukcesji po Janie Pawle II, była prowadzona na długo przed 1998 rokiem. Tam chodziło o struktury władzy w Watykanie, o schedę po papieżu!

– Jak przez te wszystkie lata traktował panią Watykan? Czy ofiarowano jakąkolwiek pomoc, czy też oczekiwano, że będzie pani zawsze odgrywać swoją rolę – rolę matki skruszonej zbrodnią syna?
– To pytanie zawiera już odpowiedź. Dla rządzących Kościołem katolickim poza władzą nie istnieje nikt ani nic, co miałoby jakiekolwiek znaczenie…

– Jak psychicznie zniosła Pani tę walkę z Kościołem o prawdę?
– Przez półtora roku nie pracowałam, żeby prowadzić dochodzenie. Siłę dawały mi gesty i wiadomości od znanych osób oraz lęk o to, że jakaś inna rodzina, tak samo jak moja, może cierpieć z tych samych powodów. Gdy zostają zamordowane trzy osoby, jaką można mieć pewność, że to już koniec? Jestem w stanie pogodzić się ze śmiercią Cédrica, ale gdyby to samo miało spotkać innego gwardzistę tylko dlatego, że nie przedsięwzięłam żadnych działań, nigdy bym sobie tego nie mogła wybaczyć.

– Skoro Cédric został zamordowany, to kto, pani zdaniem, go zabił? Kto ma go na sumieniu?
– Tego nie wiem. Po tym, jak władza utraci duszę, wszystkie jej jednostki są równe, we wszystkich religiach i państwach, w szczególności totalitarnych. Winni mogą więc być nawet najwyżsi rangą dostojnicy kościelni…

– Autorka jednej z książek na temat tej sprawy jest zdania, że potrójne morderstwo w maju 1998 roku było rykoszetem walki o władzę w Watykanie pomiędzy Opus Dei i lożą masońską. Co Pani sądzi o tej teorii?
– Jak powszechnie wiadomo, wewnątrz Watykanu różne frakcje chcą zdobyć władzę i wszyscy, którzy z zewnątrz obserwują funkcjonowanie tego środowiska, wiedzą, że gdy chodzi o posadzenie na tronie Piotrowym swojego reprezentanta, to nawet po trupach będą dążyli do celu… „Uśmiechnięty papież” Jan Paweł I (nagła śmierć w 1978 r.), dyrektor watykańskiego Banco Ambrosiano Roberto Calvi (1982 r.), związany z Watykanem finansista Michel Sidona (1986 r.), komendant Gwardii Szwajcarskiej Estermann z żoną i Cédric Tornay (1998 r.)…

Wciąż bez odpowiedzi pozostaje pytanie: Dlaczego?

[2005] FaktyiMity.pl Nr 36(288)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: