FiM – Kudy do Kidy

Ksiądz Franciszek Kida przypomina Boga: jest proboszczem, władcą dusz i sędzią w jednej osobie. Tylko pokorni mogą liczyć na łaskę tego paniska.

Gdy przed dwoma laty („FiM” 39/2001) napisaliśmy o grzesznym żywocie ks. Kidy z Manasterza k. Jarosławia, proboszcz wpadł w szał. Wzywał ludzi na przesłuchania, grzmiał na heretyków, którzy ośmielili się rozmawiać o nim z prasą, niczym rasowy esbek tropił donosicieli. Ale niczego się nie dowiedział.

Chociaż Kida rezyduje w Manasterzu od wielu lat, tak naprawdę nigdy nie zdobył szacunku mieszkańców. Ludziska z pewnością wybaczyliby mu pazerność i uganianie się za kobitkami, ale nie chcą dłużej tolerować chamstwa i poniżania.

– Najgorzej ma nasza sklepowa, która w niedzielę na dwie godziny otwiera sklep – mówi pan Henryk z Manasterza. – Gnoi ją bez opamiętania, napuszcza na nią ludzi, choć sam nie brzydzi się w święto zgarniać z tacy pieniądze.

Ludzie pamiętają mu także to, co zrobił rodzinom zmarłych.
– W sierpniu 1993 roku odmówił udziału w pogrzebie starszego samotnego mężczyzny – wspomina pan Antoni. – Wkrótce podobnie zachował się w przypadku Ludwika Kęciorka cieszącego się w parafii bardzo dobrą opinią.

Ale najbardziej wzburzyły manasterzan pogrzeby Kazimierza Pszoniaka i Michała Maciny. Pierwszy z nich powiesił się, więc proboszcz nawet nie chciał słyszeć o udziale w pochówku. Drugi z kolei, znakomity fachura, wykonał nawet drzwi dla lubelskiego KUL, ale i jemu Kida powiedział: „stop”! Nie wpuścił trumny do kościoła, wyjaśniając zdumionej rodzinie, że zmarły nadużywał alkoholu. Tymczasem prawda była taka, że Macina w ostatnich latach ciężko chorował i do kościoła po prostu nie zaglądał regularnie.

Szczytem bezczelności ze strony proboszcza była odmowa udziału w pogrzebie jednego z topielców. Wtedy też przelała się czara goryczy i ludziska sami urządzili zmarłemu pogrzeb katolicki. Kida wnerwił się wówczas okropnie i całe to smutne zdarzenie nazwał kabaretem Olgi Lipińskiej.

Kida – niczym gubernator kolonii – narzucił ludziom swoistą kontrybucję. Każda rodzina, którą odwiedził po kolędzie w ubiegłym roku, musiała wyłożyć minimum 100 zł, a w tym roku stawka poszła w górę – do 150 złotych. Żadnej taryfy ulgowej dla staruchów czy rodzin wielodzietnych! Niektórzy nawet zapożyczali się, żeby nie podpaść proboszczowi.

Standardem jest tzw. wielkanocna adoracja krzyża. Klecha na środku kościoła układa krzyż, a zaraz obok stawia koszyk na pieniądze. Nie daruje nawet chorym, których też odwiedza z koszykiem. Taryfa minimalna – 10 zł od łebka. Mile widziane były banknoty 50-złotowe. Ludziom powiedział, że to na paliwo. Oczywiście do lśniącej tigry stojącej pod plebanią.

– Nie wszyscy tolerują sposób bycia i metody rządów ks. Kidy. Wielu przestało chodzić do kościoła, inni mówią, że przychodzą nie do proboszcza, lecz do Boga. A Kida wcześniej czy później zapłaci za swoje grzeszki – twierdzi pan Antoni.

Chyba raczej później…

[2003] FaktyiMity.pl Nr 24(171)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: