FiM – Niewolnicy biskupa

Krzysztoniowie zainwestowali w gospodarstwo rolne grube miliony i własne zdrowie, stając się rolnikami i biznesmenami na miarę europejską. Doczekali się też zasłużonej nagrody. Polskie państwo chce dorobek ich życia podarować Kościołowi.

Dlaczego? A dlatego, że archidiecezja katowicka (tam dzieje się ów skandal) im więcej żre z państwowego koryta, tym bardziej jest nienasycona.

Skarb Państwa przygotowuje kolejną porcję wielce smakowitych kąsków dla wiecznie wygłodniałego arcybiskupa Damiana Zimonia. Tym razem Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa w Opolu chce przekazać archidiecezji katowickiej (w ramach nieruchomości zamiennych w prowadzonych przed Komisją Majątkową w Warszawie postępowaniach regulacyjnych) trzy superdochodowe gospodarstwa rolne doskonale usytuowane w śląskiej aglomeracji: w Czechowicach-Dziedzicach – 50 ha, w Świętoszowicach – 112 ha i w Wyrach – 311 ha. Wszystkie trzy gospodarstwa są aktualnie dzierżawione przez rolników i przynoszą doskonały dochód. Nikt jednak – ani agencja, ani Kościół – nie pyta dotychczasowych dzierżawców o zdanie.

Dzierżawca największego gospodarstwa w Wyrach,  Leszek Krzysztoń, przysięga, że nie odda ziemi, choćby nie wiadomo co, bo – jak mówi – nie był i w życiu nie będzie kościelnym parobkiem. Uważa, że AWRSP nie ma prawa przekazywać jego gospodarstwa klerowi. Przeciwnie, to przecież on wraz z żoną, jako dzierżawcy, po 3 latach mają prawo pierwokupu. Co więcej, do tej pory AWRSP zachęcała ich jak mogła do nowych inwestycji.

A było tak: Krzysztoń wraz z żoną Marią przejęli w 1999 r. gospodarstwo w Wyrach, koło Mikołowa. Uczynili to wyłącznie z tego powodu, że AWRSP zapewniała, iż po 3 latach będą mogli je spokojnie wykupić. Mając urzędowe słowo, zainwestowali w kompletną ruinę grube miliony. Stworzyli nowy park maszynowy i opracowali system specjalistycznych upraw, zmodernizowali budynki gospodarcze, przeprowadzili kapitalne remonty obory, stodoły, magazynu zbożowego i garaży, zdrenowali tereny podmokłe, odchwaścili teren. W sumie wpompowali w biznes około 8 mln zł (wycenił to niezależny rzeczoznawca), aby można było powiedzieć o ich rolnictwie, że jest unijne i europejskie. Kolejne 4 mln zł mają pochłonąć dalsze przedsięwzięcia zaplanowane do 2005 roku, kiedy to upływa termin dzierżawy.

Na wszystkie plony znaleźli odbiorców. Mówiąc krótko: są po prostu wzorowymi rolnikami, a zatrudniają przy okazji kilkanaście osób.

– Wiedzieliśmy, że czeka nas wiele pracy i wyrzeczeń, ale chcieliśmy pokazać, iż mimo negatywnego wizerunku polskiego rolnika, podołamy przeciwnościom i pokażemy, że polski rolnik to nie tylko źle kojarzący się chłop z wozem drabiniastym, ale też menedżer i dobry ekonomista, potrafiący sprostać wszelkim wymaganiom rynku – opowiada „FiM” Leszek Krzysztoń.

To nie koniec pomysłów państwa K. Jeszcze w tym roku zamierzali zakończyć budowę potężnej hali przeznaczonej na hurtownię sprzętu instalacyjnego (ponad 3 tys. m kw. na terenie gospodarstwa) i zatrudnić dodatkowo kilkadziesiąt osób. Wszystko do tej pory działo się za zgodą (a nawet namową) AWRSP i odnośnych władz, choć co niektórzy urzędnicy po cichu wyśmiewali się, że prędzej im kaktus na dłoni wyrośnie, niż plany te dojdą do skutku. Wygląda na to, że coś wiedzieli…

I rzeczywiście! Gdy pod koniec ubiegłego roku (minęły trzy lata dzierżawy i nabrało mocy prawo pierwokupu) Krzysztoniowie zgłosili wniosek o wykupienie gospodarstw, po czym spokojnie czekali na z góry wiadomy wynik ich prośby (choć w Polsce z góry wiadomo jedynie to, że nic nie wiadomo), ta sama AWRSP, która jeszcze niedawno zachęcała ich do nowych inwestycji, nagle odpowiedziała, że… gospodarstwo w Wyrach zostało przeznaczone jako nieruchomość zamienna dla archidiecezji katowickiej i nie zostanie im sprzedane. Dzierżawcy myśleli przez chwilę, że albo śnią, albo to jakiś głupi żart. Nic z tych rzeczy…

– Od tej pory (listopad 2002 – przyp. red.), czyli po pół roku, wciąż nie mamy żadnych informacji. Nikt z nami nie rozmawia. Zamiast popierać dochodowe rolnictwo i rodzimy biznes, państwo polskie gnębi i okrada obywateli. Cel ma tylko jeden: zaspokoić żądania kleru – mówi Krzysztoń i zapowiada walkę do upadłego w sądach. W najczarniejszym scenariuszu Krzysztoniowie mogą zostać wyrzuceni z gospodarstwa lub wykończeni astronomicznymi opłatami za dzierżawy.

– Jak można w ogóle z nami nie rozmawiać? Czy jesteśmy niewolnikami? Gdzie my żyjemy? W kościelnej kolonii? – pytają zdesperowani gospodarze.

Będziemy śledzić rozwój sytuacji, choć na ewentualne akcje gospodarstwa Krzysztoniów nie postawilibyśmy dziś złamanego grosza. Sądy sądami, ale „sprawiedliwość” dla Kościoła musi przecież być.

[2003 FaktyiMity.pl Nr 22(169)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: