FiM – Bóg? Zapłać!

Lepsza lub gorsza umiejętność wyłudzania pieniędzy i dóbr wszelakich jest wrodzoną specjalnością przeciętnego polskiego księdza. Są jednak wśród nich mistrze nad mistrzami.

Ksiądz prałat dr Leszek Slipek, proboszcz parafii pw. św. Krzysztofa w podwarszawskiej Podkowie Leśnej, to klasyczny enfant terrible polskiego kat. Kościoła. Jegomość ów napisał książkę „Parafia jakiej pragnę” (Biblioteka Więzi, 2001), w której znajdujemy na przykład twierdzenie, że do spokojnego funkcjonowania parafii liczącej mniej więcej 5500 wiernych wystarczy, jeśli każdy wierny wpłaci miesięcznie 3,78 zł. Ks. Slipek gotów jest nawet wy-dać resztę z piątki, gdyż prawie 250 tys. zł (rocznie) to naprawdę wszystko, czego mu trzeba. Jeden z łódzkich proboszczów tak oto skomentował herezje Slipka:

– Psychiczny jakiś albo nasłany. Ja, na swoje tylko i bardzo skromne wydatki, potrzebuję rocznie prawie sto tysięcy.

Postępujące ubożenie polskiego społeczeństwa sprawiło, że tace straciły na wadze, co wymusza na „uczniach Jezusowych” stosowanie nowych tricków. Niektórzy są tak utalentowani, że nawet Szkota mogliby ogołocić z oszczędności. Przyjrzyjmy się kilku najnowszym pomysłom na życie wygodne i dostatnie.

Tacy na przykład zakonnicy od kapucynów wymyślili, że choć ojciec Pio nie żyje już od lat 35, to przecież nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. Próbują więc zarobić na legendzie słynnego stygmatyka, wciskając wiernym (zauważyliśmy to m.in. 6 września br. w krakowskim kościele Mariackim) druki bankowych przelewów z tytułem wpłaty „Dar dla ojca Pio”. Załączoną do druku ulotką przestrzegają (jednocześnie uwiarygodniając siebie) przed wewnątrzkościelną konkurencją:  „W wielu państwach zostały założone lub powstają stowarzyszenia i organizacje, które korzystają z imienia ojca Pio, by pobierać pieniądze (…). Zawiadamiamy, że my nie upoważniliśmy nikogo do podjęcia takiej działalności”. I słusznie, dobry znak handlowy jest na wagę złota!

Ks. Krzysztof Glaza, proboszcz parafii pw. św. Józefa w Gdańsku Przymorzu wykoncypował „zrzutkę na imiennika”. Z kartoteki parafialnej, oraz vademecum biznesmenów i książek telefonicznych wyłuskał mężczyzn o imieniu Józef, po czym rozesłał im wezwanie do zapłaty. Podobno z rozpędu wysłał kilka takich druczków kolegom po fachu. Oj, śmiechu było co niemiara… „Nasz wspólny patron jest powodem, dla którego zwracamy się o pomoc właśnie do Ciebie, Czcigodny Panie Józefie” – pisze ks. Glaza, a szefowie parafii noszących imiona bardziej egzotyczne, gryzą palce z zazdrości. Wciąż jeszcze łatwiej bowiem o Józefa niż – dajmy na to – Izydora.

Pleban z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Przytoku (diec. zielonogórska) założył każdej rodzinie… książeczkę oszczędnościową. Raz w miesiącu specjalny wysłannik ks. Mirosława Donabidowicza wizytuje mieszkańców wsi, inkasując „dobrowolnie” zadeklarowaną kwotę (nie mniejszą niż 20 zł). Wierni klną po kątach jak cholera. Niesłusznie, gdyż proboszcz oferuje warunki tak atrakcyjne, że wszystkie banki kucają. Otóż w specjalnej instrukcji systematycznego „oszczędzania” napisał: „Z obserwacji nie tylko moich wiem, że każda złotówka łożona na potrzeby kościoła przynosi owoc w postaci potrójnego wynagrodzenia ofiarodawcy w życiu osobistym i rodzinnym”. Cóż z tego, że pieniądze przepadną? Cieszcie się ludzie z nadprzyrodzonych odsetek!

Wola Uhruska (woj. lubelskie) liczy sobie ok. 5 tys. dusz (przeważnie bezrobotnych) podzielonych między… trzy parafie. Proboszczem najbardziej imponującej z nich jest od niedawna ks. Adam Krasucki. Właśnie wydał – jak zapewnia – 57 tys. zł na położenie kilkuset metrów najdroższej chyba na świecie kostki brukowej, a chętnych do zrekompensowania mu tej straty – nie ma! A mieli być, bo przecież: „Kilka lat temu mój poprzednik wraz  z Radą Parafialną ustalił (podkr.  – A.T.), że każda rodzina przekaże (oprócz ofiar składanych podczas wizyty duszpasterskiej) 10 zł miesięcznie, czyli 120 zł rocznie. W tym czasie, Szanowni Państwo, przekazaliście na cele parafialne: w 2001 r. – 0 zł, w 2002 r. – 0 zł, w 2003 r. – 0 zł” – pisze w liście do bezczelnych i opornych, ostrzegając przed publicznym potępieniem z ambony. Kolejnym krokiem będą odwiedziny windykatorów z bejsbolami?

O wiele ładniej układają się sutannowym stosunki (czytaj: dojenie) z władzami samorządowymi. Na przykład w Krakowie odbył się niedawno spęd delegatów na walne zgromadzenie Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski. Miasto nieodpłatnie udostępniło stowarzyszeniu salę w ratuszu, a zasadniczym punktem imprezy była msza odprawiona przez kard. Franciszka Macharskiego, po której burmistrzom, prezydentom, starostom i wójtom wręczono oferty finansowego wsparcia (gminy wiejskie – 1000 zł, miejskie – 2000 zł) na rzecz… prywatnej (czyt. kościelnej) oficyny wydawniczej. Argumentem „za” był certyfikat reklamowy podpisany przez bp. Kazimierza Nycza („absolutnie bezinteresownie” – przysięgają w kurii). O ile nam wiadomo, nikt z delegatów nie oparł się urokowi argumentów fluorescencji.

W rewanżu za hojność, a zwłaszcza inwestycje sakralne realizowane z pieniędzy publicznych, tudzież  – jakże rozpowszechnioną w Polsce – wyprzedaż atrakcyjnych nieruchomości za symboliczną złotówkę, rządzący zawsze mogą liczyć na modlitwę. Na przykład w Lubartowie (woj. lubelskie) starosta Marian Starownik zwrócił się do ks. prałata Andrzeja Tokarzewskiego, proboszcza parafii pw. św. Anny, o łaskawe wstawiennictwo u patronki  w ratowaniu szpitala miejskiego zadłużonego na 17 mln zł. Pleban miał wobec starosty dług wdzięczności, więc na budynku urzędu wywiesił gigantyczny transparent i przystąpiono do egzorcyzmów. Niestety, cud nie nastąpił i szpital pada, najwidoczniej starosta lub chorzy  (a może pleban?!) byli niegodni łaski.

Odnotujmy  w zakończeniu, że liczba kleryków, którzy zgłosili się do seminariów diecezjalnych i zakonnych na pierwszy rok studiów, wzrosła o 2,8 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Już wkrótce kolejna fala młodych wilczków w sutannach wyruszy na żer.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 40(187)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: