FiM – Co ksiądz ma w worku

Za pomyłkę plebana przy liczeniu utargu płaci kasjerka bankowa. Czasem – zwolnieniem z pracy.

Jeszcze do niedawna wprost nie znosili poniedziałków. „Znowu godzina stania przy bankowym okienku, nim kasjerka przeliczy utarg z niedzielnej tacy. No i te kretyńskie uwagi publiczności…” – wzdychali.

Niektóre banki postanowiły więc ulżyć cierpieniom funkcjonariuszy kat. Kościoła, oferując im tzw. wpłaty zamknięte. Usługa polega na tym, że księżulo dostarcza worek z oświadczeniem o zawartej w nim kwocie,  a personel, na zapleczu i komisyjnie, tę deklarację weryfikuje. Jeśli wszystko gra, wpłata zostaje zaksięgowana na koncie. Czasem jakiś drobny cwaniak podłoży w rulonie dwudziestogroszówkę zamiast dwu- czy pięciozłotówki, ale kasjerki wolą uzupełnić różnicę z własnej kieszeni, żeby uniknąć kłopotliwego sporządzania protokołu rozbieżności.

Ks. Eugeniusz Witak, 49-letni proboszcz parafii Świętej Trójcy w Piekarach Śląskich, który korzystał z usług lokalnego oddziału Górnośląskiego Banku Gospodarczego, chciał być supercwaniakiem. Regularnie co poniedziałek przynosił do banku worek zawierający 2–2,5 tys. zł. W zespole liczącym tę jego krwawicę często uczestniczyła doświadczona (23 lata w branży) kasjerka

Iwona Zielińska. Razu pewnego komisja protokolarnie stwierdziła, że  w worku brakuje 800 zł w stosunku do kwoty zadeklarowanej, czym ks. Witak poczuł się urażony. W następnym tygodniu dostarczył worek, w którym komisja nie doliczyła się 1250 zł. Gdy pleban przeczołgał dyrektora banku, ten oświadczył kasjerkom, że wina leży po ich stronie ponieważ… „ksiądz jest osobą zaufania publicznego”. Iwona Zielińska ośmieliła się wyrazić powątpiewanie co do nieskazitelności klechy i już po kilku dniach zrozumiała, jak czuje się zwierzyna na polowaniu z nagonką. – Przy moich kłopotach ze zdrowiem (I.Z. od 19 lat choruje na stwardnienie rozsiane – dop. A.T.) kierownictwo banku zagroziło, że jeśli nie złożę wypowiedzenia, zwolnią mnie dyscyplinarnie. Nie ukrywali nawet specjalnie, że opinia księdza, iż to ja musiałam ukraść jego pieniądze, miała znaczenie podstawowe dla rozstrzygnięcia o moim losie. Próbowałam przemówić ks. Witakowi do sumienia, ale nie chciał ze mną rozmawiać – opowiada Zielińska. Po wymuszonym odejściu z pracy jej stan zdrowia gwałtownie się pogorszył. Tymczasem Robert Dederko, ówczesny szef GBG w Piekarach Śl., awansował do oddziału banku w Bytomiu. Nie zgodził się skomentować konsekwencji incydentu z ks. Witakiem, którego stan konta teraz już wzrasta bez zakłóceń.

Górnośląski Bank Gospodarczy jeszcze prosperuje, więc uwadze dyrekcji polecam przygodę Kredyt Banku z salezjanami. Kilku odzianych w sutanny ludzi „zaufania publicznego” przekręciło bank na kilkaset milionów złotych.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 32(179)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: