FiM – Byłem zakonnicą

Andrzej G. to przystojny, 25-letni chłopak z Pruszkowa pod Warszawą. Z zawodu jest grafikiem komputerowym. Ma starannie przystrzyżony zarost, bardzo męski głos. Kto by pomyślał, że jeszcze niedawno był… kobietą.

– Mając 20 lat i będąc dziewczyną jakich wiele, postanowiłeś zmienić płeć. Dlaczego? To jakiś kaprys, znudzenie dotychczasową rolą, poszukiwanie nowych wrażeń?
– Żadna z tych rzeczy. Po prostu… ja zawsze byłem mężczyzną, chłopakiem właściwie…

– Zaraz, zaraz… Przecież z jakiegoś powodu dano ci na imię Kasia i wpisano do rejestru urodzeń jako kobietę. Nawet jeżeli w szpitalu lub w USC ktoś się pomylił, to nie powiesz mi chyba, że rodzice przez tyle lat mieli kłopoty ze wzrokiem…
– Nie, nikt się nie pomylił, nikt z wyjątkiem samej natury. Ja, mając jak najzupełniej kobiece ciało, uważałem się za mężczyznę.

– To znaczy, że pewnie niewłaściwie cię wychowano. Rodzice koniecznie chcieli mieć syna i postanowili wychować cię jak chłopaka?
– Gdzie tam! Robiono ze mnie prawdziwą dziewczynkę. Pleciono włosy, ubierano w sukienki. Już kiedy miałem cztery lata zakładanie sukienki na niedzielną mszę trwało 3 godziny: wrzeszczałem wniebogłosy. Kiedy wciągano mi rajtuzy na lewą nogę, ja z prawej już je zdejmowałem. Wstążki do włosów zakopywałem natychmiast w piaskownicy. Nienawidziłem tych fatałaszków! To nie było dla mnie!

– Nie powiesz mi, że miałeś już wtedy świadomość swojej tożsamości płciowej. Nie w tym wieku, bez przesady…
– Oczywiście, że tego nie rozumiałem. Ja po prostu wiedziałem, że coś jest nie tak. Wiedziałem, że moje wnętrze nie pasuje do tego, co jest na zewnątrz. To tak jak ty obudziłbyś się pewnego dnia w kobiecym ciele, z dużymi piersiami i innymi atrybutami kobiecości… Dopiero jako nastolatek, czy raczej nastolatka, zrozumiałem, o co chodzi, że to jest transseksualizm. Ale kiedy dowiedziałem się, ile kosztuje leczenie transseksualności, jak długo to trwa, jakie mogą być konsekwencje w stosunkach z rodziną, znajomymi, wpadłem w przerażenie. Chciałem gdzieś uciec, gdzieś się schować.

– I wtedy poszedłeś do zakonu?
– Pomyślałem, że to będzie najlepsze miejsce dla kogoś takiego jak ja.

– Co można robić w klasztorze w wieku lat piętnastu?
– Jako osoba przygotowująca się do postulatu chodziłem do liceum, a poza tym prowadziłem normalne życie zakonne. Uczyłem religii w przedszkolu prowadzonym przez siostry, a ponieważ gram trochę na gitarze, razem z inną siostrą postulantką prowadziłem w parafii scholę, taki chórek dla dzieci. To było u sióstr terezjanek w Suwałkach.

– Miałeś piętnaście lat i zapewne podobali ci się chłopcy…
– Nigdy. Zawsze pociągały mnie dziewczyny.

– Przecież dziewczyny, którym podobają się inne dziewczyny, to lesbijki. Byłeś lesbijką?
– Już ci przecież tłumaczyłem – ja nigdy nie uważałem się za kobietę! Byłem facetem w kobiecym ciele, więc nie mogłem być lesbijką. Choć z zewnątrz rzeczywiście mogło to być wtedy tak odbierane. Kiedy zaczęły mi rosnąć piersi, to zacząłem je obwiązywać bandażami… w tajemnicy przed rodzicami. Uważałem się za mężczyznę. Co to za mężczyzna z kobiecymi piersiami?!

– Jak było w zakonie? Jeden chłopak wśród samych dziewczyn to chyba raj, co?
– No, niezupełnie. Pamiętaj, że wszyscy uważali mnie za kobietę. Poza tym szybko okazało się, że życie w zakonie to nie idylla rodem ze spotkań powołaniowych dla dziewczyn, które chce się zwabić do zgromadzenia, albo z folderków reklamujących zakon. Te baby w habitach uśmiechające się pięknie na obrazkach są najczęściej bardzo wredne i złośliwe.

– Były wredne, bo miały do ciebie jakieś zastrzeżenia?
– Nie, takie były ich charaktery, taka była tam atmosfera. Co do mnie, to raczej mnie lubiano, wykonywałem zresztą wszelkie męskie prace. Cóż, szybko jednak wyszło szydło z worka. Polubiliśmy się bardzo z jedną siostrą i mocno zbliżyliśmy do siebie, bardzo mocno… Potem mieliśmy poczucie winy, poszliśmy do spowiedzi, każde z osobna, do księdza, który spowiadał siostry. Na drugi dzień przełożona już o wszystkim wiedziała. Wtedy zrozumiałem, ile warta jest katolicka tajemnica spowiedzi.

– Wyrzucili cię z zakonu?
– Nie, ale było bardzo nieprzyjemnie oczywiście. Przeniesiono mnie do innego domu zakonnego. Odszedłem potem sam, bo zrozumiałem, że klasztor nie rozwiąże żadnego z moich problemów. Poza tym, to dziwne, nieprzyjemne miejsce.

– Wróciłeś do domu, skończyłeś szkołę i postanowiłeś zmienić płeć, a właściwie dostosować swoje ciało do świadomości płci. Jak na twoją decyzję zareagowała rodzina? To był chyba szok?
– Nie tak wielki, jak się spodziewałem. Mama potrzebowała trochę czasu, aby sobie to jakoś poukładać. Na początku winiła siebie, że może źle mnie wychowała. Tłumaczyłem cierpliwie, no i wreszcie zrozumiała. Prawdę mówiąc, to najbliżsi zawsze zdawali sobie sprawę z tego, że mają trochę nietypowego członka rodziny. Niby dziewczynę, córkę, ale takie jakieś chłopaczysko. Cała dalsza rodzina też mnie w końcu zaakceptowała w nowym wydaniu.

– A otoczenie, sąsiedzi? W końcu zauważyli przecież zniknięcie znajomej dziewczyny i pojawienie się jakiegoś faceta.
– Prawdę mówiąc, było fatalnie. Mieszkam w niewielkim mieście, w dzielnicy, gdzie wszyscy się znają. Głupie docinki, wyzwiska, wreszcie pobito mnie – miałem złamany nos. Było tak, że przez trzy tygodnie nie wychodziłem z domu. Bałem się. Teraz jest spo-kój, ale trzeba było kilku lat, aby przywykli.

– Przeszedłeś długie badania, terapię hormonalną, kilka operacji. Co cię jeszcze czeka?
– Dwa zabiegi.

– Kto za to płaci, ubezpieczenie?
– Nie, ja sam. Do tej pory wydałem 12 tys. złotych. Na szczęście pomaga mi finansowo moja dziewczyna. W Polsce, choć transseksualizm uznano za zaburzenie, to państwo ani myśli płacić za jego leczenie.

– Nie żałujesz tej decyzji? Tyle poniżenia, fizycznego bólu i jeszcze te koszty…
– Przeciwnie, jestem bardzo zadowolony. Wreszcie jestem tym, kim być powinienem. To nie ma żadnej ceny.

– Zawsze zastanawiałem się, jak wygląda pożycie seksualne osób transseksualnych. Medycyna może wiele, ale przecież nie dokona cudów…
– Formuje się członka, który jest połączeniem ciała osoby operowanej i protezy. Miałem szczęście, u mnie to świetnie działa. Wiadomo jak to jest z operacjami – nie zawsze się udają. Aha, co ważne – w odróżnieniu od większości innych mężczyzn, mogę bardzo, bardzo długo…

[2003] FaktyiMity.pl Nr 51.52(198.199)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: