FiM – Pozycja „NA KSIĘDZA”, czyli… Czułe słówka

Zdominowany przez homoseksualistów Watykan zapowiada, że już wkrótce żaden homoseksualista nie prześlizgnie się do kapłaństwa przez sito testów psychologicznych. Weryfikacji obecnych kadr Kościół nie przewiduje.

Renomowany w kat. Kościele rekolekcjonista cieszący się wśród kolegów mianem „autorytetu moralnego” – jezuita o. Józef Augustyn – mówi tak: – Reakcje Kościoła na ujawnione wypadki czynnego homoseksualizmu księży powinny być natychmiastowe i radykalne. Taki ksiądz musi zostać natychmiast pozbawiony funkcji. My, księża, grzeszymy jak wszyscy inni, ale nie wszystkie grzechy muszą być zgłaszane do Watykanu. Ten jeden (czynny homoseksualizm – dop. A.T.), ze względu na szkodliwość, ma być jednak zgłaszany do Stolicy Apostolskiej.

O. Augustyn nawiązuje tu do papieskiego motu proprio z 18 maja 2001 r. (dokument podano do publicznej wiadomości dopiero w styczniu 2002 r.) powierzającego prefektowi Kongregacji Nauki Wiary kompetencje kanoniczne związane ze „sprawami tego rodzaju” i zalecającego otoczenie każdej z nich „tajemnicą papieską”, której naruszenie karane jest sankcjami kanonicznymi z ekskomuniką włącznie.

Socjologowie oceniają, że jeden na piętnastu mężczyzn jest gejem, zaś wśród zmuszonych do celibatu księży katolickich – co dziesiąty. Oznacza to, iż widmo osądzenia przez watykańską Kongregację dotyczy ok. 2900 urzędujących w Polsce facetów w sukienkach.

My, na łamach „FiM” bezlitośnie tępimy pedofilię, nie wtrącając się (w odróżnieniu od Watykańczyków) w życie gejów, jeśli uzewnętrzniają swój seksualizm tylko wobec dorosłego partnera. No, ale skoro mąż tak uczony w piśmie i świątobliwy jak o. Augustyn wzywa do zgłaszania popełnianych przez księży „grzechów czynnego homoseksualizmu”, proszę uprzejmie…

Żeby nie narazić się na zapowiedzianą przez JPII ekskomunikę, pełne personalia niżej opisywanych osób pomijam. Kongregacja bez trudu je rozszyfruje, a w razie kłopotu – pomożemy.

Przed kilkoma miesiącami trzej klerycy wyższych seminariów duchownych poprosili (niezależnie od siebie) naszą redakcję o interwencję w „sprawach tego rodzaju”:

– Ja sam, jak i kilku innych braci, doświadczyłem zachowań iście homoseksualnych ze strony ojca Tadeusza S. Człowiek ten, na pozór rozmodlony, w bezpośrednich kontaktach zachowuje się na tyle wstrętnie, że wielu braci zrezygnowało z drogi zakonnej. Zwracam się do was, gdyż zabiegi u władz kościelnych okazały się bezskuteczne – mówił młodzian z seminarium kapucynów w Krakowie.

– Zajmijcie się tym problemem, bo szkoda innym marnować życie. Ksiądz Leopold R. zwabia kleryków do swojego mieszkania (niby w jakiejś sprawie) i po chwili rozmowy namawia do stosunku seksualnego. Jeśli ktoś się sprzeciwi – grozi wywaleniem. Biskup Tadeusz Rybak (ordynariusz – dop. A.T.) udaje, że nic się nie dzieje – opowiadał przyszły ksiądz diecezji legnickiej.

Trzeci gość przyniósł teczkę pełną „papierów”: – Poszedłem do księdza Grzegorza S., żeby się wyspowiadać, a on nagle zaproponował mi seks. Po kilkunastodniowym namyśle zdecydowałem, że muszę powiadomić o tym biskupa Dembowskiego. Ordynariusz, nie dość że zbagatelizował sprawę, to jeszcze zwymyślał mnie od najgorszych. A przecież ten ksiądz uczy również w szkole i skandal wisi w powietrzu, gdyż jest bardzo aktywnym homoseksualistą – relacjonował alumn WSD we Włocławku, okazując na poparcie swych twierdzeń plik e-maili wysyłanych przez ks. Grzegorza. Jak je zdobył? Pozostawię ten szczegół w tajemnicy, by nie edukować komputerowych hakerów.

Przekazane redakcji listy (bardziej drastyczne pomijam) dowodzą tego, co my akurat wiemy dokładnie – że całe mnóstwo duszpasterzy prowadzi podwójne, ociekające bujnym seksem życie. U setek polskich księży ręka udzielająca komunii, chwilę wcześniej…

Weźmy dla przykładu księdza Marka z archidiecezji krakowskiej (adres do korespondencji – lokasz@hotmail.com). Na wstępne zaloty ks. Grzegorza ks. Marek odpowiada tak: „Martwi Cię, że mam partnera. No cóż, jest mi cudownie z tym, kogo mam, i nie jestem na etapie rozstawania się, a na pogłębianiu…”. Z tą wiernością lekko przesadził, gdyż w liście pięć dni wcześniejszym pisze: „Byłem w Rzymie i właśnie w tym momencie wróciłem. Chciałem dziś wieczorem gdzieś się zabawić, ale mój kochany jest zazdrosny i kontrolował mnie podczas drogi. A po drugie, nie byłem zdecydowany, gdzie iść. Do lokalu to trzeba czekać do co najmniej 21, a do sauny nie miałem natchnienia…”. Upłynął miesiąc bez trzech dni, by dał się wreszcie namówić: „Jestem u Ciebie 7 lipca. Wpraszam się na całego do twojego mieszkania. Będę wracał z Gdańska od mojego faceta, więc masz to jak w banku. A tymczasem gonię do kościółka – pa, pa”.

Gwoli sprawiedliwości wypada dodać, że nie samą miłością ks. Marek żyje: „Wyobraź sobie, że dziś miałem cztery msze i to jedną z pogrzebem! Jak szedłem na cmentarz, to myślałem, że zemdleję, bo żar lał się po prostu z nieba. Rano miałem dzień skupienia dla dzieci od jutrzejszej pierwszej komunii. Musiałem ich też wyspowiadać i przećwiczyć, a potem jeszcze wyspowiadać rodziców…” – skarży się „kochanemu Gregorio”.

Ksiądz Adam (można do niego pisać na adres arcik54@wp.pl) jest dosyć znanym w Poznaniu naukowcem, publicystą katolickim oraz… wychowawcą młodzieży. Roztropnym i ostrożnym: „Kiedy byłem na parafii, spotykałem się z ministrantami. Jednak nie posuwałem się zbyt daleko. Wiesz, dziś łatwo można za takie coś trafić do sądu”. W kolejnym liście dzieli się swym cierpieniem: „Brakuje mi bratniej duszy, do której mógłbym się przytulić, pójść do łóżka. Czasami wchodzę na czat i wtedy sobie trzepię. Jednak to nie to”.

Ks. Adam szuka „kogoś z naszego kręgu”, gdyż „w gronie kapłańskim jest bezpieczniej. Poza tym, można mieć do siebie zaufanie”. „Może dopasujemy się seksualnie?”, zastanawia się z nadzieją, proponując spotkanie ks. Grzegorzowi. Ten początkowo trochę się droczył: „Niewykluczone, że kiedyś wypiję kawkę u Ciebie. A może i coś więcej?”. Gdy wreszcie uległ, rychło okazało się, że obaj panowie jednak się nie dopasowali.

Prawdziwą szują okazał się ks. Marcin z diecezji toruńskiej (mkj@o2.pl). W lutym br., nazajutrz po randce z ks. S., pisze: „Wczoraj myślałem, że cały świat spoczął u moich stóp…”, a równo po miesiącu oznajmił: „Dotarło do mnie, że kocham tylko Efrema. W niedzielę jechał na rekolekcje, w okolicach Brodnicy miał wypadek. Zadzwonił do mnie i wszystko odżyło”. Ale przecież ks. Grzegorz zbytnio nie cierpiał. Zaledwie kilka dni „po Marcinie” gościł w Jastrzębiu Zdroju (diec. katowicka).  Wikariusz (sotis@onet.pl) jednej z tamtejszych parafii, a jednocześnie kapelan miejscowego szpitala aż drżał z niecierpliwego oczekiwania: „Gdy tylko naciśniesz guzik domofonu, zbiegnę do Ciebie po schodach. Tęsknię i gorąco całuję…”.

Tęskniących jest wielu, co – jeśli pamiętać, że operuję na przykładzie pojedynczego ogniwa gejowskiego łańcuszka – obrazuje skalę zjawiska. Tęskni ks. Marian – dyrektor wydziału kurii biskupiej, przyszły katecheta Jacek B. (valor2@wp.pl) z Uniwersytetu im. kard. Wyszyńskiego, a najbardziej to chyba ks. Kamil z diec. tarnowskiej wracający niedługo z zagranicy: „Tych kilka pierwszych dni muszę niestety poświęcić na sprawy służbowe. Pasterz już pewnie nie może się doczekać. Całuję Cię bardzo mocno. Podniecają mnie Twoje listy i troszeczkę sobie przy nich dogadzam. Przesyłam mnóstwo gorących buziaków”. Ks. Grzegorz, choć jest pełen obaw („Kamil! A co będzie, jak się w sobie zakochamy?”), obiecuje „czułe pieszczoty” i zapewnia: „Uwielbiam się całować no i jeszcze troszkę, ale nie mogę wszystkiego ujawniać tak od razu…”.

###

Dopiero skandale pedofilskie zmusiły Watykan do podjęcia prac nad instrukcją nakazującą poddawanie kandydatów do seminariów specjalnym testom psychologicznym, które mają rozszyfrowywać skłonności homoseksualne. Oczywiście Kościół niesłusznie kojarzy pedofilię z pederastią. Sekretarz Kongregacji Nauki Wiary, włoski arcybiskup Tarcisio Bertone, oświadcza: – Osobnicy o skłonnościach homoseksualnych nie powinni być dopuszczani do kapłaństwa.

A co z tymi, którzy już są wyświęceni? Którzy niejednokrotnie pełnią w Kościele eksponowane funkcje? Którzy nauczają, MORALIZUJĄ i… wciąż szukają nowych wrażeń?

[2003] FaktyiMity.pl Nr 41(188)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: