FiM – Ruja i porubstwo

W polskim Kościele kat. tli się lont pod kolejną bombą porównywalną z aferą arcybiskupa Juliusza Paetza. Odgłos wybuchu zostanie zapewne osłabiony uroczystościami „ku czci”, ale sprawa jest, a smród zaczyna już wydobywać się na zewnątrz.

Brat Zbigniew S. w wieku 36 lat został generałem. Tytuł ten przysługuje mu jako przełożonemu generalnemu Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego (z siedzibą w Puszczykowie, archidiecezja poznańska). Kościelny sztab generalny obdarzył go też funkcją przewodniczącego Komisji Braci Zakonnych przy Konferencji Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce.

Ale, niestety, stopni nie przyznaje się u nich dożywotnio. Już za kilkanaście dni Rada Generalna zakonu BSJ ma wyłonić przełożonego na kolejną kadencję. O posadę walczy S. (piastujący ten urząd od 22 kwietnia 1999 r.), a ponieważ w sondażach przedwyborczych lekko wyprzedza konkurentów, ci postanowili szukać pomocy w „FiM”. Oto jaki pasztet nam przynieśli:

Bracia SJ z założenia nie przyjmują święceń kapłańskich i zatrudniani są jako zakrystianie, organiści, portierzy w urzędach kościelnych, kierowcy biskupów itp. Psia służba? Niekoniecznie, jeśli zważyć, że zakonnikiem można zostać po ukończeniu edukacji na poziomie szkoły podstawowej i nawet taka osobistość jak obecny generał jest „z cywila” cukiernikiem po zasadniczej szkole gastronomicznej.

A jako cukiernik to on wprost uwielbia „robić lody”.

W siedzibie kardynała Józefa Glempa na Miodowej pracuje brat Stanisław W., człowiek mało zaradny, z racji wady słuchu traktowany przez współbraci niczym popychadło. Po raz pierwszy uległ generałowi w 1996 r., kiedy ten kierował jeszcze placówką zakonną w Warszawie. Pod groźbą niedopuszczenia do ślubów wieczystych oraz usunięcia z zakonu Stanisław zgodził się zaspokoić fantazje seksualne szefa, który później przez lata całe, także gdy już przywdział „lampasy”, odwiedzał swojego podkomendnego mieszkającego samotnie w przybudówce…

Drastycznych szczegółów opisywać tu nie będziemy, ale była scena, kiedy rozochocony przełożony rozkazał Stanisławowi: „Ma ci stanąć, i to już!”, na co ten, zapytał: „A czy mogę pomyśleć o czymś przyjemnym?”. „O czym?” – zaciekawił się molestant. „O siostrze Danieli, kucharce księdza prymasa…” – przyznał się naiwny niczym dziecko brat W.

Gdy jego desperacja sięgnęła kresu wytrzymałości psychicznej (z próbą samobójczą po drodze), poskarżył się jednemu z członków Rady Generalnej zakonu. W obecności kościelnego prawnika złożył później zaprzysiężone zeznanie, opowiadając o szczegółach upodobań S., a także o tym, że generał zakazał mu się z „tego” spowiadać.

Delegacja Rady Generalnej najpierw próbowała nakłonić przełożonego zakonu do dobrowolnej rezygnacji z funkcji. Gdy zostali przez niego wyśmiani, udali się do kard. Glempa.

Prymas zareagował, ale tylko wydaniem generałowi zakazu wstępu na Miodową. Radni udali się więc do abp. Stanisława Gądeckiego, który jako metropolita poznański jest zwierzchnikiem zakonu.

Zapomnieli, że kierowcą arcybiskupa jest jeden z ich współbraci, oddany generałowi jak mało kto.

– Słyszałem, że buntujecie się przeciwko przełożonemu? – zaatakował Gądecki, nim zdążyli pokazać mu dowody sekscesów Zbigniewa S.

Skończyło się w zasadzie na niczym, ale myśl o nowym skandalu w diecezji zmusiła ekscelencję do wszczęcia tajnego postępowania przed Metropolitalnym Sądem Duchownym. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, na początku marca zeznawali już dwaj bracia zakonni (w tym Stanisław W.), podtrzymując oskarżenia pod adresem generała.

Wprawdzie nie do nas należy podpowiadanie kościelnej Temidzie, gdzie szukać dowodów przestępczej – jak twierdzą jego oskarżyciele – działalności S. (art. 199 kodeksu karnego: „Kto, przez nadużycie stosunku zależności (…) doprowadza inną osobę do obcowania płciowego (…) podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”), to uprzedzamy: gdyby sprawie miał być ukręcony łeb, jeden z naszych informatorów – pragnący w tej chwili zachować anonimowość – gotów jest pójść na całość.

Ten były zakonnik (pracujący wcześniej razem z S. w Warszawie) opowie nie tylko o przyczynach swojego odejścia z ostatniej placówki we Wrocławiu, lecz także o:
– wspólnych z generałem „polowaniach” na chłopców w warszawskich parkach;
– wyprawie urlopowej do Gdańska i zabawach w nocnych klubach;
– namiętności do brata T. itd.

Dodajmy, że od pewnego warszawskiego geja otrzymaliśmy – zastrzeżone do kontaktów towarzyskich – numery telefonów komórkowych wspomnianego brata T. (50299…9) i generała S. (60365…7).

Zadzwoniliśmy w prima aprilis:
– Jakim cudem zdobyliście mój prywatny numer?! Nie wolno mi i nie będę rozmawiał z dziennikarzami. Nic nie powiem, proszę zwracać się do moich przełożonych! – histeryzował brat T.

No to zwróciliśmy się. Ale tym razem nasz dziennikarz wystąpił jako przybyły właśnie do Polski tajny radca Władysław Maria T… z Instytutu Dzieła Bożego przy watykańskiej Kongregacji do spraw Zakonów.

W pierwszej rozmowie generał S. najwyraźniej zgłupiał:
– Spotkanie ze mną? Ale w jakiej sprawie? Skąd ksiądz ma mój telefon? – pytał spłoszony.
– Rozmawia brat generał z osobą świecką. A w jakiej sprawie? Polecono mi zweryfikować docierające do Rzymu alarmujące sygnały o… No nie wiem, czy powinniśmy o tym rozmawiać przez telefon. Jeśli brat nalega, mogę je przybliżyć – ostrzegł „tajny radca” z „FiM”.

– Nie, nie! Proszę przez telefon nic nie mówić. Oczywiście, spotkajmy się, ale termin i miejsce ustalmy jutro – przymilał się po chwili.

„Jutro” oprzytomniał na tyle, że był już dla nas nieuchwytny. Niewykluczone, że ostrzegł go brat T. Ot, dupa nie oficer, skoro tak szybko się wystraszył.

[2005] FaktyiMity.pl Nr 14(266)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: