FiM – Bracia mniejsi

Co łączy św. Franciszka, ks. Jana Twardowskiego i ks. Stefana Bladego? Każdy z nich robił w branży kościelnej. Każdy z nich kochał zwierzęta. Wszyscy trzej nie żyją. Na nieszczęście zwierząt.

Jest takie piękne przysłowie: nieczułego na niedolę zwierząt i ludzka niedola nie wzruszy. Dwa lata temu na dziedzińcu klasztoru Sióstr Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie okociła się bezdomna kotka. W tym klasztorze miał mieszkanie ks. poeta Jan Twardowski. Przygarnął czarną kocicę i jej siedem równie czarnych kociąt. Mówił, że jak się kocha, trzeba się troszczyć. Koty zaczęły przeszkadzać świątobliwym zakonnicom już na drugi dzień po śmierci księdza Jana. Wywaliły je więc z klasztoru na koci pysk. I na mróz. Losem „braci mniejszych”, tak „umiłowanych” przez Kościół, zainteresowała się Maryla Weiss, redaktorka miesięcznika „Kot”. Miała nadzieję, że po wysterylizowaniu i odrobaczywieniu koty będą mogły wrócić do klasztoru i poczekać, aż ktoś je przygarnie. Nadzieja – matka głupich, jak to mówią… Ksiądz rektor Aleksander Seniuk z kościoła Wizytek kazał Weissowej wynosić się razem z kotami. Mateczka Maria Stanisława Czarnecka, przełożona sióstr wizytek, zapewniła, że siostry będą się za kocięta… modlić. Oni to naprawdę potrafią porazić swoją szczodrością! Nie dość, że Glemp pochował księdza Jana między betoniarkami, na budowie i wbrew jego woli, to na dodatek zakonnice potraktowały jego pupili „z buta”. Jest to niezwykły przejaw „szacunku” wobec księdza tak bardzo dla Kościoła zasłużonego…

Podobny los spotkał opolskiego kundla Duksa. I jego dobry pleban odszedł w zaświaty, a zły pleban następca wyrzucił go w cholerę. Dux spędził swe szczenięce lata w schronisku. Osiem lat temu zabrał go stamtąd prałat opolskiej katedry ks. Stefan Blady. To była nierozłączna para. Pies był rozpieszczany, mieszkał na plebanii, a znali go wszyscy opolanie, gdyż kundel miał zwyczaj codziennie rano spacerować w centrum miasta. Po dwóch godzinach wracał. Gdy jego pan zachorował i nie był już w stanie podnieść się z łóżka, Dux warował przy nim całymi dniami. W dniu śmierci księdza pies szalał z rozpaczy. Następcą prałata Bladego, który był w tej parafii 25 lat, został padre Edmund Podzielny z Tułowic. Kundel mu się nie spodobał, bo szwendał się po księżowskich włościach, szczekał i nie zmienił zwyczaju porannego spacerowania po mieście. Psa zauważył parafianin i zakablował go do straży miejskiej. Strażnicy rozpoznali psa i wystawili plebanowi dwustuzłotowy mandat. W ten sposób pies podpisał na siebie wyrok.

Wylądował w schronisku. Informacja o tym, że nowy pleban wyrzucił psa, lotem błyskawicy obiegła Opole. Parafianie mówili, że Dux to część życia parafii. Na forum internetowym pod adresem ks. Podzielnego leciały bluzgi: „Jest wielu ludzi, którzy chętnie wzięliby Duksa do siebie, ale ponoć ksiądz już go odebrał ze schroniska. Ciekawe co z nim zrobi??? Otruje, wyrzuci w lesie, a może wyjedzie za Opole i weterynarzowi każe go uśpić??? Można się po nim wszystkiego spodziewać. Założę się, że niedługo pies w dziwny sposób zaginie. Wstyd księże, wstyd! Może by tak przenieść się na małą wioseczkę, jakieś zadupie? Tam nikt nie będzie przeszkadzał. Może katedra to za wielki obowiązek?” – napisał „trwam_tv”.

Po tej prasowej awanturze Duksa przez kilka dni widziano na plebanii. Później zniknął na dobre…

[2006] FaktyiMity.pl Nr 10(314)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: