FiM – Dyngus z plebanem

Sąd Rejonowy w Pszczynie skazał ks. Michała M. na dwa lata więzienia za molestowanie seksualne kilku dziewcząt. Sądy sądami, a ksiądz nie przesiedzi w pierdlu nawet jednej nocy.

Wyrok dostał w zawiasach na pięć lat. Jedyne pocieszenie, że w najbliższej pięciolatce nie będzie uczyć dzieci i młodzieży. Dodatkowo zasądzono od byłego proboszcza z Pszczyny-Piasku 5 tys. zł grzywny i 1400 zł kosztów procesu. O zamiłowaniu księżula do obmacywania piersiątek i innych części nastolatek pisaliśmy w czerwcu ubiegłego roku („FiM” 24/2004). Dramat i milczenie zostały przerwane dopiero wtedy, gdy rodzice Magdy D. dowiedzieli się, że ich córka też była jego ofiarą. Do tej pory parafianie tylko „na ucho” mówili o dziwnych upodobaniach proboszcza.

W drugi dzień świąt dzieci urządziły sobie wokół kościoła śmigus-dyngus. Kiedy zabrakło im wody, weszły do domu parafialnego, by napełnić sikawki. Wówczas przybiegł proboszcz i zamknął je na klucz. Po chwili udało im się otworzyć okno i wszyscy zaczęli uciekać. Kiedy Magda D., jako ostatnia, chciała się stamtąd wydostać, do sali wparował pleban. Zamknął za sobą drzwi na klucz, ściągnął Magdę z okna i pozasłaniał żaluzje.

– Jak wyszła, była czerwona na twarzy i krzyczała. Kiedy odprowadzałem ją do domu, powiedziała mi, że proboszcz obmacywał ją, wkładał ręce pod mokrą bluzkę i ściskał za piersi. Miała łzy w oczach – mówił nam wówczas jej kolega – świadek zdarzenia.

Dziewczynka dopiero po tygodniu przyznała się rodzicom, że ksiądz się do niej dobierał.

– Kiedy przeczytaliśmy list, w którym to opisała, nogi się pod nami ugięły – powiedział nam ojciec Magdy, która wówczas była uczennicą szóstej klasy. – Nie mogliśmy uwierzyć, że to spotkało nasze dziecko.

Następnego dnia powiadomili policję. Po tygodniu wparował do nich wściekły proboszcz, tłumacząc, że on tylko wykręcał jej sukienkę, bo miała całą mokrą. Wtedy w parafii wybuchło i do Prokuratury Rejonowej w Pszczynie wpłynęły dwa zgłoszenia od rodziców małoletnich dziewczynek. Dotyczyły one wycieczki z października 2002 roku. W pociągu relacji Piasek–Wisła dziewczynki były przez proboszcza „dotykane i gładzone po plecach, brzuchu i klatce piersiowej”. Biegły psycholog nie stwierdził u nich śladu konfabulacji. I wtedy, 31 maja, prokuratura – po zbadaniu sprawy – postawiła 51-letniemu księdzu Michałowi M. zarzut molestowania seksualnego – za poddawanie trzech małoletnich dziewczynek „innym czynnościom seksualnym” (paragraf 200 kk). Katowicka kuria zawiesiła proboszcza w czynnościach duszpasterskich dopiero po postawieniu zarzutów przez prokuraturę. Wcześniej rżnęła głupa, że nic nie wie o sprawie. Przez ponad miesiąc ksiądz dalej uczył dzieci religii, jakby nic się nie stało, a nawet przygotowywał do Pierwszej Komunii Świętej, spowiadał, odprawiał msze, rozdawał komunię…

Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Ksiądz do winy się nie przyznał. Uważa, że historie są zmyślone i prawdopodobnie – jak zapowiedział jego adwokat – złoży apelację.

Przypomnimy zatem fragmenty wypowiedzi dwóch innych uczennic, do których prokurator nie dotarł.

– Wchodziłyśmy do kancelarii po dwie. Witając nas, ksiądz swoimi rękami dotykał naszych piersi lub pośladków. Byłyśmy zszokowane, odsuwałyśmy się od niego… – powiedziała nam Sylwia.

– Kiedy byłam z koleżanką na plebanii, po kanarka dla mojego taty, ksiądz już przy wyjściu zatrzymał mnie i zaczął dotykać moich piersi. Przy tym coś szeptał i mamrotał. Z przerażenia wyrwałam się z jego objęć i uciekłam – wspomina Wiola.

Ksiądz zbereźnik ukrywa się obecnie w jednej ze śląskich parafii.

[2005] FaktyiMity.pl Nr 48(300)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: