FiM – Góry płoną

Płoną góry, płoną lasy… ze wstydu, bo nie mogą spokojnie patrzeć na oszustwa, złodziejstwo i inne draństwa watykańskich pasterzy oraz ich pomagierów. Gdzie? A choćby w naszym sztandarowym kurorcie – Zakopanem.

Ksiądz Mirosław Drozdek (fot. 1 – pierwszy z prawej), kustosz sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem, nie jest jeszcze arcybiskupem, ale i tak ma już wiele wspólnego z arcykapłanem Juliuszem Paetzem. Tak samo jak osławiony bohater skandalu, który wstrząsnął posadami Krk, pochodzi z Poznania i tak samo jak on uwielbia chłopców.

– O seksualnych skłonnościach naszego proboszcza wiemy od dawna – mówi Antoni K. z Krzeptówek. – Górale są jednak bogobojnymi ludźmi i zamiast reagować na zło szerzące się z miejsca świętego, mówią krótko: „Modlimy się do Boga, a nie jego pachołków”.

Zapewne dlatego Anna M.– matka Tadeusza, nie chce rozwodzić się nad tym wstydliwym tematem:
– Skrzywdził chłopaka, wcześniej czy później przyjdzie mu za to zapłacić, podobnie zresztą jak i za inne grzechy – mówi.

– Ksiądz dobierał się do Tadka, gdy ten był jeszcze ministrantem – twierdzi Tadeusz G., inny mieszkaniec Krzeptówek. – Chłopak tak się na te ciągłe podmacywania wnerwił, że zrzucił komżę na dobre. Ksiądz dobierał się też i do innych chłopców, o czym jednak ludzie mówią po cichu.

Chociaż nie wszyscy, na przykład Kazimierz M.– ostatnia, wielka miłość proboszcza sanktuarium (ks. Drozdek z kasy parafialnej zafundował mu niezły dom i gospodarstwo), nie ma powodu do nadmiernej gadaniny. Latem tego roku wyjechał z proboszczem do Włoch na wycieczkę, której celem były tylko przy okazji miejsca święte. Na co dzień też korzysta z opieki swojego padre, więc woli raczej milczeć. Gdy wielebny Drozdek na początku lat 80. przybył tu z Poznania, trwały już przygotowania do budowy sanktuarium, które miało być darem dziękczynnym za cudowne uratowanie życia papieżowi podczas zamachu w maju 1981 r. Po pięciu latach wielki kościół był już gotowy.

– Budowa pochłonęła olbrzymie pieniądze – mówi Władysław, góral ze Skibówek. – Pochodziły one z darów nie tylko mieszkańców Zakopanego. Publicznego grosza nie szczędziły także władze miasta, wyjątkowo uległe Kościołowi.

Sanktuarium na Krzeptówkach stało się nieoficjalnym ośrodkiem władzy w mieście. Zdaniem wielu trzeźwych mieszkańców Zakopca, ta bufonada i głupota miejscowych władz (z byłym burmistrzem Adamem Bachledą-Curusiem na czele) przyniosła wiele szkód mia-stu borykającemu się z licznymi problemami.

Do grupy zarządców Zakopanego, mających swoją siedzibę u pallotynów, oprócz Drozdka należy także m.in. wpływowy proboszcz parafii Najświętszej Rodziny ks. Stanisław Olszówka.

Po zakończeniu budowy sanktuarium na Krzeptówkach, Drozdek, dzięki swoim radnym, przejął potężny teren przyległy do kościoła, na którym urządził parking (fot. 4), okoliczni mieszkańcy też podarowali sporo ziemi. Dziś niektórzy z nich gorzko tego żałują, bo pazerny proboszcz, zamiast darmo udostępniać parking, zdziera z wiernych olbrzymi haracz. Nie wystarcza plebanowi kasa, jaką zostawiają w kościele pątnicy. Godzina postoju autokaru kosztuje 8 złotych, a w ciągu dnia przewija się tu nawet ponad 100 takich pojazdów.

Apetyt rośnie… w miarę jedzenia – mówi przysłowie. Drozdek bezustannie rozszerza swoje imperium. Na skarpie znajdującej się za kościołem umieścił potężny ołtarz papieski z 1997 r., który przeniesiono spod Wielkiej Krokwi (fot. 2), przed świątynią stanęła też kopia krzyża z Giewontu, a także pomnik samego Jana Pawła II (fot. 3). Wszystko to przyciąga (łatwo)wiernych. Panem jest tu ON – Drozdek. Latem tego roku kazał przepędzić z terenu kościoła mężczyznę, który uległ wypadkowi drogowemu i zbierał pieniądze na protezę. Pleban u stóp świątyni przygotował sobie sporych rozmiarów kryptę wyłożoną potężnymi płytami z szarego granitu.

– Turyści nie zdają sobie sprawy z tego, jak na co dzień żyje się w stolicy Podhala – mówi jeden z opozycyjnych kandydatów na prezydenta w październikowych wyborach. – Mia-sto jest chore, panujące tu stosunki i układy skutecznie paraliżują rozwój Zakopanego.

– Najgorsze jest to, że miasto zżera korupcja – dodaje Henryk Z., mieszkaniec Zakopanego. – Ręka rękę myje. Słynne oczko wodne na Krupówkach kosztowało 600 tysięcy złotych, a można je było wykonać za jedną trzecią tej kwoty. Ktoś na tym zrobił niezły interes. Podobnie było z remontem Krupówek. Zamiast nowych chodników i mieszkań rosną jak na drożdżach nowe świątynie. Jest ich już dziesięć.

– Zakopane to dzisiaj prawdziwa pralnia pieniędzy – twierdzi Anna Gorzalska, długoletnia mieszkanka Podhala. – Ludzie z całej Polki zakładają tu firmy, by prać gigantyczne fortuny. Sądy niczego nie widzą. Dlaczego? Sama władza daje najgorsze przykłady. Były burmistrz Adam Bachleda-Curuś, który w góralskim stroju klęczał u stóp samego papieża i zyskał szczególną łaskawość JPII (jako gorliwy katolik odwdzięczył się niezbyt przykładnym życiem rodzinnym), w krótkim czasie dorobił się kilkudziesięciu sklepów zlokalizowanych m.in. przy samych Krupówkach. Brudne ręce mają też urzędnicy z ratusza, choć nikogo już nie gorszą głośne skandale, związane m.in. z wyjazdowymi sesjami Rady Miasta (na koszt podatników) we Włoszech czy podróżami po całym świecie stuosobowej grupy w ramach batalii o przyznanie miastu organizacji olimpiady zimowej.

Czy w tej sytuacji można liczyć na uzdrowienie miasta po wyborach? Raczej nie. Grzechy zakopiańskiej władzy, nad którą od lat roztacza opiekę Kościół, mają długą historię. Jak mówią trzeźwo myślący zakopiańczycy, trzeba pozbyć się tego balastu. Jednak bogobojni górale sami tego nie zrobią. Wszystko w rękach boskich, mówią.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 46(141)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: