FiM – Na dobre i na złe

Ksiądz Krzysztof z archidiecezji katowickiej nie uważał w seminarium duchownym na lekcjach wychowania seksualnego, a pewnej nauczycielce religii skleiły się kartki kalendarzyka małżeńskiego. Efekt? Kiedyś była dla niego „atrakcyjną suczką”, teraz – „kłamliwą kurwą”…

Złowił Aleksandrę (na zdjęciu) za pośrednictwem Internetu. W grudniu 2003 r. miała lekką chandrę i na jednym z portali wpisała się do serwisu „samotne serca”. Była wówczas nauczycielką religii w Kielcach, a że jest też córką pewnego znanego w diecezji kieleckiej duchownego, zaanonsowała chęć pogawędki z kapłanem katolickim, jeśli – gdzieś tam w sieci – zasiada akurat przed komputerem.

Ksiądz Krzysztof (na zdjęciu) też był owego wieczoru samotny na plebanii w M., gdzie sprawował obowiązki wikariusza. Odpowiedział. Zaczęli ze sobą korespondować. Jakiś czas później nastąpiła faza rozmów telefonicznych, po czym wielebny zakochał się w Oli na zabój, o czym przekonywał codziennymi – zachowanymi przez nią – SMS-ami.

Nie był jej obojętny, więc wreszcie zgodziła się na spotkanie i 15 lutego 2004 roku, po romantycznej kolacji w restauracji zajazdu „Ziółek” w Łącznej, zjedli tam również… śniadanie, następną kolację i jeszcze jedno śniadanie…

„Oleńko, ma kochana! (…) Kocham Cię i będę Cię kochać na zawsze” – wyznawał ks. Krzysztof w liście z 2 kwietnia 2004 r., a namiętność paliła go tak bardzo, że nawet przy „okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego” nie omieszkał życzyć partnerce „mokrych majtek”…

Później były randki w Ciekotach (pensjonat „Pstrąg”), Skarżysku Kamiennej (hotel „Promień”), wspólne urlopy w Krynicy Górskiej (lipiec 2004 roku – dom wczasowy „Mesko”, sierpień 2005 r. – pensjonat „Czerwony Dwór”), wypady w Góry Świętokrzyskie… – po prostu idylla.

Na co Ola (z wykształcenia teolog katolicki po KUL) liczyła? – Traktowałam go jak bardzo serdecznego przyjaciela i – po własnych doświadczeniach z ojcem – nigdy mi nawet przez myśl nie przeszło, żeby Krzysztof mógł porzucić dla mnie kapłaństwo. Wielokrotnie mu powtarzałam, że jeśli zechce żyć uczciwie wobec Kościoła, porozmawiamy i rozstaniemy się bez żalu, jak przystało ludziom cywilizowanym – tłumaczy dziennikarzowi „FiM”.

Wiosną 2006 r. zauważyła zmianę w zachowaniu kochanka. Jeszcze w kwietniu i maju spotykali się na intymnych rendez-vous we wspomnianym „Promieniu”, a sierpniowy urlop spędzili w Bukowinie Tatrzańskiej (pensjonat „Basia”), jednak ks. Krzysztof był czymś wyraźnie strapiony:

– Wreszcie nie wytrzymałam i zapytałam, co go dręczy. „W marcu poznałem w Katowicach pewną kobietę i zabawiłem się z nią” – przyznał z płaczem. „Za to, co niedawno zrobiłem, będę się w trumnie przewracał” – histeryzował. Nie chciał powiedzieć wprost, ale odniosłam wrażenie, że mógł skutecznie nakłonić jakąś kobietę do aborcji. Pytałam, nie odpowiedział jednoznacznie… Po kilku dniach trochę się uspokoił, chodziliśmy razem do kościoła i spowiedzi, a tuż przed wyjazdem dałam się ubłagać, żebym przy nim, mimo zdrady, pozostała. Dałam mu dwa miesiące na rozwiązanie sprawy z tą panią A.S. i obiecałam, że zapomnę o wiarołomstwie – przekonuje nas Ola.

Ks. Krzysztof też przekonywał. „Poranne pozdrowienia wprost z budki g…kiego kościoła. Buziaki czułe i słodkie” – to SMS z 2 września, wysłany o godz. 6.43 z konfesjonału. Cztery dni później pisał do Oli tak: „Chcę wszystkiego, ale musisz mnie pociągać i być atrakcyjną suczką”.

Po upływie uzgodnionej „kwarantanny” kochankowie spotkali się 12 października w Pszczynie, gdzie w pensjonacie „Retro” cieszyli się sobą przez bite trzy dni. Przy pożegnaniu ks. Krzysztof poprzysiągł Oli wierność, zapewnił, że tylko ona itd., itp…

„Mam nadzieję, że się dobrze wyspałaś na nowym miejscu i po takim pięknym odjeździe naszym. Cieszę się, że przyjechałaś do mnie” – przeczytała na ekranie telefonu, wracając do Kielc.

Kilkanaście dni później pewien duchowny z Katowic – wtajemniczony w sekrety Oli i Krzysztofa – ujawnił kobiecie, że wciąż jest zdradzana:

– Zatelefonowałam do Krzyśka. Potwierdził, że dalej spotyka się z panią A.S., ale tylko „platonicznie”. – „Mam jeszcze wobec niej pewne zobowiązania” – tłumaczył. Domyślałam się, że chodzi o usuniętą ciążę, ale nie robiłam dramatu, choć coraz bardziej zniechęcałam się do podtrzymywania naszego związku.

Jego szczegółów Ola prawdopodobnie nigdy by nie ujawniła (tym bardziej naszej redakcji…), gdyby księżulo uważał w seminarium na lekcjach wychowania seksualnego i przyzwoitości. Niestety, okazało się wkrótce, że rywalka z Katowic dysponuje numerem telefonu Oli. Wydzwaniała, nękała SMS-ami, ale najbardziej przykre dla Oli było to, że pani A. S. dysponowała wiedzą o jej życiu osobistym, którą mogła uzyskać jedynie od ks. Krzysztofa.

– Wkurzona wsiadłam w samochód i 25 października pojechałam do parafii w G., żeby się z nim ostatecznie rozmówić. Znowu przysięgał, przepraszał, obiecywał… Raz jeszcze uległam – wspomina nasza rozmówczyni.

###

Spóźniającą się menstruację Ola tłumaczyła sobie początkowo stresami. Gdy wreszcie stwierdziła, że przyczyną jest łaska macierzyństwa, zapragnęła zapytać swojego mężczyznę, co dalej…

– Wpadł w szał. Nigdy bym nie przypuszczała, że potrafi być tak ordynarny – zdumiewa się Ola.

„Miłość jest łaską i jest od Boga, więc albo jest, albo jej nie ma, ale nie można do niej zmuszać. Jesteś przegrana i tyle” – tłumaczył wielebny niedawnej kochance, a gdy nie ustępowała, zakomunikował jej: „To się po prostu odczep ode mnie, jeśli mnie kochasz. Ja cię nie kocham, a wręcz nienawidzę, nie cierpię, mam cię dość. Rzygać mi się chce na myśl o tobie”. Ostatecznie ks. Krzysztof zgodził się na spotkanie, które miało się odbyć 21 listopada w Pszczynie w restauracji „Dama Pik”.

– Kilka minut przed uzgodnioną godziną zatelefonował, żebym wyszła na zewnątrz. Ściślej rzecz ujmując, powiedział: „Wyłaź, ty szmato”. Podjechał swoim samochodem w towarzystwie jakiejś kobiety. Nie wysiadając, oznajmił, że nie będzie ze mną rozmawiał, bo kocha ową panią i wszystko między nami skończone.

Ola wróciła do Kielc z zimnym postanowieniem rewanżu…
– Zapowiedziałam mu telefonicznie, że opowiem „Faktom i Mitom” o podwójnej moralności świętoszkowatego kapłana.

„Kobiecie może by i uwierzyli, ale cwaniaczce, kłamliwej kurwie – nie! Idź wpierw do psychiatry i mu to opowiedz. I spierdalaj na drzewo!”– tej treści SMS-a wysłał ks. Krzysztof do Oli 24 listopada o godz. 15.28.

###

No cóż, początkowo faktycznie nie dowierzaliśmy, że kapłan może być takim zimnym draniem. Zmieniliśmy zdanie, gdy udało nam się zerknąć do zapisów meldunkowych w niektórych hotelach i pensjonatach, upewniliśmy się, że co najmniej do końca listopada ks. Krzysztof był użytkownikiem numeru telefonu komórkowego, z którego nadawano cytowane wyżej SMS-y (on sam nie chciał oczywiście z nami gadać), dotarliśmy też do pewnej pielęgniarki z Siemianowic, będącej przed Olą „narzeczoną” wikarego…

Nie mamy zwyczaju grzebać księżom w rozporkach, a to, co robią „po szychcie”, niewiele nas obchodzi. Fakt, że księża mają kochanki i nieślubne dzieci, a nie żony i rodziny, jest winą celibatu, nie ich. Nabraliśmy jednak przekonania, że ten akurat osobnik w czarnej sukience, choć ma wpisaną w dowodzie płeć męską, mężczyzną nie jest!

Pozostaje jeszcze kwestia pozostawionej Oli „pamiątki”. Jaką decyzję kobieta podejmie? Jeszcze zwleka, choć czasu ma naprawdę niewiele. A może szef ks. Krzysztofa, ordynariusz katowicki arcybiskup Damian Zimoń, podpowie, co z tym fantem zrobić?

[2006] FaktyiMity.pl Nr 50(354)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: