FiM – Roszada

Cmentarz to kopalnia złota. Żeby jednak to bogactwo eksploatować, trzeba się czasem mocno nagłówkować, bo przecież nekropolie nie są z gumy. Proboszcz z Lubartowa przekwaterował piłsudczyków, żeby wygospodarować kawałek gruntu…

Na cmentarzu parafialnym w Lubartowie (woj. lubelskie), kilkadziesiąt metrów od głównej bramy, znajduje się kwatera poległych na polu chwały w 1915 r. legionistów z Pierwszej Brygady Komendanta Józefa Piłsudskiego. Sześćdziesięciu trzech żołnierzy, którzy oddali życie za przyszłą, niepodległą Polskę. Kamienne nagrobki, na każdym z nich metalowa tabliczka z napisem: „Nieznany Żołnierz – Cześć Jego Pamięci”. Przez 70 lat spoczywali w spokoju. Tuż przed tegorocznym Świętem Zmarłych ksiądz prałat Andrzej Tokarzewski (na zdjęciu), zarządzający cmentarzem proboszcz parafii św. Anny, postanowił, że legioniści muszą się ścieśnić. Dzieci, które przyszły tam na lekcję patriotyzmu, stawiały znicze na śladach świeżo usuniętych nagrobków.

###

Prałat dokonał roszady trupów: pierwszy rząd mogił kazał cofnąć, a ostatni – przenieść w miejsce pierwszego. Tym sposobem na cmentarzu wygospodarowano plac, na którym – zdaniem miejscowego grabarza – zmieści się co najmniej sześć nowych grobów po 5–7 tys. zł każdy.

Zdezorientowany zniknięciem rzędu 8 nagrobków Janusz Cyfrowicz, znany w Lubartowie społecznik (wyróżniony m.in. złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej oraz medalem „Pro Memoria”, honorującym zasłużonych w utrwalaniu pamięci o ludziach i ich czynach w walce o niepodległość Polski podczas II wojny światowej), jako pierwszy zgłosił kradzież:  – 3 listopada zawiadomiłem Komendę Powiatową Policji, byłem później w tej sprawie przesłuchiwany. Nie podjęto żadnego śledztwa, bo – jak usłyszałem – policjanci uznali, że skoro nic nie zginęło, to nie ma przestępstwa. Faktycznie, liczba nagrobków się zgadza, pozamieniano jedynie ich miejsca – mówi Cyfrowicz.

Sprawa przekwaterowania legionistów wywołała w Lubartowie na tyle duże poruszenie, że pleban postanowił jakoś się wytłumaczyć.

Najpierw usiłował przekonywać, że w mogile nie leżą piłsudczycy, tylko jakieś rosyjskie psubraty. Te zabiegi tylko rozjuszyły zainteresowanych. Zmienił argumentację na „względy estetyczne”, którymi się jakoby kierował, zapewniając jednocześnie, że w zwolnionym miejscu nie położy nawet jednego nieboszczyka. Wreszcie stanęło na tym, że na swoim terenie może robić, co chce: „Parafia ma prawo przesuwać groby pół metra w tę czy w tamtą stronę. Niedługo dojdzie do tego, że nie będziemy mogli zerwać kwiatka na swoim cmentarzu!” – irytował się ks. Tokarzewski.

Jego życie przygrobowe już nieraz opisywaliśmy. W 2003 r. – skandal z grobem 11-miesięcznego dziecka pani Kazimiery Tomasiak z Lubartowa („Trupy na sprzedaż” – „FiM” 6/2003). Pleban kazał mogiłę rozwalić, nie powiadamiając rodziny, za co Sąd Okręgowy w Lublinie wymierzył mu 5 tys. zł grzywny. Odkuł się, sprzedając plac z odpowiednim przebiciem.

Niedawno ujawniliśmy („Hieny” – „FiM” 17/2005), że do jednego z grobowców na lubartowskim cmentarzu włamali się rabusie i – mimo widocznych zniszczeń – policja dowiedziała się o tym fakcie dopiero miesiąc później, gdy złoczyńcy – przy okazji przesłuchania w innej sprawie – przyznali się do wcześniejszego przestępstwa.

Ks. Tokarzewski interesuje się bowiem „swoim” cmentarzem tylko w nadzwyczajnych okazjach, kiedy potrzebuje zerwać świeże „kwiatki”…

[2005] FaktyiMity.pl Nr 48(300)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: