FiM – Stąd do wieczności

Utylizacja odpadów to poważny problem. A co zrobić z bezproduktywnymi ludźmi? W Kościele kat. umieszcza się ich w specjalnych pojemnikach zwanych Domami Księży Emerytów…

W archidiecezji wrocławskiej tli się zarzewie buntu. Powstała już nawet konspiracyjna struktura o nazwie Nieformalny Zespół Księży Emerytów. Księża nieproduktywni wegetują w Domu im. Jana XXIII przy ul. Katedralnej, a umieralnia ta znajduje się vis-à-vis pałacu metropolity abp. Mariana Gołębiewskiego. Po przejściu etapu narzekania po kątach, wystawania pod apartamentami biskupów w nadziei na wysłuchanie, po bezskutecznych próbach poruszenia sumień czynnych zawodowo kolegów, księża ci zdecydowali się na kontakt z „FiM”, co – przyznajmy – stanowi objaw ich daleko idącej desperacji.

Mówi nam jeden z poszukiwanych „spiskowców”, oddelegowany przez konfratrów do rozmów z dziennikarzem „FiM”:
– Nie będę ukrywał, że chodzi nam o nagłośnienie sprawy i chyba tylko wasza redakcja się na to odważy. Nawiasem mówiąc, czytaliśmy, że stawaliście w obronie kapłana z diecezji radomskiej, wyrzuconego z parafii do domu starców („Paszoł won, dziadu”, „Pięta proboszczowa”, „Ponieśli i wilka” – „FiM” 13, 15, 34/2004 – dop. A.T.). Próbowaliśmy wcześniej zainteresować lokalną prasę, ale tam boją się konfliktu z kurią. A my już nie wiemy, dokąd się udać. Zwracaliśmy się wielokrotnie do kardynała Gulbinowicza, gdy jeszcze był metropolitą. Odsyłał nas do biskupa Tyrawy, który z kolei nigdy nie miał dla nas czasu ani zrozumienia. Zaraz po ingresie nowego arcybiskupa prosiliśmy o pomoc biskupa Janiaka – potraktował nas niczym śmiecie. 15 lipca odważyliśmy się więc wysłać poufną petycję do samego arcybiskupa Gołębiewskiego, ale pasterz, zamiast dokładnie zbadać sprawę, oddał pismo komendantowi naszego obozu karnego, czyli księdzu dyrektorowi. Całe szczęście, że nie złożyliśmy pod dokumentem podpisów, bo ciągiem dalszym było obrzydliwe śledztwo mające na celu wytropienie buntowników.

„(…) to, co dzieje się od kilku lat w naszym Domu, jest oczywistym zaprzeczeniem przykazania miłości bliźniego i zakamuflowaną formą eutanazji. Nic więc dziwnego, że nam, starym i dotkniętym różnymi chorobami kapłanom, przypominają się smutne lata (…) poniewierki z czasu okupacji hitlerowskiej czy sowieckiej”– czytamy we wspomnianym liście, który wywołał prawdziwą furię ks. Ryszarda Skocza, od 1999 roku zarządzającego Domem im. Jana XXIII.

A o co staruszkom chodzi?
– Najtrudniej znieść permanentne poniżanie, terror psychiczny, lekceważące i aroganckie traktowanie starych, schorowanych kapłanów przez młodziaka, który w siódmym roku kapłaństwa, zamiast ciężko pracować jako wikariusz na parafii, dzięki kurialnym protektorom dostał tak ważną, specyficzną placówkę. Nawet nie ukrywa, że dostał „z góry” instrukcję, żeby „nie rozpieszczać staruchów”. Rządzi więc niczym dyktator przy pomocy kilku konfidentów wynagradzanych intencjami mszalnymi – opowiada ksiądz J., z którym spotkaliśmy się potajemnie we Wrocławiu. Problem leży też w pieniądzach, a ściślej mówiąc – w ich braku:

– Zabiera dwie trzecie emerytury na wikt i opierunek. Każdemu z nas zostaje więc 150–200 zł miesięcznie, co ledwo wystarcza na podstawowe środki higieniczne i sanitarne. Na lekarstwa już zabraknie. Nie wiem, czy ktoś tutaj jeszcze marzy, żeby od czasu do czasu kupić coś do ubrania bądź wyjechać do sanatorium podratować zdrowie. Oczywiście nie jesteśmy na tyle zdziecinniali, by nie wiedzieć, że bardzo wielu ludzi w Polsce żyje w podobnych lub jeszcze gorszych warunkach. Ale skoro przez kilkadziesiąt lat odprowadziłem do kurii górę pieniędzy, to czyż nie zasłużyłem na zainteresowanie biskupa moim losem? – zastanawia się były proboszcz, należący – jak twierdzi i co zresztą widać gołym okiem – do „tej grupy kapłanów, którym do głowy nawet nie przyszło, że aby zabezpieczyć sobie godną starość, trzeba odpowiednio wcześnie nakraść ile wlezie”.

Tymczasem ksiądz dyrektor Skocz funduje starcom gadżety, które mają ich przyzwyczajać do rajskich pejzaży:

„Urządził sobie kosztowny w utrzymaniu stawek dla rybek (…) pochłania on masę wody, nie mówiąc już o drogocennej karmie dla żyjących w niej stworzeń. W okresie zimowym trzeba go odpowiednio podgrzewać, by nie zamarzał. Następnie nabył egzotyczne kaczki, by było bardziej rajsko (…). Jednakże po upływie czterech pór roku ten rajski widok się skończył, gdyż kaczki zostały pożarte przez dzikie koty. I tak poniesione koszta na tę inwestycję zostały zmarnowane”– napisali buntownicy do abp. Gołębiewskiego.

Podejrzewają też swojego nadzorcę o malwersacje finansowe:
– W maju tego roku zwróciliśmy się do niego o zainstalowanie anteny do odbioru Telewizji Trwam. Nie chodzi o to, że entuzjazmujemy się ojcem Rydzykiem, lecz o możliwość codziennego uczestnictwa w mszach tych księży emerytów, których stan zdrowia uniemożliwia wychodzenie z Domu.

Po wstępnej odmowie ks. Skocz wyraził zgodę na inwestycję, pod warunkiem odprawienia przez bardziej żywotnych staruszków po 50 mszy intencyjnych, za które wcześniej ktoś mu zapłacił.

„Ponieważ w kwestiach finansowych nie mamy już zaufania do ks. Dyrektora, dlatego prosimy, aby Jego Ekscelencja był łaskaw sprawdzić źródło pochodzenia tak wielkiej ilości intencji mszalnych. W ten sposób pragniemy zapobiec z góry ewentualnej aferze finansowej, które w ostatnich latach nie omijają szeregów duchowieństwa” – zaapelowali do metropolity wrocławskiego.

– Kiedyś mieliśmy jakiś wpływ na funkcjonowanie Domu. Od wielu już bowiem lat istnieje trzyosobowa Rada Kapłańska wybierana w tajnym głosowaniu na trzyletnią kadencję. Kiedyś wsłuchiwano się w jej głos, lecz teraz wydaje się tak potrzebna jak kwiatek do kożucha, szczególnie po incydencie z 2001 roku, zakończonym rychłym zgonem księdza kanonika Zygmunta Barmińskiego, ówczesnego przewodniczącego Rady – wspomina ks. J.

Przypisując winę za tę śmierć ks. Skoczowi, opowiada o wyrzuceniu z kancelarii dyrektorskiej ks. Barmińskiego – chorego na serce i żyjącego dzięki wszczepionemu rozrusznikowi:

– Tylko za to, że odważył się upomnieć o nasze prawa, staruszek został zbesztany przez ks. Skocza niczym lokaj przez hrabiego. Jeszcze później wielokrotnie publicznie go upokarzał i niewątpliwie z tego zwłaszcza powodu ksiądz kanonik zmarł nagle po pięciu miesiącach nękania, a karząca ręka księdza dyrektora zadbała o to, by ten zasłużony kapłan miał wyjątkowo skromny pogrzeb. Teraz przewodniczącym Rady jest ksiądz kanonik Jakub Smyk, który tylko oczekuje końca kadencji. Pozostali dwaj członkowie są ciężko chorzy, a jeden cierpi na zaburzenia pamięci. W tej sytuacji Skocz może robić, co chce i jeździć, czym chce (fot. powyżej) – twierdzi nasz rozmówca.

„(…) starzy i chorzy są już tylko zbędnym balastem, który trzeba jak najszybciej usunąć ze społeczeństwa. I w taki to sposób, jakby tylnymi drzwiami, wkrada się do naszych szeregów nowoczesna i postępowa doktryna o eutanazji” – czytamy dalej w liście do abp. Gołębiewskiego.

Wrocławscy księża emeryci nie poprzestają na użalaniu się. Najbardziej rozgoryczeni bezczynnością szefa archidiecezji przygotowują formalne wystąpienie do Rzecznika Praw Obywatelskich. Inni organizują ruch oporu w parafiach w celu nakłonienia proboszczów i dziekanów do inicjatywy na rzecz statutowego określenia sytuacji (materialnej zwłaszcza) emerytów:

„Bo może już wkrótce lub za kilka lat znajdziecie się, podobnie jak my, w Domu Księży Emerytów. Ale wówczas nikt już z Wami nie będzie się liczył. Uwierzcie nam, bo my wiemy już o tym z własnego doświadczenia. Murzyn zrobił swoje i może odejść!”– napisali w specjalnej odezwie przekazywanej z rąk do rąk wśród duchowieństwa

[2004] FaktyiMity.pl Nr 50(249)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: