FiM – Cisza krzyczy

Co najmniej czterech czynnych biskupów współpracowało z SB. Ujawnienie ich nazwisk, a jeszcze gorzej – teczek, może być dla Kościoła katastrofą!

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, wsławiony rozszyfrowywaniem agenturalnej przeszłości swoich kolegów z archidiecezji krakowskiej, nie ma wątpliwości: – Co najmniej czterech polskich biskupów, z których jeden jest obecnie emerytem (por. „Kurtyna w dół” – „FiM” 23/2006, gdzie opisywaliśmy historię biskupa łowickiego Alojzego Orszulika (fot. 1) alias „Pireus” – dop. red.), a trzech nadal funkcjonuje w życiu publicznym, kolaborowało niegdyś ze Służbą Bezpieczeństwa w charakterze tajnych współpracowników.

Jest wśród nich – według ks. Zaleskiego – także biskup z Krakowa, który współpracę trwającą 6 lat podjął, będąc jeszcze zwykłym księdzem – spotykał się z prowadzącym go oficerem, dochowując zasad konspiracji. SB ułatwiało mu awans jak mogło, a po konsekracji biskupiej agent rozmowy kontynuował, choć został przekwalifikowany na tzw. kontakt operacyjny – mniej zobowiązujący.

A ci trzej z innych diecezji?
Dokumenty przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej są bezlitosne: wszyscy ci inkryminowani hierarchowie, zanim awansowali, figurowali w rejestrach SB jako aktywni tajni współpracownicy. Za najbardziej zaś niebezpiecznego dla idei samooczyszczenia się polskiego Kościoła uważa ks. Zaleski pewnego biskupa, byłego agenta, który – z racji częstych wyjazdów za granicę – wykorzystywany był przez peerelowski wywiad.

Nazwisko? Tego ks. Zaleski ujawnić nie chce, gdyż „złożył obietnicę” kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi. Ale lubiącym rozwiązywać nieskomplikowane szarady podpowiada, że ów agent „jest bardzo gorącym przeciwnikiem lustracji w Kościele i mocno atakuje wszystkie osoby, które mają cokolwiek wspólnego z lustracją”, a to nawet przeciętnemu „zjadaczowi” gazet zawęża wybór do arcybiskupa Józefa Życińskiego (fot. 2) lub biskupa Tadeusza Pieronka.

Ks. Zaleski opowiedział o wynikach swoich dociekań twórcom portalu internetowego Tezeusz, redagowanego przez – krakowskich do niedawna – jezuitów: Andrzeja Miszka, Krzysztofa Mądela i Dariusza Piórkowskiego.

„Myślę, że ten [biskup], który zwalcza zaciekle lustrację, jest człowiekiem, który dalej broni tych układów, a nie tylko własnej skóry. Ujawnienie takiej sprawy może być dopiero katastrofą dla Kościoła. On wie o tym dobrze, że jest tajnym współpracownikiem, że został tak zarejestrowany i miał kontakty, dlatego tak zaciekle walczy” – zauważył ks. Zaleski.

Warto w tym miejscu odnotować, że reakcja prowincjała zakonu jezuitów – ojca Krzysztofa Dyrka – była szybka: twórcy Tezeusza zostali szeroko rozrzuceni po klasztorach (odpowiednio: Wrocław, Kłodzko, Opole), a Miszk i Mądel – pod groźbą wykluczenia z zakonu – otrzymali kategoryczny zakaz jakichkolwiek kontaktów z dziennikarzami…

Przed wyjazdem z Krakowa zdążyli jeszcze opublikować list od ks. Zaleskiego:

„Drogi Konfratrze, jestem bardzo, bardzo wdzięczny za ten wywiad. Nawiasem mówiąc, to pierwszy wywiad, w którym mowa jest o biskupach, ale to dobrze, bo znalazłem informacje o kolejnych TW (tajnych współpracownikach – dop. red.), którzy zostali biskupami. Kardynał o tym wie także. Mam prośbę, niech Ojciec zainteresuje tym inne gazety, bo ataki na moją skromną osobę, także w ostatnich dniach, są coraz większe. A tylko »rezonans«, o którym Ojciec pisze, może uratować sprawę. Z Bogiem. Ks. TZ”.

Ks. Zaleski uderzył w stół, więc… nożyce się odezwały.

Abp Życiński zwołał konferencję prasową, podczas której dziennikarzom pokazano „ofiarę SB” w osobie ks. Romualda Weksler-Waszkinela, zarejestrowanego w przeszłości jako tajny współpracownik, choć w jego szczęśliwie zachowanej teczce (jedynej kompletnej z dotychczas odnalezionych w lubelskim IPN-ie, i to po… 2 latach poszukiwań) nie ma zobowiązania do współpracy, pokwitowań odbioru gotówki czy wreszcie własnoręcznie pisanych raportów. Są tylko – bardziej lub mniej ogólnikowe – notatki sporządzone przez oficera SB po spotkaniach z „Filozofem”. Arcybiskup zakomunikował zebranym, że wszystkie inne materiały dotyczące księży agentów są… „wybrakowane w 95 procentach”, a zatem nie może być mowy o ujawnianiu nazwisk. Tym bardziej że…

– Fakt zarejestrowania kogoś w charakterze tajnego współpracownika nie świadczy, że on napisał cokolwiek, podjął jakieś zobowiązanie bądź też wiedział, że został zarejestrowany. Przypadek księdza Romualda powinien w istotny sposób rzutować na kształt polskiej lustracji – przekonywał metropolita lubelski.

###

Biskup ordynariusz tarnowski Wiktor Skworc (fot. 3) – w latach 1975–1980 sekretarz biskupa katowickiego Herberta Bednorza, później kanclerz miejscowej kurii – przyznał przed kilku dniami, że kiedyś „chodził po cienkim lodzie”. Jak bardzo cienkim?

„Do rozmów z SB dochodziło między innymi [podkr. red.] w czasie starań o paszport dla biskupa Bednorza, co także należało do moich obowiązków. Przy takiej okazji rozmawialiśmy nie tylko o sprawach paszportowych, ale szerzej, na temat bieżących problemów w relacjach Kościół–państwo” – ujawnił bp Skworc „Gościowi Niedzielnemu”.

„Ale nie chciałbym, aby powstało wrażenie, że dzięki tym kontaktom mieliśmy jakiś status specjalny. Podobnie jak inni obywatele, wiele godzin musiałem wystawać w biurze paszportowym, czekając na przyjęcie wniosku, odbiór. Nieraz musiałem przychodzić kilka razy, gdyż domagano się dodatkowych uzupełnień. A przy okazji odbywały się rozmowy na różne tematy” – wyjaśnił dalej biskup Skworc.

Pytany zaś, czy aby „nie przekroczył pewnych granic, co dzisiaj w różny sposób może być interpretowane”, odpowiada: „Zawsze miałem świadomość, że uczestnicząc w takich spotkaniach, chodziłem po bardzo cienkim lodzie. Kierowałem się poczuciem służby wobec Kościoła i lojalności wobec moich biskupów. W kontekście tamtych czasów takie spotkania wydawały się koniecznością”. Co do tego ostatniego możemy się zgodzić, a co do wystawania w kolejkach… szczerze wątpimy.

###

Biskup Tadeusz Pieronek reprezentował w kontaktach z SB jedynie siebie, gdyż sakrę otrzymał dopiero w 1992 r., czyli już po upadku „komuny”. Rozmawiał wyłącznie o paszporcie i świetnie pamięta pierwsze spotkanie z 1961 r. (sic!), gdy będąc jeszcze zwykłym księdzem pracującym w krakowskiej kurii, zapragnął wyjechać do USA:

„Rozmowa była taka: »Ksiądz chce wyjechać do Stanów, a tam dzieci uczą się piosenki ‘Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani’«. Odpowiedziałem: »Amerykanie chyba tego nie śpiewają. Jeśli już to Polacy, z sentymentu. Na pewno nie z powodu popierania idei wojennej«. On na to: »Powiem wprost: boimy się, że ksiądz pojedzie do Stanów i powie, że w Polsce nie ma wolności«” – wspomina biskup. Zdarzało mu się wyjeżdżać również w latach późniejszych, ale czekając w towarzystwie oficera SB na pieczątkę w paszporcie, powtarzał „jedynie informacje zasłyszane w Radiu Wolna Europa”.

„Pytany o kolegów, lawirowałem i wymigiwałem się od odpowiedzi” – zapewnia.

Co ciekawe: w jednym z wywiadów wypsnęło mu się, że konferował z „wyższym funkcjonariuszem” bezpieki – jak to określił – nawet w… Rzymie. Czy coś im podpisywał? „Nie pamiętam. Możliwe, ale nigdy takich rzeczy nie robiłem” – ubezpiecza się biskup Pieronek.

No nic, odświeżymy mu pamięć.
– Pierwszy kontakt z Pieronkiem nawiązała krakowska „czwórka” (Wydział IV SB specjalizujący się w inwigilacji Kościoła – dop. red.). Efekt był na tyle obiecujący, że zdecydowaliśmy się przejąć go na czas studiów w Papieskim Uniwersytecie Laterańskim. W Rzymie czuł się i rozmawiał z nami o wiele swobodniej niż w Polsce. Gdy Karol Wojtyła został papieżem, ksiądz Tadeusz stał się wręcz nieocenionym źródłem, między innymi ze względu na związki z najbliższym otoczeniem papieża. Już na początku lat osiemdziesiątych widzieliśmy w nim przyszłego biskupa. Jeśli zaś chodzi o siłę naszych wzajemnych „uczuć”, powiem tak: rozmawiał przez wiele lat i bez specjalnych oporów, był zarejestrowany jako TW, choć nie można powiedzieć, że należał do tak zwanej agentury dyspozycyjnej, czyli realizującej zlecone zadania – ocenia płk M.E., były oficer Departamentu I MSW (wywiad cywilny).

###

Ksiądz prałat Henryk Jankowski wielce się zdziwił, gdy w swojej biografii otrzymanej z IPN-u wyczytał, że dopisał coś do niej m.in. tajny współpracownik o pseudonimie Lucjan, czyli ks. Wiesław Mering (fot. 4), dzisiejszy (od 2003 r.) biskup ordynariusz włocławski.

Prałat był na tyle oszołomiony, że podczas pierwszej konferencji prasowej wywalił kawę na ławę. Nazajutrz nieco ochłonął: „To wspaniały człowiek, nie wierzę, żeby mógł świadomie współpracować, SB musiała mieć na niego niezłe haki” – powiedział, a niektóre media nazwały te słowa „przeprosinami za fałszywe posądzenie”. Po kilku dniach ks. Henryk sprostował: „To był bardzo wartościowy człowiek, ale jak był młodziutki, nie wiadomo, co tam było. Może ktoś nabrał biskupa Meringa, wprowadził w błąd, wykorzystał jego opowiastki, bo to był człowiek humoru”.

Biskup zaprzeczył, jakoby miał wysługiwać się bezpiece. „Owszem, rozmawiałem, ale tylko w sprawach paszportowych” – wyjaśnił na antenie Radia Pomorza i Kujaw.

A skoro już jesteśmy przy ks. Jankowskim…

Ujawniając nazwiska agentów rzekomo go inwigilujących, prałat wspomniał, że w IPN-owskiej teczce znalazł jakieś wzmianki na swój temat, spisane ze słów kontaktu operacyjnego „Delegat”. Czyżby donosił sam na siebie? A może istniał jakiś „Delegat” bis?

– Nic z tych rzeczy. Trochę to skomplikowane, więc wytłumaczę na przykładzie. Wyobraźcie sobie, że w ramach jakiejś sprawy operacyjnej przewidziano dla Henia zadania lub coś tam samodzielnie zmajstrował, co po czasie ujawnił. Trzeba to było jakoś zapisać, kamuflując źródło. W tym celu wytwarzano notatkę – na przykład że KO „Delegat” zabezpieczy dopływ informacji ze spotkania ks. Jankowskiego z… Lub: Jak informuje KO „Delegat”, ksiądz Jankowski zrobił to czy powiedział tamto… Tak więc w kwitach, które teraz dostał z IPN-u, pseudonim ten faktycznie może się pojawiać, podobnie zresztą jak wcześniejsza „Libella” – twierdzi były funkcjonariusz gdańskiej bezpieki.

###

W zakończeniu raz jeszcze oddajmy głos ks. Zaleskiemu. Oto co powiedział jezuicie Miszkowi na temat:
# aktywności powołanej przez kard. Dziwisza komisji lustracyjnej „Pamięć i troska” – „To jest włoski strajk. Ci księża mówią tak: mamy inne problemy, piszemy książkę, trwa proces beatyfikacyjny Jana Pawła II, potem wizyta Benedykta XVI. (…) Mnie zaatakowano, twierdząc, że nie mogę nic zrobić, bo jest pielgrzymka Papieża, a jak zrobiłem to po pielgrzymce, to powiedziano, że zniszczyłem owoce wizyty Ojca Świętego. Po prostu jest taki opór materii, że zawsze będzie czas niedogodny”;
# szans na ujawnienie prawdy o Kościele – „Niestety, muszę to powiedzieć – po 25 latach bycia księdzem teraz zrozumiałem, że wadą duchowieństwa polskiego jest korporacjonizm. To jest tak, jak z lekarzem. Żaden nie złoży oświadczenia przeciwko swemu koledze po fachu, który popełni błąd medyczny”;
# donkiszoterii – „Znam jednego zakonnika, nie powiem z jakiego zakonu, w którym otworzyli badania. Ujawnili 20 tajnych współpracowników. Prowincjał rozwiązał komisję i powiedział, że jak ktoś będzie dalej badać, to wyśle go do Kongo. I to jest właśnie tragedia polskiego Kościoła, że się znowu strzeliło w kierunku sapera”;
# „grubych ryb” – „To może być prawdziwy szok i dopiero wtedy Kościół będzie miał twardy orzech do zgryzienia. Bo łatwo mówić do księży »przyznajcie się sami«, ale co będzie z biskupem?”.

Co będzie? Cisza…

[2006] FaktyiMity.pl Nr 41(345)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: