FiM – „Ewa” chce spać

Ks. Mirosław Drozdek z Zakopanego, podobnie jak niedawno o. Hejmo, wolałby zapewne zasnąć i obudzić się w lepszych czasach, gdy dziennikarze nie będą wypominać mu przeszłości. Dziś jednak musi stawić czoło licznym pytaniom.

Ksiądz Drozdek jest kustoszem sanktuarium na Krzeptówkach i człowiekiem wielce zasłużonym dla podhalańskiego Kościoła. Oficjalnie również dla zakopiańskiej „Solidarności”, której był pierwszym kapelanem. Teraz lokalny „Tygodnik Podhalański” oskarżył go o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Jako tajny współpracownik o pseudonimie Ewa miał donosić m.in. na ks. Stanisława Dziwisza i Lecha Wałęsę. Ten ostatni z wyrozumiałością komentuje te rewelacje, przypominając przy okazji, że sporo ludzi współpracowało z SB nieświadomie lub pod presją. Natomiast abp Dziwisz powołał komisję, która ma zbadać zarzuty postawione m.in. zakopiańskiemu kapłanowi.

Redaktor Jerzy Jurecki, autor artykułu, znany jest nie tylko na Podhalu z rzetelnego dziennikarstwa śledczego, za które otrzymał sporo nagród. Swoje rewelacje oparł na materiałach SB znajdujących się w IPN. Wynika z nich jednoznacznie, że ksiądz z Krzeptówek donosił. W ciągu 4 lat współpracy miał przekazać łącznie 28 meldunków. W przeszłości sporo jeździł do Rzymu i Szwajcarii, gdzie zdobywał pieniądze na budowę sanktuarium. W zachowanych dokumentach znajduje się notatka, z której wynika, że ks. Drozdek prosi o wydanie paszportu, obok zaś widnieje dokument podpisany przez ubeka, popierający wniosek o wyjazd, ponieważ TW „Ewa” jest „jednostką szczerą” i „przekazuje dokumenty, do których posiada dostęp”. Kapłan z Krzeptówek wszystkiemu oczywiście zaprzecza, twierdząc, że nigdy niczego nie podpisywał, a z SB miał do czynienia tylko przy okazji załatwiania spraw paszportowych. Źródeł ataku dopatruje się m.in. w… popieraniu Radia Maryja i o. Rydzyka. Słowa pallotyna o braku współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa częściowo potwierdza emerytowany mjr Andrzej Szczepański, były szef zakopiańskiej SB. Z jego wyjaśnień wynika, że ks. Drozdek rzeczywiście załatwiał sprawy paszportowe, ale przy okazji sporo opowiadał i właśnie z tych rozmów sporządzane były notatki służbowe.

Rewelacje zakopiańskiego tygodnika wywołały szok na Podhalu. Wielu górali nazywa artykuł w „Tygodniku Podhalańskim” potwarzą i atakiem na niewinnego pallotyna. Inni nie kryją jednak swojego oburzenia, bo – ich zdaniem – ks. Drozdek jest człowiekiem o kilku twarzach.

Prawie cztery lata temu nasz tygodnik („FiM” 46/2002) pisał o tym, że ks. Drozdek ma wiele wspólnego z… abp. Juliuszem Paetzem. Dlaczego? Też pochodzi z Poznania i tak samo uwielbia chłopców. Matka jednego z nich, Tadka M., opowiedziała nam sporo na ten temat. Chłopak był ministrantem, ale nie mógł już znieść ciągłego obmacywania i w końcu, zirytowany „zalotami”, zrzucił komżę. „Skrzywdził chłopaka i wcześniej czy później – przyjdzie mu za to zapłacić. Podobnie zresztą jak za inne grzechy” – usłyszeliśmy na zakończenie od Anny M.

Miłość do chłopców nie skończyła się na Tadku, bo ksiądz dobierał się także do innych. Głośno mówiono o Kaziu M., wielkiej miłości kapłana z Krzeptówek. Źli ludzie gadają, że proboszcz za pieniądze parafian kupił „ukochanemu” dom i gospodarstwo, zabierał go też na wycieczki do Włoch. Ponieważ Kazimierz M. nieźle żył dzięki ks. Drozdkowi, nie chciał powiedzieć złego słowa na swojego padre.

Nie wszyscy górale z uwielbieniem klękają przed kustoszem sanktuarium. Wśród jego przeciwników są m.in. ci, którzy żałują, że za darmo przekazali parafii sporo gruntów, zamienionych później przez pazernego proboszcza na potężny parking (teraz ludziska muszą i za to słono płacić). Nie mogą też darować ks. Drozdkowi, że także od miasta wycyganił wartościowe tereny. Przy tym wynosi się ponad innych. Jego twarz można zobaczyć na witrażach, na licznych zdjęciach z papieżem JPII, a obok sanktuarium zbudował już dla siebie potężną kryptę.

[2006] FaktyiMity.pl Nr 8(312)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: