FiM – Truteń

Tylko w piosence „wszyscy Maję znają i kochają”. Dla niektórych ludzi maleńka, zwinna pszczółka stanowi śmiertelne zagrożenie. Podobnie jak ksiądz proboszcz z pewnej parafii pod Radomiem…

Biskup Zygmunt Zimowski, ordynariusz diecezji radomskiej, otrzymał niedawno dramatyczny list. Przeczytał w nim m.in.: „(…) ośmielamy się zwrócić do Ekscelencji z nadzieją położenia kresu koszmarowi, jaki przeżywamy od kilku lat w parafii Seredzice. Wszelkie prośby i monity w tej sprawie do tej pory nie odniosły żadnego skutku i w Ekscelencji szukamy ostatecznego rozjemcy”.

Nadzieje pokładali w biskupie Grażyna i Leszek Nobisowie, mieszkańcy wsi Seredzice (gmina Iłża). Uprzedźmy z góry, że nadzieje płonne, gdyż oczekiwali od ekscelencji, iż przywiedzie do rozumu miejscowego plebana, cieszącego się w radomskiej kurii tzw. dobrymi układami. A cóż to za koszmar?

Ks. Stanisław Katryński (na zdj.), podległy bp. Zimowskiemu proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Seredzicach, lubi miód. Ten – jak wiadomo – wytwarzają pszczoły. One zaś mieszkają w ulach, domkach, które mieszczą średnio około 50 tys. lokatorek. Pasieka, czyli osiedle pszczelich domków, umiejscowiona przy kościele w Seredzicach, liczy sobie ponad 30 uli. Tak więc półtora miliona owadów fruwa po okolicy, a każdemu wystaje z pupci żądło – broń bardzo dla człowieka nieprzyjemna, zaś dla ludzi uczulonych na jad pszczeli  – nawet śmiercionośna. Niefart Nobisów polega na tym, że są najbliższymi sąsiadami księdza proboszcza. Prawdziwy dramat wynika natomiast z faktu, że ich 15-letnia córka Katarzyna cierpi na owo uczulenie.

– Pasiekę mamy pod samymi oknami i żyjemy w ciągłym strachu. Nasze dzieci nie są bezpieczne ani na podwórku, ani w domu, gdyż pszczoły wpadają do pomieszczeń przez otwarte okna. I jeśli nawet zamkniemy się jak w bunkrze, zagrożenie wciąż istnieje – w ubiegłym roku córka została ukąszona  w łazience. Nie pierwszy to raz, a po każdym użądleniu Kasia trafia do szpitala – mówi pani Grażyna, matka dziewczynki.

Sierpień 2004 r.: „Dziewczynka l. 14, do szpitala przyjęta z powodu użądlenia przez pszczołę w okolicy policzka lewego, wargi górnej. Przyjęta  w stanie ogólnym dość ciężkim z powodu rozległego obrzęku twarzy, wargi, narastającej duszności”– odnotował w karcie informacyjnej lekarz Andrzej Nobis (zbieżność nazwisk przypadkowa) ze Szpitala Rejonowego w Iłży, rozpoznając u dziecka złowróżbnie brzmiący „obrzęk Quinckego”.

– Pan doktor ostrzegł, że każde następne użądlenie może skończyć się dla naszej córki tragedią. Co na to ksiądz? Stwierdził, że uknuliśmy przeciwko niemu spisek, czego dowodem jest owo nieszczęsne – wspólne nasze i lekarza – nazwisko. Wielokrotnie prosiliśmy proboszcza, żeby przeniósł pasiekę dalej od naszego domu. Interweniowaliśmy w gminie. Nic nie pomogło. Ta gehenna trwa od kilkunastu lat.

Czerwiec 1995 r.: „Urząd Gminy i Miasta w Iłży nakazuje (…) natychmiastowe przeniesienie pasieki na odległość bezpieczną i nie utrudniającą normalnego życia (…) mieszkańcom. W związku z pożądleniem przez pszczoły w dniu 1.06.1995 r. dzieci Pana Nobisa, którym została udzielona pomoc szpitalna (…), została przeprowadzona kontrola pasieki i stwierdzono, że (…) nie posiada żadnej strefy ochronnej, co zagraża bezpieczeństwu ludzi”– pisał do ks. Katryńskiego inż. Rafał Ziętek, ówczesny burmistrz Iłży. Ba, zapomniawszy kto w tym kraju rządzi, nawet straszył proboszcza ukaraniem przez kolegium ds. wykroczeń. Oczywiście okazał się za krótki na plebana…

W ubiegłym roku zdesperowani Nobisowie pojechali do Radomia pokłonić się biskupowi. „W porządku, załatwię wam to” – obiecał.

Gdy pszczoły upolowały Kasię w łazience, rodzice dziecka wezwali policję. Sprawa trafiła wreszcie do Sądu Grodzkiego w Lipsku, który 22 czerwca 2005 r. ukarał ks. Katryńskiego maksymalną karą 250 zł grzywny (art. 77 kodeksu wykroczeń: „Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany”).

– Ale proboszcz dalej pasie pszczoły pod oknami Nobisów. Tyle tylko, że pod koniec maja 2005 roku pasieka zmieniła właściciela. Nie, nie zabrano jej spod naszych okien. „Na papierze” nowymi właścicielami zostali państwo P. z Seredzic, zaś ule stoją tam, gdzie stały, i ksiądz nadal sam się nimi zajmuje. Aha, jeszcze ogrodził pasiekę siatką. Niestety, pszczoły to nie gołębie… – zauważa p. Grażyna.

I teraz jest tak: od 28 maja 2005 r. formalnymi właścicielami pasieki są Alicja i Piotr P., którzy – jak wieść gminna niesie – weszliby proboszczowi w dupę bez pszczelego wosku. Biskup Zimowski rozkłada ręce: „Nic w tej sprawie nie mogę zrobić, wszak ule nie są własnością księdza” – kpił niedawno, gdy Nobisowie po raz kolejny żebrali o bezpieczeństwo dla swojego dziecka. Ks. Katryński zaś pokazuje wszystkim, gdzie się zgina dziób pingwina – on nie będzie się przecież zniżał do wysłuchiwania racji jakichś wsioków.

I musi być z niego jakiś cholerny zaklinacz tych pszczół, bo strasznie wk…ne latają ostatnio po okolicy. Dzieci zaś mają wakacje…

[2005] FaktyiMity.pl Nr 31(283)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: