FiM – U św. Franciszka

Gwałty na nieletnich podopiecznych, stręczycielstwo, zoofilia i kanibalizm – to wszystko działo się w prowadzonym przez Kościół sierocińcu w Republice Dominikańskiej.

Katolicki ośrodek wychowawczy „Miasto Dzieci Świętego Franciszka Ksawerego” w Higüey (Dominikana) miał zastępować osieroconym maluchom dom, a stał się dla nich przerażającym więzieniem,  w którym dzieci przez ponad 2 lata były maltretowane i gwałcone. Już w 2002 r. kierownik sierocińca, diakon Rigoberto de Jesus Gonzalez Padial, złożył do sądu doniesienie na 53-letnią kucharkę Dolores Mejía, którą oskarżył o gwałt na co najmniej 9 chłopcach. Kobieta poszła za to na 15 lat do więzienia, ale 2 lata później okazało się, że problem nie zniknął. W marcu 2004 r. prokuratura postawiła siedmiu opiekunom zarzut molestowania seksualnego nieletnich. Sześć dziewczynek w wieku od 7 do 11 lat i jeden 6-letni chłopiec zeznali, że wielokrotnie dokonywano na nich czynności seksualnych, także z udziałem zwierząt, zmuszano je do oglądania filmów pornograficznych i wzajemnej masturbacji. Badania lekarskie potwierdziły, że trzy dziewczynki zostały pozbawione błony dziewiczej, a pozostałe noszą ślady wykorzystywania w inny sposób. Gwałtów dokonywały niekiedy trzy osoby równocześnie, a pracownicy ośrodka pobierali opłaty od pedofilów, w tym dwóch księży, którym umożliwiano odbywanie stosunków z dziećmi. W ostatnim czasie do liczby przerażających przestępstw doszedł (jeszcze niepotwierdzony) zarzut dokonania kilku morderstw i uprawiania rytualnego kanibalizmu. 5-letnia podopieczna ośrodka wyznała diakonowi Padialowi, że trzymała w dłoniach serce zabitej osoby, a jeden z chłopców miał na polecenie dorosłych zabić niemowlaka. Mięso ludzkie dodawano podobno do potraw serwowanych wszystkim podopiecznym i pracownikom.

Skandal seksualny w katolickim sierocińcu wstrząsnął dominikańską opinią publiczną. Wydaje się, że jedynym sprawiedliwym jest diakon Padial, bo to on poinformował o przestępstwach policję i media oraz oskarżył władze Kościoła o to, że nie podjęły odpowiednich kroków, aby zapobiec dalszym dramatom, kiedy sprawa wyszła na jaw.  Fakt, że zwyrodnialcy zatrudnieni w domu dziecka nie byli osobami duchownymi, wcale nie usprawiedliwia władz dominikańskiego Kościoła rzymskokatolickiego, bo to właśnie one – bez żadnej weryfikacji – skierowały zboczeńców do pracy z dziećmi. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że gdyby nawet sam papież padł na kolana i walnął się w swą drogocenną pierś, to skrzywdzonym dzieciom w niczym to już nie pomoże. Nie da się cofnąć czasu i wymazać im koszmaru z pamięci. Potrzeba długich lat psychoterapii, a i tak nie wiadomo, czy maluchy kiedykolwiek pozbędą się traumy. Ile jest jeszcze takich ośrodków, których nikt nie kontroluje, bo wszyscy wciąż wierzą, że jak coś jest kościelne, to znaczy, że jest dobre…

[2005] FaktyiMity.pl Nr 9(261)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: