FiM – Ucieczki roku

Do Watykanu płyną alarmujące sygnały o dramatycznej dla kat. Kościoła sytuacji w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, gdzie co rusz skandal dogania kolejną aferę, a księża masowo porzucają sutanny. Wydarzenia minionego roku zdają się wskazywać, że biskup ordynariusz Adam Dyczkowski całkiem już „stracił panowanie nad kierownicą”…

Rozpasanie funkcjonariuszy kościelnych sprawujących władzę w guberni lubuskiej demaskowaliśmy w 2006 r. wielokrotnie. Opisaliśmy m.in.:

# historię ministranta z parafii Miłosierdzia Bożego w Głogowie, molestowanego seksualnie przez księdza Marka B. („Wysoka kurio” – „FiM” 11/2006);

# ks. Józefa K., schwytanego i aresztowanego pod zarzutem przywłaszczenia 800 tys. zł („Ksiądz za kratami” – 22/2006);

# ks. Edwarda S., proboszcza spod Sulechowa, którego partner seksualny nagrał i rozpowszechnił film z miłosnymi igraszkami obu panów („Niebo w gębie” – „FiM” 48/2006).

Czy to już wszystko, czego musi się wstydzić naczelny pasterz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej biskup Adam Dyczkowski (na zdjęciu)? Popatrzmy…

###

W lakonicznym komunikacie kurii biskupiej o „odejściu do wieczności” 42-letniego księdza Andrzeja L. nie ma najmniejszej wzmianki o przyczynie śmierci tego stosunkowo młodego człowieka. Życiorys, data święceń, przebieg kariery duszpasterskiej… Jest też zastanawiający epizod, czyli odwołanie ks. Andrzeja w styczniu 2004 r. z funkcji proboszcza we wsi Wawrów pod Gorzowem i skierowanie na urlop zdrowotny, z którego – w lutym 2005 r. – wrócił na stanowisko wikarego parafii Miłosierdzia Bożego w Żarach.

A dalej już tylko informacja, że „Msza Święta w intencji Zmarłego została odprawiona (…) pod przewodnictwem biskupa Edwarda Dajczaka”, zaś uroczystościom pogrzebowym przewodniczył bp Paweł Socha – drugi z biskupów pomocniczych ordynariusza zielonogórsko-gorzowskiego.

Jakaż to nagła choroba dopadła ks. Andrzeja?
– Popełnił samobójstwo. Zaszczuli go za rzekomy związek homoseksualny z organistą. Z tego właśnie powodu został odwołany z funkcji proboszcza i jakoś nie potrafił się później pozbierać. Inni księża, zwłaszcza ci zmieniający partnerki niczym rękawiczki, mocno mu dokuczali, a od biskupów nie miał żadnego wsparcia. No i nie wytrzymał obciążenia psychicznego – ujawnia nam jeden z gorzowskich duchownych.

W policyjnych komunikatach nie znaleźliśmy najmniejszej wzmianki o tragicznej śmierci kapłana. Dlaczego, skoro jest to rutynowa procedura?

– Kuria użyła wszystkich swoich wpływów, żeby nie dopuścić do okropnego skandalu. Byłby nie do uniknięcia, gdyby sprawa wyszła na jaw. Na szczęście kierownictwo lokalnej policji okazało się wyrozumiałe… – dodaje nasz informator z Gorzowa.

###

Nie mniejszym skandalem groził wypadek samochodowy, któremu ulegli dwaj młodzi, niedawno wyświęceni wikariusze. Kierujący pojazdem wyszedł z kolizji bez szwanku, ale jego pasażer doznał bardzo ciężkich obrażeń ciała:

– Niepokalana przywróciła mi życie – opowiada teraz ksiądz o swoim „cudownym” ocaleniu, wmawiając małoletnim oazowiczom, że wrócił do zdrowia wyłącznie za sprawą „cudownego medalika” i przynależności do „Rycerstwa Niepokalanej”.

Jego towarzysz jest bardziej wstrzemięźliwy i nie komentuje publicznie fatalnego wydarzenia, tudzież nadprzyrodzonej opieki. Czyżby obawiał się, że sprowokuje do wynurzeń któregoś z zajmujących się wypadkiem policjantów?

– Pojazd był zmasakrowany i trzeba go było rozcinać, żeby wyciągnąć pasażerów. W środku było też kilka kaset wideo. Okazało się później, że przedstawiały obu tych panów w niezwykle jednoznacznych i wyjątkowo nieapetycznych męsko-męskich sytuacjach seksualnych. Gadżety te nie miały oczywiście znaczenia dla sprawy, więc zostały zwrócone. Odebrał je jakiś przedstawiciel kurii biskupiej – wspomina funkcjonariusz lubuskiej policji.

###

W jaki sposób dżentelmeni darzący się czystą męską „przyjaźnią” przebrnęli przez rygorystyczne (?) seminaryjne sito, mające dać gwarancję, że uzyskali „dojrzałość emocjonalną, umożliwiającą utrzymywanie właściwych relacji z mężczyznami i kobietami” (cyt. za watykańską „Instrukcją dotyczącą kryteriów rozpoznania powołania w odniesieniu do osób o skłonnościach homoseksualnych w perspektywie ich przyjęcia do seminarium i dopuszczenia do święceń”)?

– Obawiam się, że pasterz zupełnie nie panuje nad sytuacją w seminarium. Wielu księży skierowano do Paradyża (siedziba uczelni – dop. red.) niejako na siłę, gdyż nie radzili sobie na parafiach – ocenia świeżo wyświęcony neoprezbiter, który specjalnie dla „FiM” wystawia niedawnym przełożonym takie oto minicenzurki:

# ksiądz rektor Ryszard Tomczak – mimo trzech prób, wciąż bez habilitacji. Potrafi wyrzucić kleryka z seminarium bez podania przyczyny;

# wicerektor ks. dr Andrzej Oczachowski – po wyświęceniu przez trzy miesiące był wikariuszem, ale okazało się, że w ogóle się nie nadaje do duszpasterstwa, więc dla świętego spokoju wysłano go na studia;

# wychowawca kleryków ks. dr  Z.K. – usunięty z parafii w Międzyrzeczu, pozostaje pod opieką psychoterapeuty;

# ojciec duchowny ks. Piotr Spychała – jako diecezjalny egzorcysta, wszędzie widzi diabła. Nawet na stronach gazet;

# dyrektor administracyjny ks. Paweł Bryk – musiał odejść z zakonnego Seminarium Duchownego Księży Misjonarzy, z wielkim trudem ukończył studia w Paradyżu;

# wykładowca ks. dr Jan Balabus – każdy wykład zaczyna od zbereźnego kawału i podobnie kończy. Uwielbia mówić o seksie i kobietach.

Nasz rozmówca dodaje:
– Złodziejstwo było w ubiegłym roku najbardziej dokuczliwą z plag, jakie spadły na seminarium. Klerycy okradali się wzajemnie nie tylko z pieniędzy. Zdarzyła się nawet kradzież Pisma Świętego! Rektor, zamiast zgłosić to draństwo policji, zaprosił swojego znajomego funkcjonariusza, który prowadził prywatne śledztwo, zbierając nawet od niektórych kleryków odciski palców.

Miary kłopotów biskupa Dyczkowskiego dopełnia fakt, że jego podkomendni coraz częściej podejmują radykalne decyzje o porzuceniu sutanny. Ostatnio zdecydowali się na ten krok m.in. księża:

# Rafał Sz. – odszedł tuż po uzyskaniu święceń kapłańskich. Wspólnie ze swoją życiową partnerką mieszka we Wrocławiu;

# Andrzej S. – oddalił się w nieznanym kierunku ze Wschowy, zaś Rafał M. opuścił bez zezwolenia parafię w Szprotawie;

# Roman M. – wytrzymał w kapłaństwie trzy lata. Ostatnio był widziany w Świebodzinie;

# Andrzej B. – referent ds. powołań (sic!) seminarium duchownego w Paradyżu. Porzucił katolicyzm i został pastorem Kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej.

# Największą wszakże sensacją była niedawna ucieczka na wolność księdza doktora Roberta S., wykładowcy seminarium duchownego w Paradyżu i uznanego w Polsce autorytetu w dziedzinie katechezy (m.in. członek specjalnego zespołu, powołanego przez Konferencję Episkopatu Polski do opracowania nowych programów katechizacji i podręczników). Pan Robert osiedlił się niedawno na Sycylii, gdzie cieszy się towarzystwem pewnej – znanej redakcji – uroczej damy.

Nie mogą natomiast marzyć o śródziemnomorskim klimacie:

# ks. H. B. – biskup Dyczkowski musiał go pilnie ewakuować ze Słubic i schować w maleńkiej parafii nieopodal K. Powód? Wielebnemu groziło poważne niebezpieczeństwo, gdyż nawiązał zbyt intymny kontakt z panią, której mąż otrzymał nieoczekiwanie warunkowe przedterminowe zwolnienie z reszty kary pozbawienia wolności;

# ks. Henryk F. – mieszkający w prywatnym mieszkaniu w Międzyrzeczu. Nie przyjęto go do Domu Księży Emerytów z powodu… zbyt złego stanu zdrowia (upośledzenie po przebytym wylewie). Nie wolno mu nawet odprawiać mszy w miejscowym kościele, ale całe szczęście, że duchowny ma pod bokiem szpital wyposażony w kaplicę, a dyrekcji placówki nie przeszkadza, że – odrzucony przez współbraci w kapłaństwie – trochę sobie nieszczęśnik poodprawia…

###

W Międzyrzeczu są trzy parafie, a proboszczem największej z nich – pod wezwaniem św. Wojciecha – jest od sierpnia 2005 r. ksiądz kanonik Ryszard Kolano. To postać bardzo znana w diecezji:

– Miał zostać szefem Caritasu, ale prawdopodobnie zaszkodziły mu nieciekawe komentarze wypływające z nadopiekuńczości w stosunku do ładnych kleryków odbywających u niego praktyki. Kierownictwu seminarium nie spodobało się, że kupował niektórym chłopakom drogie prezenty, więc – na wszelki wypadek – praktykantów wysyła się teraz w Międzyrzeczu do parafii Jana Chrzciciela – twierdzi nasz informator zbliżony do kurii biskupiej.

Księdza kanonika odwiedzili niedawno pedagodzy z położonego nieopodal plebanii Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. Opowiedzieli o podopiecznym z chorobą nowotworową, którego stan zdrowia bardzo się pogorszył, przez co wymaga częstych podróży do Warszawy, na chemioterapię w Centrum Zdrowia Dziecka. Chłopiec pochodzi z dramatycznie biednej rodziny mieszkającej w obrębie parafii i nauczycielom wydawało się, że ks. Kolano być może zechce wspomóc ich w zbiórce pieniędzy na ratowanie chorego.
Wielce się pomylili:

– Dowiedziawszy się, skąd chłopiec pochodzi, proboszcz powiedział: „Ta wieś jest do odstrzału, zbieram tam tylko 8 złotych na tacę, a wszystko muszę kupować sam. Jeżdżę tam co niedziela, a nawet za paliwo mi się nie zwraca”. Na wieść o tym, że chłopiec ma 14 lat i jest chory na raka, ksiądz stwierdził, że jest to jego problem. „Ja też jestem chory i to jest problem tylko mój i mojej rodziny w Kanadzie” – powiedział, po czym podniósł koszulę, żeby pokazać, jak to go ostatnio jakiś profesor pokroił. Mówił wiele bardzo przykrych słów pod adresem biednych ludzi. Prawdę powiedziawszy, nie przyszłoby mi do głowy odnosić się tak do kogokolwiek. Ten człowiek zachowywał się po prostu obrzydliwie. Nawet nie pomyślał o tym, żeby odwiedzić ciężko chorych ludzi i jeżeli już parafia naprawdę nie ma czym, to wspomóc ich choćby dobrym słowem, bo takowe jest im równie potrzebne, co wsparcie materialne – zauważa pani Maria, nauczycielka ośrodka w Międzyrzeczu.

No proszę, a ładnym klerykom nie odmawiał…

###

Powtórzmy pytanie: czy to wszystko, czego musi się wstydzić naczelny pasterz diecezji? Odpowiedź brzmi: nie! Już za tydzień opiszemy i udokumentujemy wstrząsającą historię sutannowego – przypominającego guru niebezpiecznej sekty – „kosiarza umysłów” z pewnej gorzowskiej parafii. Deprawacja młodych kobiet, manipulacja prokuraturą… Przez sześć lat istnienia „FiM” jeszcze się nie natknęliśmy na podobny przypadek!

[2007] FaktyiMity.pl Nr 1(357)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: