FiM – Bóg w dom

W niewielkiej wsi na Śląsku toczy się wielki bój o własność. Są pierwsze ofiary.

W latach 50. XX w. dziadek Ilony Gajewskiej zgodził się, aby na jego gruncie, przy wiejskiej drodze i tuż pod oknami jego domu, powstała kapliczka. Ludzie ze wsi byli zachwyceni, bo mieli gdzie przychodzić na modły. Przez kolejne lata był spokój, rodzina Gajewskich kaplicą nie tylko się opiekowała, ale i nie miała nic przeciwko temu, żeby mieszkańcy wspólnymi siłami ją rozbudowywali.

Sytuacja się zmieniła, kiedy w parafii nastał ksiądz Jacek Kawala. Wyraźnie uwierało go, że budynek oraz grunt nie należą do parafii, tylko do Gajewskich. W końcu postanowił kaplicę przejąć. „Działając w imieniu parafian z miejscowości Złożeniec, zwracam się z prośbą o przekazanie gruntu, na którym jest posadowiona kaplica. Przekazanie gruntu może być w formie darowizny lub sprzedaży na rzecz parafii rzymskokatolickiej w Strzegowej. Proszę o odpowiedź pisemną w ciągu 14 dni. Brak odpowiedzi w tym terminie będzie traktowany jako odmowa”– napisał proboszcz w 2007 r.

Gajewscy pismo zignorowali. Zasugerowali za to proboszczowi, aby sobie kaplicę zabrał i postawił w takim miejscu, które ich życie uczyni znośnym (kaplica została zaopatrzona w głośnik, z którego każde słowo do dziś płynie wprost do dużego pokoju Gajewskich; nawet wówczas, gdy zamkną okna). Taka bezczelność nie pozostała bez odzewu. Pierwsza sprawa, jaką ksiądz Kawala wytoczył rodzinie Gajewskich, była o zasiedzenie. Mimo iż nie potrafił wykazać nawet tego, że to parafia była inwestorem, pierwszą instancję na lokalnym gruncie wygrał. Gajewscy od wyroku się odwołali, wskazując, że zgoda na posadowienie kapliczki, jaką wyraził ich przodek, nie jest bynajmniej równoznaczna z wyzbyciem się prawa własności gruntu, na którym ona stoi. Niezależny Sąd Okręgowy w Częstochowie uznał, że „zebrany w sprawie materiał dowodowy nie daje podstaw do przyjęcia, że wnioskodawca był samoistnym posiadaczem przedmiotu zasiedzenia”. Mówiąc wprost – ksiądz Kawala nie ma do kaplicy ani do gruntu, na którym ona stoi, żadnego prawa, a Gajewscy są ich właścicielami.

No ale to przecież niemożliwe, żeby jedna rodzina stawiała się szeryfowi całej okolicy!

###

– Zostawcie w spokoju naszą kapliczkę – tymi słowami wita nas leciwa sąsiadka Gajewskich. Jest wyraźnie zdziwiona, kiedy dowiaduje się, że kapliczka nie jest „ich”, tylko – na mocy postanowienia niezawisłego sądu – sąsiadów. Tego bowiem ksiądz Kawala dokładnie swoim fanom nie wyjaśnił.

Ani jego, ani mieszkańców wsi wyrok nie zniechęcił. Wciąż przy budynku wykonywali prace szumnie określone mianem modernizacyjnych, naruszając tym samym prywatną własność, bo Gajewscy zgody na żadne roboty nie wyrazili, o czym zresztą poinformowali ks. Kawalę na piśmie.

Ponieważ z żadnej strony nie udawało się przeciwnika osłabić, w końcu zwolennicy proboszcza posunęli się do czynów bardziej radykalnych. Pod osłoną nocy ktoś ściął rosnące na podwórku Gajewskich drzewo tak, że upadło na ogrodzenie (patrz fot. po prawej). Ksiądz Kawala natychmiast złożył na policji zawiadomienie o zniszczeniu mienia na szkodę… parafii. Konkretnie – murku oporowego przy kaplicy należącej do parafii rzymskokatolickiej w Strzegowej. Problem w tym, że zarówno to mienie, jak i sama kaplica według orzeczenia sądu należy do Gajewskich, co przytomnie zauważył funkcjonariusz, odmawiając wszczęcia dochodzenia. O umorzeniu zdecydowała również prokuratura, bo przecież – jak doszli do wniosku śledczy – jeśli właściciel nie wnosi sprawy o zniszczenie mienia, to… sprawy nie ma. Postępowanie sprawdzające zostało więc umorzone, a prokurator od czynności odstąpił.

Czy to koniec? Otóż nie. Na początku 2011 roku Gajewscy zostali wezwani na policję jako podejrzani w sprawie o… zniszczenie mienia w postaci murku oporowego przy kaplicy należącej do parafii rzymskokatolickiej w Strzegowej.

– Ja w ogóle nie rozumiem tego zarzutu, bo nawet gdybyśmy rzeczywiście dokonali jakichś zniszczeń, to przecież mienia, które należy do nas, a nie do parafii – mówi Ilona Gajewska. To nie przeszkadzało sądowi w Zawierciu wydać wyroku w trybie nakazowym i skazać Gajewskich na grzywnę i odszkodowanie. Napisali sprzeciw. Sprawa jest w toku (kolejne jej odsłony przewidziano na 3 i 14 lutego br.).

###

Gajewscy doszli w końcu do wniosku, że aby odzyskać spokój, muszą się kaplicy ze swojej ziemi raz na zawsze pozbyć. Ponieważ budynek jest samowolą budowlaną, wystąpili do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Zawierciu z wnioskiem o rozbiórkę. Na odpowiedź czekali 7 miesięcy! Przyszła. Nieco niechlujna, bo zamiast o działce w Złożeńcu pan inspektor pisze o działce w Żarnowcu. No i oczywiście nie wyraża zgody na to, aby kaplicę rozebrać, bo – jak argumentuje – „nie stwarza realnego zagrożenia życia, mienia i środowiska, a nadto nie szpeci swym wyglądem otoczenia”.

Odwołali się więc do Wojewódzkiego w Katowicach. Okazało się, że „organ I instancji nie mógł wydać decyzji w takim kształcie i treści, jak podjęta w niniejszej sprawie”. To znaczy, że pan inspektor Bugaj nie miał prawa usunięcia samowoli odmówić, a sprawę dostał do ponownego rozpatrzenia. Na kolejną decyzję Gajewscy czekają jak na razie czwarty miesiąc. Zapytaliśmy więc inspektora Bugaja, nad czym się tak długo zastanawia. Do czasu oddania tego numeru „FiM” do druku nie odpowiedział, tłumacząc się nawałem pracy…

###

W czasie gdy inspektor Bugaj prowadził swoje postępowanie, Ilona Gajewska postanowiła stawić czoła panu kościelnemu, który w najlepsze oporządzał teren wokół kaplicy. Zgodnie z orzeczeniem sądu należy on do Gajewskich, w związku z czym bez ich zgody nikt nie ma prawa na niego wchodzić. Po krótkiej pyskówce oberwała w tył głowy dwumetrową poziomicą. Straciła przytomność i ze stłuczeniem głowy, skręceniem kręgosłupa szyjnego, stłuczeniem stawu łokciowego oraz obu ud trafiła do szpitala w Zawierciu. Kiedy tylko ją stamtąd wypuścili, złożyła zawiadomienie o pobiciu. Sprawa trafiła do prokuratury, a wraz z nią… świadkowie domniemanego sprawcy. Za kościelnym stanęło pół wsi. Gajewska miała zeznania ojca oraz dowody, m.in. zdjęcia podważające prawdomówność niektórych świadków; wykazała również, że ich zeznania się wykluczają.

W pierwszej instancji poległa. W drugiej – sąd uznał jej racje. Miało dojść do konfrontacji, ale kościelny wciąż przedkłada zwolnienia lekarskie. Na rozprawy się nie stawia, ale pogrzeby obsługuje, samochodem jeździ oraz… porządkuje teren wokół kaplicy. Iwona Gajewska pozostaje pod stałą opieką neurologa i ortopedy.

###

Wobec braku szans na porozumienie z księdzem Kawalą Gajewscy napisali do biskupa: „Szanowny Księże Biskupie. Ze strony księdza proboszcza są podejmowane działania, które noszą znamiona nadużywania prawa do korzystania z cudzej własności, np. zwielokrotniono nagłośnienie mszy, co uniemożliwia mieszkańcom normalną egzystencję. Ksiądz Biskup, jako zwierzchnik księdza proboszcza, zapewne znajdzie sposób, aby wyjaśnić mu, że w świetle ogólnie obowiązujących zasad współżycia społecznego poszanowanie cudzej własności jest normą powszechnie stosowaną i akceptowaną”. Biskup oczywiście nie widzi żadnych przeszkód, żeby kaplica stała jak stoi, a ksiądz ziemię zasiedział.

Kaplica mogłaby stanąć na cmentarzu, takie zresztą kiedyś były plany. Czy nie byłoby miłosierniej budynek z gruntu Gajewskich zabrać i skończyć trwający od lat konflikt, który zamiast ku końcowi coraz bardziej się zaognia? O to zapytaliśmy księdza Kawalę. – Nie znam tej sprawy, jestem zagubiony – odpowiedział. Z księdza Kawali to jest w ogóle niezły jajcarz, biorąc pod uwagę, że najpierw zaproponował Gajewskim wykupienie ich gruntu za 1750 zł, a obecnie za bezumowne zeń korzystanie płaci im 10 zł na miesiąc…

[2012] FaktyiMity.pl Nr 5(622)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: