FiM – Łassuch

Nie tylko gangsterzy wpadają przez niesprawiedliwy podział łupów. Podobna przygoda zdarzyła się niezwykle wpływowemu kapłanowi z Konina i ludziom, którzy w szlachetnej idei upatrują sposobu na dostatnie życie.

Ksiądz infułat Antoni Łassa, dziś już emerytowany proboszcz parafii św. Maksymiliana Kolbego w Koninie, to taki mini-Jankowski. Od prałata z Gdańska różni się rozmachem w działaniu, nie ma swojego „Kajtusia”, no i trudno mu zarzucić chorobliwą megalomanię. Ale łeb do interesów ma porównywalny.

W 1989 r. Łassa wespół z ówczesnym senatorem Kazimierzem Brzezińskim (wypromowanym przez „Solidarność” lekarzem ortopedą styropianowcem) wymyślił, żeby założyć w Koninie fundację. We dwóch zrobili zrzutkę po 62,5 zł (w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze) i powołali Fundację Pomocy Bliźnim. Zaczęli od dystrybucji lekarstw pochodzących z darów, rozdawnictwa bonów żywnościowych do barów mlecznych i temu podobnej drobnicy. W przyszłość patrzyli jednak z optymizmem, bo pleban sprawował rządy w mieście, zaś Brzeziński miał układy w Warszawie.

Przez kilka lat ksiądz pilnował interesu, a doktor smakował kariery politycznej. Nie wychodziło mu to najlepiej, bo już w maju 1990 roku „Solidarność” pozbawiła go wotum zaufania, a rok później wystąpił z Unii Demokratycznej obrażony, że nie klepnęli jego kandydatury na drugą kadencję parlamentarną. Później wielokrotnie starał się przewodzić rozmaitym akcjom protestacyjnym i strajkom, dzięki czemu (w sierpniu 1998 r.) dla świętego spokoju dali mu posadę dyrektora Wydziału Przekształceń w Ochronie Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Koninie.

No i zaczął przekształcać. W czerwcu 1999 r. stanął na czele rady Fundacji „Specjalistyczne Centrum Promocji i Ochrony Zdrowia”, powstałej z zamysłem sprywatyzowania jedynego w mieście szpitala publicznego. Niestety, ostra akcja protestacyjna mieszkańców
Konina rozbiła przygotowany w tajemnicy scenariusz doprowadzenia zadłużonego szpitala do likwidacji i wykupienia go za byle co.

Ale poza tym dyrektorska posada Brzezińskiego bardzo wyszła fundacji na zdrowie. Bo choć powszechnie wiadomo, że nikt lepiej od osoby duchownej nie potrafi pomnożyć majątku, to przecież nawet Łassa nie jest takim cudotwórcą, żeby wyjściowe 125 zł przekształcić w dzisiejszy majątek fundacji, czyli 6 aptek, sklep z akcesoriami medycznymi, przychodnię lekarską oraz specjalistyczne Centrum Rehabilitacji i Fizykoterapii.

Pierwsze kłopoty w interesach pojawiły się wraz ze zgrzytami  w małżeństwie doktora. Trudno powiedzieć, jaką rolę odegrał tu Łassa, nazwany przez dzieci wspólnika „wujkiem Antonim”. W każdym razie ksiądz od bardzo wielu lat przyjaźni się z Bożeną Brzezińską (i to nie tylko z tytułu prowadzenia przez nią Ośrodka Kultury Chrześcijańskiej w Koninie…),  a sprawa rozwodowa doktorostwa jest już sądzie.

Ale wróćmy do pieniędzy.
Gdy fundacja warta była miliony, Łassa tak ustawił jej kierownictwo, żeby broń Boże nie stracić z oczu choćby złotówki. Z kolei ów zarząd powołał na swojego pełnomocnika do spraw majątkowych żonę doktora. Obrotna kobitka, pedagog z wykształcenia, szybko zapewniła dostatek dzieciom oraz zięciowi, sobie zostawiając tylko 3 samochody, aptekę oraz kilka nieruchomości. Przy okazji procedury rozwodowej okazało się, że z tego majątku doktorowi (dzięki stosownym zapisom notarialnym) przypada… zero procent. Czy można się dziwić, że facet nie zdzierżył?

Pod koniec czerwca Prokuratura Rejonowa w Koninie otrzymała zawiadomienie o przestępstwie. Brzeziński wraz z dwiema członkiniami zarządu fundacji zarzuca byłemu przyjacielowi i wspólnikowi, ks. Łassie, oraz jego totumfackim, że „sporządzili 6 fałszywych uchwał dotyczących działalności gospodarczej”, co w przełożeniu na język potoczny oznacza po prostu, że wyczyścili kasę.

– Przestaję być przykrywką dla działań niezgodnych z prawem, szkodzących fundacji i niweczących jej cele. Każdy, kto uważa się za uczciwego człowieka, poświadczy, że w ostatnich latach fundacja nie wykonywała swoich działań statutowych, a działalność charytatywna została ograniczona do minimum – spowiada się doktor.

Oskarżeni o przekręty stanowczo odpierają zarzuty:
– Żeby w naszej fundacji były nieprawidłowości interesujące prokuratora? Pierwsze słyszę! – dziwi się ks. Łassa.
– Mój mąż próbuje położyć rękę na pieniądzach fundacji i zawłaszczyć je na wyłączne potrzeby przychodni, którą kieruje – zapewnia Brzezińska.

Jak jest naprawdę, chyba nikt postronny się nie dowie, bo kilka dni po zawiadomieniu organów ścigania zdeterminowany – zdawać by się mogło – doktor nieoczekiwanie wycofał zarzuty. Dlaczego? Usiłowaliśmy zadać mu to pytanie. Brzeziński kilkakrotnie przekładał termin rozmowy, a w końcu przestał odbierać telefon…

Z Konina dochodzą nas też sygnały, że ksiądz infułat intensywnie zabiega, aby prokuratura potraktowała oskarżenia jako niebyłe. Sprawę oczywiście zatuszują, bo nic tak nie łagodzi sporów jak strach przed ujawnieniem prawdy.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 28(227)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: