FiM – Niebezpieczne związki

„Seks to nie grzech, więc nie ma co się go wstydzić” – mówi o. Ksawery Knotz,  znany z propagowania cielesnych uciech. Nic więc dziwnego, że wielu jego kolegów po fachu postanawia przekonać się na własnej skórze o tym, że seks jest boski.

One są prawdziwe. Kobiety z krwi i kości. Myślą, czują, ufają, no i kochają. Z tym że akurat uczucia ulokowały niezbyt szczęśliwie. Dlaczego? Bo przysyłał cudowne SMS-y, bo był czuły, bo wysłuchał… Powody, dla których kobiety decydują się na związki z księżmi, są przeróżne. Tak samo zresztą jak historie, które opowiadają.

To nie był romans. Monika była w związku z księdzem przez 12 lat. Obiecywał, że się nią zaopiekuje, mówił, że będą razem do końca życia. Ufała, bo to przecież duchowny, ktoś, kto jest najbliżej ludzkich spraw i ludzkiego serca. Przyznaje, że ciężko się pozbierać. Trudno uwierzyć, że on, ksiądz, postąpił jak pospolity drań. Odwrócił się na pięcie i odszedł bez słowa. Do młodszej i bogatszej. Takiej, która zostawiła dla niego męża, dzieci i poukładane życie. Postawiła wszystko na jedną kartę i przyjechała na Pomorze. Żeby być blisko niego.

Monika czuje się jak zbity pies. Ale wciąż kocha. Nie potrafi nienawidzić. – Zawsze twierdził, że nie należy do żadnej kobiety, tylko do Boga. Może dlatego miał ich, to znaczy kobiet, tak wiele… – zastanawia się. O tym, że nie jest i nigdy nie była jedyną w jego życiu, dowiedziała się, kiedy już się rozstali.

To rozstanie przypłaciła zdrowiem, bo miłość była dla niej najważniejsza – nawet ta zakazana. Nigdy go nie zdradziła, nigdy nie pomyślała, że on może zdradzić ją. Teraz, na fotelu w gabinecie psychologa, stara się naprostować pokręcone życiowe ścieżki. Jako kobieta czuje się jednak nikim. Zerem.

###

Życie w kłamstwie, nierozwaga, brak szczęścia, no i wieczne ukrywanie się z uczuciami – takich określeń używa Zuzanna, kiedy wspomina swój związek z księdzem.

„Unieszczęśliwiałam tym uczuciem siebie, jego i wszystkich ważnych dla mnie ludzi. Dziś jestem zwyczajną osobą, której łatwo jest zgubić się w szarym tłumie. Dziś mam te same problemy i te same radości, które dotykają większość ludzi. Dziś jestem wolna od kłamstw” – pisze na stworzonym ku przestrodze blogu „ja grzesznica”.

Ją z grzesznych objęć wyrwała nieoczekiwana miłość do „zwykłego” faceta. To on dał jej siłę.

###

Monika nie miała tyle szczęścia. Ona poza swoim ukochanym świata nie widziała. I chociaż przyznaje, że „taki związek” to duże obciążenie, zwłaszcza dla osoby wierzącej, nie oparła się pokusie. Monika wierzy. A jednak…

Poznali się – jak tysiące innych par – na imprezie u wspólnych znajomych. Tańczył, adorował, pił alkohol, no i proponował seks. Wtedy się nie zgodziła. Ale spotkali się znowu – ona tuż po rozstaniu z innym mężczyzną, on jako młody proboszcz, poświęcony Bogu. Tym różnił się od innych. Przyciągał ją do siebie niczym magnes. Co ją zafascynowało? Słowa. Umiał mówić tak, że czuła się wyjątkowa. Obiecywał, że zrzuci dla niej sutannę. Wierzyła. Dziś wie, że naiwnie. Bo właściwie nie liczyła się ona, tylko jej ciało.

Te kilkanaście lat spędzonych wspólnie to zagraniczne wojaże (na wycieczki jeździli zwykle za granicę, bo w kraju ktoś mógłby go rozpoznać) oraz czas spędzany u niego na plebanii. Gotowała, sprzątała, prasowała. Snuli plany na wspólną przyszłość. Szybko przestał być dla niej księdzem, a stał się po prostu mężczyzną. Naciskała, żeby wybrał jedną drogę. Wykręcał się, mówił, że musi jeszcze zarobić. Wtedy wracała do swojego mieszkania. Po każdej takiej kłótni dzwonił, pisał SMS-y i mejle. Przepraszał, obiecywał poprawę. Ona wracała. No i to była namiastka prawdziwego życia we dwoje.

###

Maria zna to uczucie. Jako „kancelistka” z księdzem żyje od ponad 20 lat. Dla siebie są mężem i żoną. Obydwoje nie wyobrażają sobie, że mogłoby być inaczej. Kłócą się, spierają, ale kochają. Razem prowadzą swoje podwójne życie. On dba o parafię, remontuje, rzuca się w wir pracy. Wieczorami, kiedy już zdejmuje uciskającą sumienie koloratkę, jest czułym kochankiem i oddanym mężczyzną. Ona wie, że jeśli kiedyś go zabraknie, Kościół jej nie pomoże. Bo przecież biskupów nie obchodzą losy kobiet ani tym bardziej to, co się z nimi stanie po wielu latach wspólnego życia u boku jednego z nich. Najważniejsze, żeby zatuszować sprawę przed ludźmi. Nie może spokojnie myśleć o przyszłości, dlatego żyje teraźniejszością. Jak tysiące podobnych jej kobiet u boku księży – nie ma siły, żeby odejść.

###

Kobiety, które opowiadają o swoim życiu w cieniu ukochanego księdza, różni wiele. Jedno je natomiast łączy – chcą o swojej przygodzie mówić, aby przestrzec te, którym wydaje się, że w ich historii będzie happy end. Żeby nie cierpiały, bo każdej się zdaje, że jest tą jedyną. Zazwyczaj nie jest.

Monika mówi, że nie ma wyrzutów sumienia. Za to naiwność to chyba jej największy grzech: – Chcę, żeby wpatrzone w nich kobiety miały świadomość tego, jak jest po drugiej stronie. Że życie z księdzem to nie sielanka. Chciałabym uświadomić tym niby-żonom, jaka jest prawda. Chciałabym im powiedzieć, żeby nie robiły tego, co ja zrobiłam kilkanaście lat temu. To brnięcie w ślepy zaułek.

Modlitwa kobiety kochającej kapłana Boże… Kocham człowieka, który jest kapłanem. Cieszę się, bo Tobie mogę spokojnie o tym powiedzieć… Ciebie to nie szokuje, nie gorszy. Ale mam, Boże, żal i nie rozumiem, dlaczego Twój Kościół stawia znak zakazu ludzkiej miłości tam, gdzie Ty jej przecież w swoim Słowie nie zabraniasz! Mój bliski pragnie i potrafi służyć Tobie i ludziom jako kapłan i równocześnie jest w nim pragnienie i zdolność kochania szczerą ludzką miłością kobiety – mnie… W jego osobie odkrywam bogactwo Twoich darów, na które – i to boli – Twój Kościół nie chce się otworzyć (…). I chociaż nasza wzajemna miłość nie przystaje do rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć, a która ludzkim tylko prawem przymusza kapłana do samotności, Ty ją chroń i umacniaj! Ty sam wiesz, jak bolesne jest dla mnie to, że muszę przed ludźmi ukrywać naszą miłość. Coś, co jest dla mnie tak ważne, co jest sensem życia, co je ubogaca, jest czymś pięknym, dobrym, radosnym, co jest znakiem Twojej obecności, co jest wypełnieniem Twoich słów! (…). Pragniemy normalnie realizować naszą miłość, okazywać ją sobie w prawdzie i wolności! Trudno mi znosić ciągłą tęsknotę, rozstania bez perspektywy. Mam dość udawania, ukrywania, smutku! Chcę szczęścia, dobra dla osoby, którą kocham, chcę być przy niej stale! (…) Widzę przed nami mur ludzkich schematów, mitów, ambicji, zastraszających wizji braku pracy (…). Boże, to nas nierzadko przerasta… Proszę Cię o odwagę! (…). Mam nadzieję wbrew nadziei, że zwyciężymy i że wszystko, co potrzebujemy do wspólnego życia, będzie nam dane!
(Źródło: http://www.prezbiter.pl)

O życiu u boku księdza „FiM” rozmawiają z profesorem Zbigniewem Izdebskim, seksuologiem.
– Dlaczego kobiety decydują się na związki z księżmi, zwykle skazane na niepowodzenie?
– Najczęstszym motywem jest miłość. Także wsparcie, jakiego samotna kobieta doznaje ze strony księdza, czasami przeobraża się w głębsze uczucie. Istnieją również kobiety, które pozostają w takich związkach z wyrachowania. Wówczas ksiądz występuje w roli sponsora.
– Niepewność, brak stabilizacji i niespełnienie – to tylko niektóre czynniki, które nie pozwalają osiągnąć szczęścia…
– Związek tego typu nie zawsze jest w pełni ukrywany. Są wspólne wyjścia, wyjazdy, a nawet – co zwykle pozostaje tajemnicą poliszynela – dzieci. Fakt, przebywa się w środowiskach, które są dyskretne, a co więcej – akceptują taki związek.
– To może po prostu sutanna jest fetyszem?
– Dla niektórych osób tak. Sięgamy po coś, co jest zakazane, a przez to może być bardziej ekscytujące. Tym bardziej, że ksiądz w określonym środowisku często jest osobą znaczącą.
– Tym bardziej dziwi, że księża decydują się na podwójne życie.
– Są tylko ludźmi. Idąc do seminarium, prawdopodobnie nie zakładają, że znajdą się w jakimś związku.
A jednak okazuje się, że zawód, który wybrali, przerósł ich. Nie radzą sobie z własną seksualnością. W Polsce mamy słaby system edukacji seksualnej. Zrozumienie własnej seksualności to ogromna sztuka i ciężka praca. Księża często wiedzę opierają na teologii moralnej. Gdyby mieli dobre podstawy z zakresu seksuologii, to pozwoliłoby im lepiej zrozumieć siebie i sadzę, że niektórzy rezygnowaliby z formacji już na etapie nauki w seminarium. Nie brnęliby w stan duchowny. Nie wszyscy mają takie samo powołanie, taki sam dar. Dla niektórych popęd okazuje się silniejszy od rygorów i nakazów moralnych.

[2010] FaktyiMity.pl Nr 51.52(563.564)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: