FiM – Odloty z kukułczych gniazd

Lipiec to w Kościele okres intensywnych ruchów kadrowych. Ale także pikiet i demonstracji wiernych, którzy domagają się głosu w sprawie obsady parafii.

Rokrocznie – przy każdym wypuście absolwentów seminariów duchownych – w diecezjach następuje wielkie pakowanie manatków. Gdy trzeba stworzyć w parafiach miejsce dla młodych wilczków, niejeden proboszcz wykorzystuje okazję, żeby pozbyć się ambitnego wikarego. Sam też może wylecieć za burtę odesłany na emeryturę lub zesłany za pijaństwo czy dziwki (płci obojga) do Mysich Piczek. Dla pokornych cieląt są awanse – przeniesienia do zasobniejszych parafii.

I właśnie na początku lata biskupi z obawą oczekują wieści, czy ich polityka kadrowa nie wywołała gdzieś buntu wiernych i gorszącego rozgłosu, przy okazji którego wyciągane są wszelakie brudy. W tym sezonie kilku diecezjalnych pasterzy doczekało się.

Ksiądz Andrzej Szczepański, proboszcz parafii w Krzywinie (archidiecezja poznańska), podpadł abp. Stanisławowi Gądeckiemu za „brak troski o wspólnotę neokatechumenalną”, uznawaną w lokalnej społeczności za sektę (por. „FiM” 27/2004). No i z dniem 1 lipca br. ksiądz Szczepański miał zameldować się w traktowanej jak karna parafii w Sobocie. Kilkuset mieszkańców Krzywinia ogłosiło akcję protestacyjną:

– Biskupowi nie podoba się, że nasz ksiądz bierze co łaska, a od biednych wcale. Pewnie też do kurii mniej zasyła. Nie pasuje kolegom, bo przecież księża z sąsiedztwa są tacy pazerni, że niedługo VAT zaczną doliczać do sakramentów. Wszyscy – oprócz naszego – podnieśli stawki, jak weszliśmy do Unii – twierdzili ludzie zebrani pod kościołem.

Jak to zwykle bywa, do kurii udała się grupa parafian. Po długim oczekiwaniu pod drzwiami gabinetów zechciał ich wreszcie przyjąć biskup sufragan Zdzisław Fortuniak, który uprzytomnił delegatom odwieczną prawdę, że „Kościół to interes, w którym wszystko się rozpieprzy, jeśli wszyscy będą rządzić”. Ostatecznie sprawę załatwiono polubownie: abp Gądecki spuścił z tonu i zamiast parafii w Sobocie zaproponował proboszczowi znacznie „tłuściejszą” – w Gościeszynie. Z kolei ks. Szczepański złożył oświadczenie, że protest wiernych nabrał zbyt poważnych rozmiarów i w związku z eskalacją wydarzeń nie widzi możliwości pozostania w dotychczasowej parafii. A mieszkańcy Krzywinia, nie wiedzieć czemu, czują się oszukani.

O wiele lepiej powiodło się natomiast parafianom z Lipy (powiat Stalowa Wola) w diecezji sandomierskiej. Swojego wikarego, księdza Rafała Boryckiego, który dostał skierowanie do innej parafii, pilnowali dzień i noc przed „tymi z kurii”. Specjalne straże uruchamiały dzwony kościelne, gdy ktokolwiek obcy usiłował przeniknąć na plebanię.

– Chcemy, żeby ksiądz Rafał został proboszczem, a obecny, ks. Władysław Kozak, przeszedł na emeryturę. Młodemu księdzu należy się u nas probostwo, a staremu – godna emerytura – domagali się mieszkańcy wsi. Nie pozwolili wikaremu pojechać z delegacją do kurii w Sandomierzu na rozmowy z ordynariuszem w przeświadczeniu, że pod presją biskupa Andrzeja Dzięgi będzie musiał tam zostać. No i wygrali: do Lipy przyjechała kuria w osobie kanclerza, ks. Zygmunta Gila. Ten, choć mocno zniesmaczony postawą wiernych, przyznał, że biskup wycofał dekret o przeniesieniu młodego księdza.

Chłopak czuje pismo nosem, bo wcale się nie cieszy. Pozostał wikarym, ale wiadomo, że probostwa doczeka się na święty nigdy.

Mieszkańcom parafii Bokiny (diecezja łomżyńska) udało się wreszcie zmusić biskupa Stanisława Stefanka do usunięcia znienawidzonego proboszcza ks. Stanisława Dudka. Ten bronił się do upadłego i – mimo że ordynariusz wyznaczył już jego następcę, ks. Krzysztofa Dylnickiego – Dudek nie chciał opuścić plebanii.

– Wyjadę – powiadał – jak będzie dla mnie gotowa nowa parafia. W ostatnich dniach przed eksmisją wyraźnie prosił się o taczkę, bo – jeżdżąc samochodem po wsi – ostentacyjnie pokazywał wiernym język  i środkowy palec w geście znanym nawet w Bokinach.

– Biskup wielokrotnie nam przyrzekał, że go stąd zabierze. Wreszcie to zrobił, ale sam też wyszedł na krętacza. Było już tyle terminów… Zwodził nas i tyle – uważa jeden z pikietujących kościół.

O podobnych konfliktach pisaliśmy wielokrotnie. Te najnowsze ilustrują, że kościelna hierarchia wciąż nie dowierza, że coś się w Polsce zmieniło.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 28(227)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: