FiM – Rozmowy niedokończone

W kościelnym postępowaniu karnym ofiarę księdza najpierw przywołuje się do rozumu, a jeśli stawia opór, kolejnym etapem jest szantaż…

W czerwcu 2010 roku ordynariusz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej bp Stefan Regmunt oraz biskup pomocniczy Paweł Socha zostali oficjalnie zawiadomieni przez mieszkającą w USA Katarzynę P. (mężatka, matka dwojga dzieci), że jeden z podległych im proboszczów dopuścił się przed laty w stosunku do niej wielokrotnych aktów pedofilskich, a współcześnie, już za obopólną zgodą, nawiązał z nią romans. Poczucie winy i perypetie rodzinne będące następstwem znajomości z ks. Mirosławem doprowadziły kobietę na skraj samobójstwa. Specjaliści zdołali ją wyprowadzić z ciężkiej depresji, zaś swoje notatki i obserwacje z sesji terapeutycznych opracowali w formie ekspertyzy, która również trafiła do rąk biskupów (por. „Wychowanie do (po)życia” – „FiM” 4/2012). Katarzyna nie chciała od nich wiele: deklarując gotowość przedstawienia pełnego materiału dowodowego o swoim „wychowaniu” do seksualnego wykorzystania w dzieciństwie i obecnym łamaniu celibatu przez duchownego, oczekiwała jedynie potwierdzenia, że wiedzą. Nie miała cienia wątpliwości, że skoro wiedzą, to z pewnością podobnym przypadkom zapobiegną. Tak napisała…

Co powinien zrobić biskup?
Kodeks prawa kanonicznego stawia sprawę jednoznacznie: „Ilekroć ordynariusz otrzyma przynajmniej prawdopodobną wiadomość o przestępstwie, powinien sam lub przez inną odpowiednią osobę ostrożnie zbadać fakty i okoliczności oraz poczytalność, chyba że takie dochodzenie wydaje się zupełnie zbędne” (kan. 1717). Że była to wiadomość o przestępstwach, nie ma wątpliwości, bowiem „duchowny, który w inny sposób wykroczył przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu („nie cudzołóż” – dop. red.) (…) z osobą małoletnią poniżej lat szesnastu, powinien być ukarany sprawiedliwymi karami, nie wyłączając w razie potrzeby wydalenia ze stanu duchownego”. Tak powiada kościelne prawo (kan. 1395), formalnie bardziej restrykcyjne w kwestiach pedofilii niż polskie prawo świeckie, zamykające temat po przekroczeniu przez ofiarę granicy piętnastego roku życia.

A co bp Regmunt zrobił?
„Odbyła się rozmowa z osobą wspomnianą w liście. W ocenie biskupa kwestia dotyczy zainteresowanych osób i one powinny ten problem rozwiązać” – wyjaśnił nam ustami swojego rzecznika prasowego ks. Andrzeja Sapiehy.

Treści „rozmowy” ordynariusza z podwładnym nie znamy, ale potrafimy ją sobie wyobrazić na podstawie późniejszych wydarzeń. Zanim je odtworzymy, wróćmy na chwilę do USA…

Katarzyna należała do wieloetnicznej parafii św. Jadwigi Śląskiej w Trenton (New Jersey), zarządzanej przez księży o polskich korzeniach. Łączyły ją z tym ośrodkiem bardzo ścisłe związki, których przez wzgląd na dobro rodziny nie opiszemy. Możemy jedynie ujawnić, że kariera zawodowa jej męża Marcina, a tym samym los rodziny z dwójką maleńkich dzieci, były całkowicie (podkreślmy: całkowicie!) uzależnione od proboszcza księdza kanonika dra Jacka Labinskiego (w Polsce znany jako Łabiński – na zdjęciu u góry po prawej).

Labinski wywodzi się z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, a do USA przyjechał dwa lata po wyświęceniu. Początkowo tułał się jako wikariusz, aż wreszcie uzyskał posadę proboszcza parafii Wszystkich Świętych w Burlington, skąd w 2004 r. trafił do Trenton, gdzie wypasa i strzyże „owce” do dzisiaj. Często wpada do Polski. A to po odbiór doktoratu na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Opolskiego za epokowe odkrycie „Znaczenia studni w Księdze Rodzaju”, a to po godność kanonika konkatedry św. Jadwigi w Zielonej Górze, odebraną z rąk bpa Adama Dyczkowskiego (poprzednik bpa Regmunta) za szczodry sponsoring, lub po prostu po to, żeby złożyć rewizytę i trochę pobalować z kolegami, wśród których znajdują się najgrubsze ryby diecezji. Tenże Labinski wezwał Katarzynę na rozmowę. Było to w końcu lipca 2010 r., czyli zaraz po otrzymaniu przez biskupów listu opisującego wyczyny ks. Mirosława oraz ekspertyzy psychologa klinicznego Georga Kapalki, składającego cały swój profesorski autorytet pod określeniem kapłana mianem „pedofila i psychopaty”.

Kobietę coś tknęło i wzięła ze sobą dyktafon. Posiadamy pełne nagranie z ponadgodzinnego spotkania. Oto kilka najciekawszych fragmentów (cyt. z zachowaniem stenograficznej dokładności):
Labinski: – Musimy porozmawiać, bo dostałem prośbę z Polski, wiesz, o co chodzi dokładnie. Rozmawiałem z księdzem Mirkiem, on przysłał do mnie list. Wiem, że ty wysłałaś do biskupów listy. Czego ty chcesz?
Katarzyna: – Ja nie chcę o tym rozmawiać. Może się ksiądz zapoznać z opinią mojego psychologa. Doktora Kapalki.
– Kapałki?! Słuchaj, czemu ty księdza Mirka niszczysz?
– Absolutnie nie chcę rozmawiać na ten temat.

Katarzyna wybuchnęła płaczem i mimo początkowych oporów opowiedziała duszpasterzowi historię swojego molestowania w dzieciństwie oraz późniejszego uporczywego rozbijania jej małżeństwa przez ks. Mirosława.

Proboszcz na przemian przekonywał (wielokrotnie powtarzając te same argumenty), a także groził, zapowiadając wyciągnięcie konsekwencji przekreślających karierę męża kobiety oraz ostrzegając Katarzynę przed kompromitacją. Mówił:
– Przecież napisałaś do biskupów list, żeby usunąć go z parafii!
Dalej czytał na głos wynurzenia kolegi: „Napisała do biskupa Stefana i Pawła, żeby usunąć mnie z parafii, bo czuje się skrzywdzona w wyniku relacji, jakie zaszły między nami…”;
– O co ci chodzi? On uciął z tobą chirurgicznie, a ty chcesz go zniszczyć. Pisząc listy do biskupów, to go w takiej sytuacji stawiasz, żeby usunąć. Co ty chcesz osiągnąć, żeby go wyrzucili z kapłaństwa?! Z parafii?!”;
Dalej Labinski czyta: „Dałem się wciągnąć w ten związek. Owszem, kochaliśmy się, ale nic między nami nie było. Zarzuty są bezzasadne, nigdy nikogo nie molestowałem…”.

Z ciągu dalszego jasno wynika, że podejrzanego zapoznano z zeznaniem ofiary przed wszczęciem postępowania;
– Znaczy, chcesz go wysadzić ze stołka. Oni jeszcze do mnie nie dzwonili, ale będą cię dalej ścigać o zeznania. To nie jest tylko kwestia przyznania się, że powiesz biskupowi pod biurkiem. To jest sprawa do prokuratora! Biskup ma obowiązek zawiadomić. Nie może do szuflady schować i niech się dzieje wola Boża. Zobaczysz, będziesz jeszcze więcej angażowana!;
– Szkoda, że wcześniej nie przyszłaś do mnie skonsultować. Wszystko zbiegło się z nagonkami na księży. Jak Socha czy Stefan zadzwoni, to co ja mam powiedzieć? Czego ty chcesz? Ja się z Mirkiem dobrze znam, bo przecież obaj byliśmy razem w seminarium.

Chwilę później Labinski nieopatrznie ujawnia, że już rozmawiał z diecezjalną centralą.
– Socha sam powiedział: „Czy ja mogę oficjalnie zadzwonić, czy nie, należy do ordynariusza”.
Katarzyna wybucha: – A może ze mną się skontaktują, to wszystko dokładnie im opowiem? Przecież mają mój adres i telefon!
– Oni muszą dopiero sprawdzić, rozpatrzyć. Socha ma mój numer, ale mówi, że ostateczna decyzja, czy może zadzwonić, należy do ordynariusza. Chce dzwonić, ale musi mieć zgodę Stefana (ordynariusza – przyp. red.).
– Niechby go chociaż skierowali na jakieś rekolekcje. Nie chcę żadnych spraw, tylko żeby w diecezji wiedzieli, jakich mają księży. Żeby sprawę zbadali i powiedzieli mi otwarcie, co o tym myślą. Ja miałam odwagę wyznać wszystko rodzinie.
– Powiedz wyraźnie, że nie chodzi ci o usunięcie go z parafii. Ja muszę wiedzieć!
– Ale po co wplątują w to wszystko księdza?
– Muszą, bo tu jesteś. Gdybyś była dalej w S (…), to co innego, ale jak jesteś tutaj, to ja muszę się angażować i teraz jestem między młotem a kowadłem. Mirek prosił, żebym rozmawiał z tobą i Marcinem, dlaczego chcesz go uziemić.
– To jest moja osobista sprawa!
– Nie tylko twoja, skoro chcesz, żeby go wyrzucili.

Argumenty, którymi Labinski szantażował dalej Katarzynę, pomijamy, żeby nie zaszkodzić Marcinowi, a w konsekwencji – całej rodzinie. Nie mamy wszakże cienia obaw cywilno-prawnych, aby nazwać rzecz po imieniu: było to skurwysyństwo najwyższej klasy i jeśli uprawniony organ kościelny zwróci się do nas o dowody, chętnie je udostępnimy.

Opowiedzieliśmy łódzkiemu prokuratorowi historię Katarzyny o wiele bardziej szczegółowo, niż wolno nam było napisać. Pokazaliśmy dokumenty, listy i liściki, zdjęcia, świadectwa i orzeczenia lekarskie… Czy można tym cokolwiek zrobić wielebnemu?

– Gwałt, podstęp, nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia bezdyskusyjnie odpadają, ale jest realna szansa na paragraf o „braku zdolności do pokierowania swoim postępowaniem”. Kara to od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Ksiądz współżył z nią także w okresie, gdy już leczyła się na depresję, a niektóre jej rodzaje są uznawane za chorobę psychiczną. Jeśli przedstawi dokumentację medyczną pozwalającą na przyjęcie, że była to faktycznie choroba, i choćby poszlaki, że partner zdawał sobie sprawę z jej stanu zdrowia, to bez dwóch zdań można zapolować na myśliwego. Pamiętajmy, że Polska to nie Ameryka, więc w sądzie zbyt dużo się nie ugra, ale wstydu będzie co niemiara – gwarantuje śledczy.

Katarzyna porządkuje papiery; znalazła silne oparcie w SNAP (Survivors Network of those Abused by Priests) – amerykańskiej organizacji istniejącej od 24 lat i zrzeszającej już ponad 10 tys. ofiar molestowania przez księży. Wiemy, że ciąg dalszy nastąpi…

[2012] FaktyiMity.pl Nr 5(622)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: