FiM – Życie seksualne księży

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski obwieścił publicznie, że personel bliżej nieokreślonej kurii biskupiej – od ordynariusza począwszy, na kamerdynerze skończywszy – to wyłącznie osoby homoseksualne, a w Kościele istnieje „potężne podziemie homoseksualne” i on jest oburzony tolerowaniem wśród kleru kolegów o „takich skłonnościach”, bo „tworzą państwo w państwie i często są bezkarni, choć są zdecydowaną mniejszością”.

Wywołał żarliwą dyskusję medialną, w której nawet tzw. autorytety składają kuriozalne zapewnienia, że „Kościół nie generuje homoseksualizmu, ale jest ofiarą nieuczciwych ludzi o skłonnościach homoseksualnych, którzy wykorzystują struktury kościelne dla realizowania własnych najniższych instynktów” (tak to określił jezuita Józef Augustyn w wywiadzie zamieszczonym na stronie internetowej archidiecezji krakowskiej). Isakowicz-Zaleski grubo zaniżył proporcje (prof. Józef Baniak, wybitny socjolog religii, twierdzi, że „30 proc. polskich księży to homoseksualiści lub biseksualiści”), a jeszcze większy błąd popełnił, sugerując, że jest piastunem jakiejś tajemnicy. Znamy dziesiątki takich historii i nie robimy z nich sensacji, bo to po prostu samo życie. Oto kilka przykładów…

# Trwającym od pewnego czasu roszadom personalnym w kierownictwie kilku polskich diecezji towarzyszy ostra rywalizacja o zwolnione posady. Doszło już nawet do tego, że grupa kapłanów zainteresowanych storpedowaniem prawdopodobnego awansu biskupa pomocniczego na stanowisko ordynariusza wydelegowała emisariusza, żeby nawiązać z „FiM” współpracę w celu obnażenia i skompromitowania kandydata. Oto co nam powiedział na zachętę:

– Wszystko wskazuje na to, że miejsce po biskupie… (tu i w dalszych miejscach wykropkowanych nazwiska – dop. red.) obejmie homoseksualny biskup… Jego sympatie do gejów są dobrze znane, zaś aktualnie kocha się w… Już zaczynają wychodzić na jaw stosunki z klerykami w okresie, gdy był rektorem seminarium duchownego. Na razie mamy potwierdzony na sto procent jeden przypadek, bo inni księża boją się i milczą. Sztywniak bez uczucia. Zdobywał wszystko dzięki podlizywaniu się oraz układom. Mały, chory na władzę człowiek. Rozesłał do zaufanych księży tajne zalecenie, aby pisali do nuncjusza Migliore i kardynała Dziwisza, żeby ci go wystawili i poparli. Ciekawe, ile kosztuje wylansowanie się biskupa… Jest teraz obecny wszędzie. Pokazuje się, bo reklamę ma za darmo. Zwykłego pobożnego księdza, nawet profesora, nie stać na taką promocję. Ma również poparcie… (tu nazwisko jednego z arcybiskupów – dop. red.); w kurii mówią, że łączy ich męskie uczucie i seks. „FiM” nie podjęły kooperacji. Homoseksualizm funkcjonariuszy kat. Kościoła, nawet tych najwyższych rangą, interesuje nas tylko wówczas, gdy dotyczy jakiegoś nadętego obłudnika, moralizatora w sutannie, gwałciciela, sutenera lub osobnika niebezpiecznie zbliżającego się do granicy, za którą mamy już do czynienia z pedofilią. Że biskup kocha inaczej? Lepiej, żeby kochał, niż na przykład kradł;

# Żeby posiąść kochanka, trzeba go zazwyczaj komuś odbić, co – niestety – rodzi komplikacje. Doświadczył ich wikariusz parafii zmartwychwstańców, żyjący w pewnym dużym mieście z partnerem, który wcześniej był kochankiem innego pana, który z kolei w szale zazdrości zakapował duchownego konkurenta do kurii prowincjalnej, a gdy to nie pomogło, zwrócił się o mediację do „FiM”.

– Poznałem Ł. w Warszawie. W „Przychodni Wild”, bardzo fajnej knajpce dla gejów. Poderwałem go i zaczęliśmy się spotykać, ale jego poprzedni facet zaczął wkrótce robić straszne sceny. Śledził nas i wydaje mi się, że chyba raz przyłapał w dosyć jednoznacznej sytuacji, a poza tym niepotrzebnie przyznałem mu kiedyś w rozmowie, że wciąż jestem razem z Ł., co prawdopodobnie nagrał. Myślę, że to on doniósł na mnie do kurii bądź ksiądz T., z którym byłem poprzednio związany. Też zazdrosny do nieprzytomności – tłumaczył duchowny.

Gdy już uwierzył, że miłość jest dla nas ważniejsza od taniej sensacji i nie musi obawiać się dekonspiracji, dodał:
– Zarówno w naszym, jak i w każdym innym zakonie gejem jest statystycznie co piąty kapłan. Badania psychologiczne kandydatów? To tylko teoria, bo oprócz świeżej krwi zakony potrzebują też młodych ciał…

A jaka ewentualnie kara mogłaby go spotkać za nieprzestrzeganie czystości?
– Upomnienie, żebym uważał. Gdyby zaś sytuacja faktycznie groziła skandalem, mogliby mnie w najgorszym wypadku wysłać na jakiś czas za granicę – ocenił nasz rozmówca.

„Zastrzegamy sobie możliwość poinformowania policji w celu sprawdzenia, czy nagrania są autentyczne” – odpisał donosicielowi sekretarz prowincjalny zakonu (odpowiednik kanclerza w diecezjalnej kurii biskupiej), skutecznie go odstraszając od dalszego zawracania głowy;

# Andrzej był przez 5 lat księdzem archidiecezji gdańskiej. Zrzucił sutannę, bo postanowił żyć w zgodzie z własnym sumieniem i nie ukrywać, że jest gejem. O swojej orientacji seksualnej zorientował się już w szkole podstawowej. Wybierając kapłaństwo, nie myślał o łatwych „okazjach”.

– Poszedłem do seminarium, by uczyć się o Bogu. Poza tym składałem śluby czystości. I nieważne, czy moja orientacja jest homo-, czy heteroseksualna. To nie powód, aby nie można było zostać księdzem. Oczywiście problemem, zwłaszcza na początku tej drogi, jest do-chowanie czystości, ale przez pierwsze dwa lata nie miałem z tym kłopotu. Sutannę otrzymuje się po drugim roku. Dopiero wtedy księża zaczynają cię traktować jak swojego, bo już jest szansa, że będziesz jednym z nich. Wtedy zaczynają się spotkania, noce na plebanii… Uczestniczyłem w tym.

Dwa razy w tygodniu, w ramach tzw. rekreacji, wraz z kolegą z roku Andrzej chodził do jego proboszcza. Na kawę. Z czasem zaczął bywać sam, zostawał na noc, aż wreszcie wylądowali w łóżku.

– Jeden z moich kolegów kleryków był ze swoim proboszczem jeszcze jako ministrant. Później trafił do kochanka w charakterze wikarego. Po prostu sielanka, rodzina na swoim…

Po czwartym roku studiów Andrzej zakomunikował rektorowi, że chce odejść, bo z pewnością nie wytrwa w celibacie. Przełożony zaproponował roczny urlop „na przemyślenia”. Wrócił, otrzymał święcenia, zaczął pracować na dużej parafii. I nagle:

– Zostawiłem wszystko na plebanii, zamknąłem drzwi i wyszedłem. Przyjechałem z powrotem po kilku tygodniach, żeby się spakować. Miałem dość takiego podwójnego życia. Arcybiskup namawiał, żebym został, chociaż wiedział o moich skłonnościach. Odszedłem, ale powodem była nie tylko orientacja seksualna i to, że nie potrafiłem dochować celibatu, ale też niezgoda na zakłamanie. Niezgodność teorii z praktyką. Większość księży co innego mówi, a co innego robi. Już proboszcz na mojej pierwszej parafii był gejem. Utrzymywał kontakty z innym księdzem. Tamten odwiedzał go regularnie, przyjeżdżał na kolację, a wyjeżdżał o piątej nad ranem. Dla wszystkich było jasne, po co się spotykają. Ten człowiek zniszczył wielu młodych ludzi. Kleryków, ministrantów… Dziś ma przed nazwiskiem honorowe tytuły i uchodzi za dobroczyńcę. Jest wielu takich, którzy uczynili moc zła, obłudy, a dostają nominacje. Puszą się, bo niby tacy zasłużeni dla Kościoła;

# Opresja ze strony biskupa zielonogórsko-gorzowskiego oraz ciągłe docinki ze strony kolegów po fachu żyjących z „normalnymi” kochankami doprowadziły do samobójstwa ks. Andrzeja L., którego niewybaczalnym grzechem okazał się homoseksualizm. W lakonicznym komunikacie kurii o „odejściu do wieczności” tego 42-letniego kapłana nie pojawiła się najmniejsza wzmianka o przyczynie śmierci. Odnotowano jedynie fakt, że został odwołany z funkcji proboszcza we wsi W. pod Gorzowem i skierowany na urlop zdrowotny, po czym wrócił na stanowisko wikarego parafii w Ż.

– Zaszczuli go za związek z organistą. Z tego właśnie powodu został odwołany i jakoś nie potrafił się później pozbierać. Inni księża, zwłaszcza ci zmieniający partnerki niczym rękawiczki, mocno mu dokuczali, a od biskupów nie miał żadnego wsparcia. No i nie wytrzymał ciśnienia – tłumaczy jeden z gorzowskich duchownych;

# Alumn pewnego seminarium duchownego włamał się do skrzynki elektronicznej wysoko uplasowanego w hierarchii kościelnej ks. Grzegorza i z powodów osobistych przyniósł nam teczkę pełną jego korespondencji z innymi kapłanami. Weźmy dla przykładu ks. Marka (archidiec. krakowska), który na zaloty ks. Grzegorza odpowiada: „Martwi Cię, że mam partnera. No cóż, jest mi cudownie z tym, kogo mam, i nie jestem na etapie rozstawania się, a na pogłębianiu…”. Z tą wiernością lekko przesadził, gdyż w liście pięć dni wcześniejszym napisał: „Byłem w Rzymie i właśnie w tym momencie wróciłem. Chciałem dziś wieczorem gdzieś się zabawić, ale mój kochany jest zazdrosny i kontrolował mnie podczas drogi. A po drugie, nie byłem zdecydowany, gdzie iść. Do lokalu to trzeba czekać do co najmniej 21, a do sauny nie miałem natchnienia…”. Upłynął miesiąc bez trzech dni, by dał się wreszcie namówić: „Jestem u Ciebie 7 lipca. Wpraszam się na całego do twojego mieszkania. Będę wracał z Gdańska od mojego faceta, więc masz to jak w banku. A tymczasem gonię do kościółka – pa, pa”. Gwoli sprawiedliwości wypada dodać, że nie samą miłością ks. Marek żyje: „Wyobraź sobie, że dziś miałem cztery msze, i to jedną z pogrzebem! Jak szedłem na cmentarz, to myślałem, że zemdleję, bo żar lał się po prostu z nieba. Rano miałem dzień skupienia dla dzieci od jutrzejszej pierwszej komunii. Musiałem ich też wyspowiadać i przećwiczyć, a potem jeszcze wyspowiadać rodziców” – skarży się „kochanemu Gregorio”.

Ksiądz Adam jest znanym w Poznaniu naukowcem i publicystą katolickim. Roztropnym i ostrożnym: „Kiedy byłem na parafii spotykałem się z ministrantami. Jednak nie posuwałem się zbyt daleko. Wiesz, dziś łatwo można za takie coś trafić do sądu”. W kolejnym liście dzieli się cierpieniem: „Brakuje mi bratniej duszy, do której mógłbym się przytulić, pójść do łóżka. Czasami wchodzę na czat i wtedy sobie trzepię. Jednak to nie to”. Ksiądz Adam szuka kogoś ze swojego kręgu, „gdyż w gronie kapłańskim jest bezpieczniej”. „Poza tym można mieć do siebie zaufanie. Może dopasujemy się seksualnie?” – zastanawia się, proponując ks. Grzegorzowi spotkanie.

I jeszcze ks. Kamil wracający niedługo z zagranicy: „Tych kilka pierwszych dni muszę, niestety, poświęcić na sprawy służbowe. Pasterz już pewnie nie może się doczekać. Całuję Cię bardzo mocno. Podniecają mnie Twoje listy i troszeczkę sobie przy nich dogadzam. Przesyłam mnóstwo gorących buziaków”. Ksiądz Grzegorz, choć jest pełen obaw („Kamil! A co będzie, jak się w sobie zakochamy?”), to obiecuje „czułe pieszczoty” i zapewnia: „(…) uwielbiam się całować, no i jeszcze troszkę, ale nie mogę wszystkiego ujawniać tak od razu”.

I tak trzymać, chłopaki!

[2012] FaktyiMity.pl Nr 13(630)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: