Mieszkanka Podkarpacia mówi holenderskiemu dziennikarzowi: Ksiądz mnie molestował

– Chciałabym, żeby Kościół się przyznał w końcu, bo nie usłyszałam słowa: „Przepraszam” – mówi w mieszkanka Podkarpacia w książce „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią”. Jej autorem jest holenderski dziennikarz Ekke Overbeek.

Overbeek jest korespondentem holenderskich i belgijskich mediów w Polsce. Opowiada o ludziach, którzy w dzieciństwie padli ofiarami księży pedofilów. Książka „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią” ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Czarna Owca. Holenderski dziennikarz przez pół roku rozmawiał z kilkunastoma ofiarami polskich księży pedofilii. Jedna z nią jest mieszkanka Podkarpacia.

Z autorem książki rozmawiał dziennikarz radia TOK FM. „W Polsce trudno wydobywać te sprawy na światło dzienne. To kraj o bardzo niskim poziomie zaufania. W Unii chyba najniższym. Nie ma zaufania między ludźmi, a tym bardziej między obywatelem a instytucją. Tym samym jest duża skłonność do zatrzymywania spraw dla siebie, nie prania brudów publicznie” – mówi Ekke Overbeek.

W części „Ofiary mówią” mieszkanka Podkarpacia opowiada dziennikarzowi: „Miałam dwanaście lat, kiedy poznałam Bartka. On był wikarym. Prosto po święceniach przyszedł do naszej parafii. Uczył mnie religii od szóstej klasy podstawówki. Potem uczestniczyłam w zajęciach Ruchu Światło i Życie, w oazach. Wychowywałam się w bardzo katolickiej rodzinie i byłam bardzo zaangażowana w to, co się dzieje w Kościele. Byłam takim dobrym katolickim dzieckiem. To trwało generalnie od trzynastego do osiemnastego roku życia. Dla mnie to było takie bite pięć lat molestowania. On był naprawdę bardzo ciężkim pedofilem”.

Kobieta twierdzi, że przez księdza była molestowana, gdy zaczął uczyć jej religii. Poniżej cały fragment poświęcony w książce historii mieszkanki Podkarpacia. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Diabeł

Ksiądz się nade mną modli, kładzie na mnie swoje ręce, przytula mnie. Ja wpadam w jakieś takie konwulsje, takie ataki, które miałam wcześniej. On mi się po prostu źle kojarzy. Ja reaguję płaczem na przykład na to, że ktoś nade mną k… stoi, smrodzi tym kadzidłem, które mi się też jednoznacznie kojarzy, przytula mnie do tej sutanny… No to jest naprawdę nic przyjemnego. Ale dla nich to nie jest objaw tego, że byłam molestowana, tylko że jestem opętana. Generalnie jest diabeł, tu, we mnie. A moja matka tak na to patrzy i powtarza: „Boże, Boże”. Ona chce w tym uczestniczyć, bo wtedy się oczyszcza, bo doznaje katharsis. To jest parodia. Ale ci mówię, to się dzieje naprawdę. To jest normalne Podkarpacie. Chryste! Podkarpacie w 2011 roku.

Manipulował mną

Egzorcysta jest bardzo starym człowiekiem, ale bardzo mądrym. Mam do niego jakiś szacunek. Ale on jest w swoim fachu, prawda. Nie lubię, na przykład, kiedy ktoś się przy mnie modli. Tak robił Bartek, on łączył sacrum z profanum. Był na tyle spaczony, że modlił się ze mną i potem mnie brał do łóżka. Teraz więc modlitwa kojarzy mi się obrzydliwie. I kiedy na przykład rodzice wołają mnie na modlitwę, to normalnie płaczę. Tak po prostu reaguje mój organizm.

Miałam dwanaście lat, kiedy poznałam Bartka. On był wikarym. Prosto po święceniach przyszedł do naszej parafii. Uczył mnie religii od szóstej klasy podstawówki. Potem uczestniczyłam w zajęciach Ruchu Światło i Życie, w oazach. Wychowywałam się w bardzo katolickiej rodzinie i byłam bardzo zaangażowana w to, co się dzieje w Kościele. Byłam takim dobrym katolickim dzieckiem. To trwało generalnie od trzynastego do osiemnastego roku życia. Dla mnie to było takie bite pięć lat molestowania. On był naprawdę bardzo ciężkim pedofilem. Lekarze specjaliści, którzy pracowali cały czas z dziećmi molestowanymi, powiedzieli, że dawno nie spotkali takiego przypadku. On mógłby pisać podręczniki do manipulacji. Manipulował mną i moimi rodzicami, bo był przyjacielem mojej rodziny. Zostawił mnie seksualnie, kiedy już wyrosłam, bo on woli młodsze dziewczynki – takie trzynaście, czternaście lat, to była jego działka. Wtedy zainteresował się moją siostrą.

Byłam maksymalnie uzależniona

Zaczęło się od lekcji religii. Potem spotykaliśmy się coraz częściej. Zapraszał nas na jakieś filmy. To było takie nowe u nas w parafii, że ksiądz jest zainteresowany młodzieżą, że ta młodzież się jakoś tam gromadzi wokół kościoła, i to wszystko było cudowne. No po prostu mesjasz, był wielbiony. Był pupilkiem biskupa. Nie zdawałam sobie sprawy, że ktoś mi robi krzywdę, ale moje ciało to pamiętało. Kiedy byłam w kościele i widziałam go przy ołtarzu, czułam jakiś balast. Kiedy miałam szesnaście lat, poszłam do lekarza, dlatego że miałam napady agresji w kościele, napady epileptyczne. One zdarzały się tylko tam. Uderzałam głową o posadzkę albo gryzłam siebie. A potem wstawałam i nie wiedziałam, skąd to się bierze.

Po mojej pierwszej próbie samobójczej psycholog powiedział: „Dziewczyno, ty byłaś molestowana”. A ja: „O czym ty mówisz?”. Po prostu się z tym nie pogodziłam. Powiedziałam, że on jest moim… No właśnie moim kim? Ojcem? Bratem? No, jest moim wszystkim! Byłam maksymalnie uzależniona. On zastępował mi po części ojca, który jakoś nie brał żywego udziału w moim wychowaniu. Dlatego nie miałem awersji do tego księdza.

Tylko przez kilka lat nie mogłam dotykać mojego ojca. Ojciec nie mógł koło mnie przechodzić. Ojciec nie mógł nawet dotknąć mnie ręką. Nie byłam świadoma tego, co się dzieje. Bartek wchodził na miejsce ojca, a z drugiej strony chciał mnie też seksualnie wykorzystać.

Ksiądz zabierał ją na narty w góry

Moi rodzice wpadli ze mną. Byłam ich pierwszym dzieckiem. Mieli po osiemnaście lat i się pobrali. Byli totalnie nieprzygotowani do rodzicielstwa. Potem miałam czworo młodszego rodzeństwa, więc w wieku siedmiu lat musiałam być już samodzielna. Sama się wychowywałam. Byłam fantastycznym celem dla takiego pedofila. Miałam czternaście lat i byłam bardzo dorosła mentalnie, inteligentna, ponadprzeciętna, ale z wielkimi brakami emocjonalnymi. Emocjonalnie byłam jak siedmiolatka. Rodzice oddali mnie jemu na wychowanie. Na przykład: no niech on odwiezie cię do szkoły muzycznej, no to z nim wyjedź na wakacje. Nigdy nie wyjeżdżałam z rodzicami. Z Bartkiem jeździliśmy bardzo często na narty w góry. No, ale te wyjazdy łączyły się przecież też z jedną rzeczą. Jemu się to należało, skoro tyle mi dał. Bardzo dużo rzeczy wyparłam. Nie pamiętam na przykład żadnej sceny z łóżka. Nie pamiętam takich rzeczy.

On powiedział pewnej osobie, swojej kolejnej ofierze, że to ja byłam głównym jego celem. Powiedział, że ją urobił w trzy miesiące, a mnie w rok. Czyli to jest tak zwane urabianie, czyli oswajanie ze sobą, łamanie bariery. To urabianie dążyło do jednego. On mnie nawet bił. Mówiłam mu kilka razy: „Jeżeli jeszcze raz mnie uderzysz, nie odezwę się do ciebie do końca życia”. Ale wtedy mi robił takie zamieszanie, że bił i tulił, bił i tulił. I kiedy mówiłam, że już nie chcę, to on nie mówił wprost, że to jest wszystko moja wina. Ale powiedział na przykład, że go w tym momencie szatan opętał. Że ja jestem tego źródłem. Skoro mnie za to przepraszał, to znaczy, że to moja wina.

On wracał jak bumerang

Miałam syndrom sztokholmski – najważniejsze dla mnie było nie niszczyć mu życia. On cały czas powtarzał, że to nie może wyjść na jaw. Strasznie się tego bałam. W pewnym momencie, kiedy poszłam do lekarza, on się przestraszył. Wtedy były rozmowy, które potwierdzały, że miał świadomość tego, co robił. Na Gadu-Gadu, w komputerze, który potem musiałam oddać do prokuratury. Tam były takie zdania: „Wiesz, bo za to mogą mnie wsadzić do więzienia. Wiesz, że ty nic nie możesz powiedzieć”.

Próbowałam milion razy zerwać tę relację, ale on za każdym razem wracał jak bumerang. Mówił, że nie przyjeżdża do mnie, tylko do mojego domu. Nie przyszedł do mnie, tylko do mojej siostry. On, na przykład, bierze moją siostrę na narty. Wiedziałam, że nie mogę na to pozwolić, bo może siostrę wykorzystać. Więc musiałam jechać z nim. Albo powiedział: „Wiesz, jeżeli ty odejdziesz, to ja znajdę kogoś innego”. Nie mam do niego żalu o to, co mi robił fizycznie, tylko o to właśnie, co mi psychicznie robił. I z tym się do tej pory nie mogę uporać. Mam zaburzenia odżywiania. I to takie hardcore’owe. Jestem po trzech próbach samobójczych, po ciężkiej depresji. I wiem, że tego wszystkiego mogłoby nie być, gdybym go nie spotkała.

Jeżeli chciałabym chodzić do kościoła, to musiałabym wziąć poprawkę na to, że jednak jakoś jestem tam współwinna. Kościół mnie tym karmi. Księża między wierszami przemycają: „OK, on był dorosły, ale ty przecież wiedziałaś, co jest złe, wiedziałaś, czym dziewczyna uwiedzie, wiedziałaś, czym jest seks”. Dla nich molestowanie nie istnieje. Albo inaczej je pojmują.

Każdy ksiądz ma jakąś dziewczynkę

Nie czuję się winna, tylko bardzo mnie boli, jak to odbierają inni ludzie. Zawsze spotykam się z tym argumentem: Jak to się stało? Jak to nie wiedziałaś? Czy on cię ciągnął na siłę? A tu jest zupełnie inaczej. To nie był gwałt, to było molestowanie seksualne. Cały czas muszę się z tego tłumaczyć. Cały czas pokutuje myślenie, że ofiara też jest winna, bo w jakiś sposób brała w tym udział. I księża w ogóle tłumaczą sobie to kategoriami swojego myślenia katolickiego, że to szatan.

W mentalności polskiej nie ma czegoś takiego jak molestowanie seksualne. Każdy ksiądz w oazie ma jakąś swoją dziewczynkę. To się w ten sposób kręci. Często takie już trochę starsze, dwadzieścia parę lat. Widziałam u nich ten sam syndrom uzależnienia. On je znalazł, kiedy były młodsze. Były tak samo psychicznie spłukane jak ja. Tak samo zależne.

Ja bym sama sprawy w życiu nie wniosła do prokuratury. Jeszcze przed moją próbą samobójczą moja psycholożka miała rozmowę w kurii. Bo ja nie mam siły rażenia. Przecież nikt mi nie wierzy. Ja jestem dziewczynką, która mogła się zakochać w księdzu. Chciałam go tylko odsunąć od młodzieży. Mówiłam: „Róbcie to po cichu, niech nawet Bartek nie wie, że to ja. Niech on nie pracuje z młodzieżą. Dajcie go gdziekolwiek, ale niech nie pracuje z młodzieżą. I to wystarczy”. Nie chciałam, żeby poszedł do więzienia. Ja sobie z tym poradzę. Nie mam do niego żalu, bo wtedy go jeszcze uwielbiałam, czasem, a czasem nie. Mówiłam tylko: „Odsuńcie go od młodzieży”. Ale moja próba samobójcza przeważyła szalę i zaczęło się dziać. Nie byłam pełnoletnia i wtedy lekarz musi zawiadomić prokuraturę.

Ledwo żyłam, byłam na lekach

Kiedy wróciłam do domu po pierwszej próbie samobójczej, to dwaj najlepsi przyjaciele Bartka, bardzo wysoko postawieni księża, przyjechali do mnie. Bardzo dobrze ich znałam z oazy. Ledwo żyłam, byłam na lekach. I to był pierwszy odzew ze strony Kościoła, że niby biskup ich wysłał, żeby zapytać, jak się czuję. Okazało się, że tak naprawdę wysłał ich Bartek. On jeszcze nie siedział. Sam nie przyjechał, bo mój ojciec by wtedy go zabił. Przyjechali jego koledzy, żeby zobaczyć, czy będziemy siedzieli cicho. Na chwilę kazali mi wyjść. Część rozmowy odbyła się beze mnie, część ze mną. I oni wypytywali. Pytali mnie wprost przy moich rodzicach: „Czy doszło do stosunku seksualnego?”. Mówię: „Tak”. Wyjechali ode mnie z domu i wszystko, co mówiłam o naszych zamiarach w tej sprawie, opowiedzieli Bartkowi, żeby wiedział, co ma mówić biskupowi. Ktoś ich widział zaraz po wyjeździe ode mnie, jak się spotkali z Bartkiem. Upewnili się, czy będziemy siedzieć w miarę cicho.

Sąd pierwszej instancji dał mu cztery lata pozbawienia wolności. On się od tego wyroku odwoływał. A sąd wyższej instancji dał mu pięć lat i dziesięć lat zakazu zbliżenia się do mnie. Teraz dorosłam dopiero do tego, że mogę powiedzieć: „Tak, cieszę się, że on jest w więzieniu”. Ale z drugiej strony mam jeszcze coś takiego, że nie życzę mu źle. Kiedy zapadł wyrok, byłam jeszcze mentalnie tak przywiązana do niego, że nie potrafiłam powiedzieć, czy się cieszę, czy jestem smutna. Bartek został zawieszony w obowiązkach kapłańskich. Czyli po wyjściu z więzienia hipotetycznie jakiś biskup mógłby go przywrócić do zawodu i on nadal mógłby być księdzem.

Kuria nie czuje się winna

To, co robi Kościół, jest karygodne. Jak go bronili. Na początku nikt nie wiedział o tej sprawie, ja i moi rodzice, i tyle. Ale on wzywał na świadków wszystkie moje koleżanki, ludzi z mojej miejscowości, którzy mogli to roznieść. Niszczył mnie w ten sposób, bo ci ludzie przychodzili i pytali: „O co chodzi?”. Musiałam im wyjaśniać. A po całej sprawie, po wyroku, byłam szkalowana na forum. Ksiądz chodzący po kolędzie w mojej miejscowości mówił różne bardzo złe rzeczy na mój temat. Chciałabym, żeby Kościół się przyznał w końcu, bo nie usłyszałam słowa: „Przepraszam”. Chciałam się starać o odszkodowanie. Żeby się chociaż troszczyli o moje leczenie. W tej chwili mogę tylko korzystać ze szpitali państwowych. Mnie nie stać na prywatną klinikę. Już pięć lat w tym tkwię. Nie mogę na przykład studiować i pracować naraz. Niech mi zapewnią psychologa, cokolwiek.

Nie zrobili nic w tym kierunku. Dostałam list, że kuria nie ponosi odpowiedzialności za przestępstwo księdza, ale zapewniają mnie o swojej modlitwie. Dzięki bardzo, panowie! Od tamtej pory wszystko stanęło, bo nie wiedziałam, co z tym robić.

Biskup uwielbiał Bartka

Jeżeli Bartek nie ręczy, bo nie ma żadnego majątku, to mogę pozwać jego pracodawcę, czyli kurię. Ale nie mam sił w tym momencie. Bardzo bym chciała, ale szukam kogoś, kto by się tym zajął, jakiegoś adwokata. Ja mu odstąpię część odszkodowania. Ale chciałabym spróbować, bo mi się należy.

Tym bardziej że kuria miała sygnały wcześniej, na sto procent. Ale nikt nie reagował. Piętnaście lat miałam, kiedy na jednej z oaz był ksiądz, który zobaczył, co Bartek robi, i strasznie się przeraził. Pojechał do kurii i dawał sygnały, że coś się dzieje. Że tych dziewczyn jest kilka. Że jest za blisko z nimi. Że to naprawdę tak nie powinno wyglądać. Skończyło się tym, że ten ksiądz został totalnie skasowany. Bartek pojechał do biskupa, powiedział swoją wersję, wymyślił coś na tego księdza. Biskup uwielbiał Bartka. Tego księdza odsunęli do jakiejś beznadziejnej parafii. Odsunęli go od młodzieży. On jest w tym momencie wykluczony, przez to właśnie, że próbował jakoś wpłynąć na tę sprawę.

„Boże, jak on mógł ci to robić?”

Rodzice mnie wyrzucili z domu, kiedy im powiedziałam: „Mamo, tato, pamiętacie, na początku rozprawy adwokat powiedział, że jeżeli już zapadnie wyrok skazujący, to trzeba się o odszkodowanie starać?”. Moi rodzice na to, że nic takiego, że oni sobie tego nie życzą. Mój ojciec powiedział, że już wystarczającego wstydu się przeze mnie najedli. Wyrzucili mnie po prostu z domu. Oni się w tym wszystkim nie odnajdywali. Oczywiście początkowo był szum: „Boże, jak on mógł ci to robić?”.

Ale druga strona medalu jest taka: jak oni mogli nie zauważyć przez pięć lat? Oni mają ogromne wyrzuty sumienia. Stali się bardziej katoliccy. Tacy nie byli. Kiedyś wręcz mówili: „Po co ty chodzisz do kościoła?”. Ale po tej całej sprawie wrócili do Kościoła. Musieli sobie jakoś wytłumaczyć wyrzuty sumienia. Moja matka stała się wręcz dewotką. Teraz smażą te swoje wyrzuty sumienia, raczą mnie Kościołem, egzorcystą. Muszę chodzić do egzorcysty. Przez trzy miesiące miałem sesję co dwa tygodnie. Na pewno jacyś mądrzy księża im podsunęli ten pomysł.

Byłam w depresji. Potrzebowałam rodziców. I jak chodzę do egzorcysty, to oni są dla mnie mili. Wtedy mnie rozgrzeszają i matka nie krzyczy. Ona święcie wierzy w egzorcyzmy. Więc jak wyszliśmy od egzorcysty, mówiłam: „Tak, mamo, faktycznie lepiej się czuję”. Byłam emocjonalnie zgnieciona tym, co się tam działo, ale mówiłam: „Tak mamo, lepiej się czuję”. Kłamałam tak kilka razy. Potem oświeciłam ich: „Mamo, no sorry, na co tracić czas?”.

Egzorcysta cię uzdrowi

Kiedy mówiłam „nie”, moi rodzice odcinali mnie od pieniędzy albo nie mogłam się kontaktować z rodzeństwem. Mieli do mnie negatywny stosunek, jeżeli nie zgadzałam się na ich grę. „Dziecko, chcemy ci pomóc, więc jedziesz do egzorcysty”. Dla nich to wszystko sprowadza się do tego, że ja nie żyję według przykazań bożych: „To, co cię spaczyło, to też tylko cię uzdrowi. Nie uzdrowią cię psycholodzy”. Nawet egzorcysta tak mówi, człowiek, który jest po psychologii. „Ach tak, niech Bartek siedzi, popełnił zbrodnię…”. Ale z drugiej strony pytają: „Nie wiedziałaś?!”. Cały czas jest tak, że ja jestem współwinna.

Imię księdza zostało zmienione. Ksiądz został skazany na pięć lat więzienia.

[2013.01.31] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: