FiM – Zabijaj, kradnij, cudzołóż… (2)

Armia funkcjonariuszy Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce to blisko 30 tys. księży i zakonników. Z należących do niej łotrów można byłoby sformować brygadę.

W ubiegłym tygodniu opisaliśmy kilkudziesięciu przestępców w sutannach, wybranych z kilku ostatnich lat: gwałcicieli, pedofilów, amatorów wdzięków małoletnich dziewcząt i chłopców. Obecnie pokażemy najwybitniejszych megaaferzystów, autorytety (a) moralne, oraz wybranych złoczyńców nieco mniejszego kalibru.

# Afera salezjańska – banda księży okradła bank. Ich łupem padła gotówka stanowiąca równowartość około 35 milionów dolarów. „Wasza Ekscelencjo. Zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc w odzyskaniu 132 mln 643 tys. 800 zł od Towarzystwa św. Franciszka Salezego” – czytamy w pierwszym zdaniu listu wystosowanego onegdaj przez Stanisława Pacuka (prezes zarządu i założyciel Kredyt Banku) do ambasadora Watykanu w Polsce. Czytając dalej, poznajemy anatomię przekrętu, którego mózgiem był ks. dr Ryszard M. – szef salezjańskiej Fundacji Pomocy dla Młodzieży im. św. Jana Bosko (w oryginale listu nazwiska w pełnym brzmieniu): „Oddział w Legnicy udzielił 65 pożyczek lombardowych czterem następującym instytucjom kościelnym:

1) parafia św. Jana Bosko w Lubinie – ks. Władysław K.,

2) parafia św. Jacka w Pogorzeliskach – ks. Sylwester K.,

3) Towarzystwo Salezjańskie Dom Zakonny Lubin, ul. Jana Pawła II 58 – ks. Władysław K.,

4) Towarzystwo Salezjańskie Dom Zakonny Lubin, ul. Chrobrego 7 – ks. Jan N.

Wszystkie pożyczki zostały udzielone pod zabezpieczenie gotówkowe, tj. blokady i cesje praw z lokat pięciu instytucji kościelnych – czterech wymienionych powyżej oraz Salezjańskiego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Tarnowskich Górach, reprezentowanego przez ks. dyrektora Waldemara K.”. Prezes donosi przedstawicielowi obcego mocarstwa, że księża brali, częściowo oddawali i znowu brali – w sumie 418 mln zł. Nie zwrócili ponad 132 mln zł, a wszelkie zabezpieczenia okazały się lipne. „W rzeczywistości lokat tych wymienione parafie i inne jednostki Towarzystwa Salezjańskiego nie posiadają. Istnienie lokat zostało sfałszowane (na dokumentach widnieją sfałszowane pieczątki i podpisy osób reprezentujących bank). Fakt ten potwierdza również Bank Zachodni WBK Oddział w Lubinie, w którym stwierdzono brak interesujących nasz bank lokat oraz fałszerstwo pełnomocnictw (…). Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w przestępczym procederze uczestniczyło 8 osób duchownych z Towarzystwa św. Franciszka Salezego. Ks. Ryszard M. stwierdził, że namówił współbraci do sfałszowania dokumentów w celu uzyskania pożyczek z naszego banku. Ks. Ryszard M. i jego przełożeni w osobach: inspektora ks. Franciszka K. i ekonoma Inspektorii Salezjańskiej z Wrocławia ks. Stanisława G. wielokrotnie deklarowali chęć naprawienia szkody przez dokonanie spłat, jednak żaden z terminów spłaty nie został dotrzymany” – żalił się autor listu. Musiał już chyba mieć kraty w oczach, skoro zakończył swoje wystąpienie błaganiem: „Uprzejmie proszę o pomoc w załatwieniu tej niecodziennej i bardzo przykrej sprawy – Stanisław Pacuk, Prezes Zarządu Banku. Szczęść Boże”. Ambasador się wypiął, a sprawę „załatwia” (już od ponad czterech lat) Sąd Okręgowy w Legnicy. Podczas procesu wyszło na jaw, że księża wydawali pieniądze na spłatę pożyczek, inwestowali w nieruchomości i grę na giełdzie, a część skradzionej kasy ulokowali za granicą.

# Zatopienie Stoczni Gdańskiej – o. Tadeusz Rydzyk został multimilionerem w efekcie udanego skoku na świadectwa udziałowe NFI, zbierane przez Radio Maryja na rzekome ratowanie stoczni, która nie dostała z tej akcji nawet złotówki. „Jestem zmuszony prosić o pomoc w uzyskaniu szczerej rozmowy z Ojcem Dyrektorem Radia Maryja (…). Ojciec Dyrektor nie chce ze mną rozmawiać o funduszach zebranych na ratowanie Stoczni”– żalił się kpt. ż.w. Bolesław Hutyra (prezes Stowarzyszenia „Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego”) w liście do prowincjała redemptorystów o. Edwarda Nocunia.

Hutyra, człowiek do bólu od-dany Kościołowi, miał tę wadę, że był uczciwy, a „zachęcony przez Ojca Dyrektora” dał „publicznie słowo honoru, że ani jedna złotówka nie zginie”. Tymczasem z konta udostępnionego przez Radio Maryja na ratowanie stoczni wcięło – według różnych szacunków – od 160 do 250 mln zł. Hutyra był jednak tak namolny i strasznie uparty, żeby pieniądze wykorzystać zgodnie z intencją darczyńców, że zaczął dostawać telefony z pogróżkami, aż wreszcie zginął w tajemniczym wypadku samochodowym…

Rydzyk i jego ludzie zaszczuli go. Było to tym bardziej ohydne, że tata oddałby za niego życie” – twierdzi Tomasz Hutyra, syn Bolesława.

„Nie ma potrzeby ujawniać różnym hienom kwot, bo przecież ci, którzy dali, wiedzą, ile dali” – wytłumaczył swoim radiosłuchaczom o. Rydzyk.

Wiadomo więc jedynie tyle, że część (ponad 5 mln zł) wyłudzonych pieniędzy główny księgowy radio-maryjnego imperium o. Jan Król przegrał na giełdzie.

# Stella Maris – noszące tę nazwę wydawnictwo gdańskiej kurii metropolitalnej, kierowane przez ks. Zbigniewa B. (przed objęciem stanowiska był osobistym kapelanem abp. Tadeusza Gocłowskiego, a później proboszczem parafii św. Bernarda w Sopocie), przywłaszczyło mienie spółek handlowych szacowane na ponad 67 mln zł, wyprało pieniądze w kwocie co najmniej 17,5 mln zł oraz doprowadziło do wielomilionowych uszczupleń podatkowych (ok. 12 mln zł) na szkodę Skarbu Państwa. Mechanizm oszustwa wyglądał tak: zaufani właściciele firm konsultingowych kojarzyli wydawnictwo (jako „podwykonawcę”) z dużymi przedsiębiorstwami, które odpisywały sobie od podatków wielomilionowe należności rzekomo wypłacone Stelli Maris za fikcyjne usługi niematerialne typu doradztwo, lobbing, pośrednictwo itp. Za wystawianie tzw. pustych faktur ksiądz B. brał kilka procent „prowizji”, a reszta wracała do zleceniodawców. Po wybuchu afery okazało się, że kościelna firma tkwi po uszy w długach. Co się stało z kasą?

„Nie widzę powodu, żeby posądzać księdza Zbyszka o jakieś defraudacje na swoją własną, osobistą korzyść. Przecież on nic nie ma. Nie widzę żadnego bogactwa, które on miał. Więc co się z tym stało? Jak się stało? Trudno mi powiedzieć” – bajał abp Gocłowski.

– Tuż przed przejęciem śledztwa przez ABW z konta bankowego Stelli Maris wyprowadzono w kilku transzach prawie 14 milionów złotych. Trafiły na konta najważniejszych w Gdańsku osobistości kościelnych, a część na prywatne rachunki ludzi z nimi związanych – zapewnił nas pewien kontroler skarbowy.

Gdy prokuratorzy pisali już akt oskarżenia, IV Rzeczpospolita braci Kaczyńskich wypłaciła kurii 7 mln 352 tys. zł plus 6 mln 851 tys. zł odsetek, uznawszy, że skoro wydawnictwo wystawiało „lewe” faktury dotyczące fikcyjnych transakcji, to odprowadzany od nich podatek VAT absolutnie się państwu nie należał!

# Afera gruntowa – niezależnie od działalności Komisji Majątkowej kilku urzędników Agencji Nieruchomości Rolnych we Wrocławiu oraz Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego okradło Skarb Państwa na co najmniej 70 mln zł, a Kościół wcielił się tym razem w rolę pasera, przejmując złodziejskie łupy i natychmiast je spieniężając. Rzecz polegała na bezprawnym przekazaniu na własność parafiom archidiecezji wrocławskiej oraz diecezji legnickiej atrakcyjnych działek położonych w obszarach rozwoju miasta, podczas gdy kościelne osoby prawne mogły otrzymywać jedynie użytki rolne (metoda A). Metoda B to przekraczanie dopuszczalnych limitów (maksimum 15 ha, o które mogą ubiegać się parafie na Ziemiach Zachodnich i Północnych). Tą metodą skradziono w sumie 540,3 ha, bo niektórzy proboszczowie składali powtórne wnioski o przyznanie gruntów, mimo że wcześniej już je otrzymali. I tak:

# metoda A – nieruchomości położone na tzw. atrakcyjnych działkach o łącznym areale prawie 105 ha przejęli proboszczowie następujących parafii:

w Łozinie – w naturze nienależne 3 mln 169 tys. 866 zł;

katedralnej we Wrocławiu – 3 mln 370 tys. 456 zł;

św. Macieja we Wrocławiu – 3 mln 254 tys. 614 zł;

Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła we Wrocławiu – 3 mln 304 tys. 756 zł;

św. Anny we Wrocławiu – 3 mln 264 tys. 158 zł;

św. Elżbiety we Wrocławiu – 3 mln 891 tys. 932 zł;

Garnizonowej we Wrocławiu – 3 mln 955 tys. 688 zł;

św. Marii Magdaleny we Wrocławiu – 3 mln 481 tys. 500 zł;

katedralnej w Oławie – 1 mln 411 tys. 584 zł;

# metoda B – w skład zorganizowanej grupy, której członkowie działając wspólnie i w porozumieniu zagarnęli więcej niż ustawowo dopuszczalne 15 ha wchodzili proboszczowie 26 parafii. Szczególnie zuchwałego napadu na limity dokonano w diecezji legnickiej, gdzie łupem o łącznej powierzchni 319 ha podzieliło się solidarnie 21 duchownych. Zdecydowana większość wyłudzonych gruntów została bezpowrotnie przez państwo utracona dzięki zapobiegliwości ks. Józefa Lisowskiego, kanclerza legnickiej kurii biskupiej, który organizował komasację i sprzedaż ziemi (proboszczowie byli tylko figurantami podpisującymi kwity przygotowane w centrali diecezji). Prokuratura dopadła urzędników, ale nie odważyła się postawić zarzutów beneficjentom przestępstwa.

# Telewizja Familijna – grupa członków Opus Dei wymyśliła i zorganizowała projekt katolickiej telewizji komercyjnej na bazie prowadzonej przez zakon franciszkanów Telewizji Niepokalanów. Choć mnisi zachowali 56,7 proc. akcji, zainwestowano w to przedsięwzięcie 200 mln zł, a niemal wszystkie pieniądze (182 mln zł) wyłożyły spółki z większościowym udziałem Skarbu Państwa: KGHM, Orlen, Polskie Sieci Elektroenergetyczne i PZU. Po dwóch latach szastania gotówką familijna firma padła i publiczna kasa przepadła. Przy okazji afery związanej z prywatyzacją PZU wyszło na jaw, że ówczesny Sekretarz Konferencji Episkopatu – bp Piotr Libera – usiłował lobbować na rzecz TF u Joao Talone, członka Opus Dei i prezesa portugalsko-holenderskiego konsorcjum Eureko, który szukał w Kościele poparcia dla planowanego wykupienia największego polskiego ubezpieczyciela. „Nie odpowiedziałem biskupowi ani tak, ani nie, a jedynie wyjaśniłem mu, co się stało z podobnym projektem w Portugalii” – zeznał Talone przed Międzynarodowym Trybunałem Arbitrażowym w Londynie.

# Parafialne pralnie pieniędzy – z przeprowadzonych w latach 2005–2010 przez urzędy kontroli skarbowej weryfikacji darowizn przekazywanych kościelnym osobom prawnym (parafie, diecezje, zakony, klasztory, Caritasy itp.) na cele kultu religijnego bądź działalność charytatywno-opiekuńczą wynika, że prawie co trzecia operacja naruszała obowiązujące przepisy lub nosiła znamiona przestępstwa. Chodziło głównie o tworzenie fikcji, czyli wpłaty, które obdarowany zwracał po potrąceniu sobie 10-procentowej zazwyczaj „działki”, a darczyńca korzystał z odpisów podatkowych. Oszuści umknęli wymiarowi sprawiedliwości, bo w przypadku zmowy milczenia wina jest niesłychanie trudna do udowodnienia. Przykładowo: ks. Paweł P. z zakonu filipinów w Tarnowie, którego tamtejsza prokuratura oskarżyła o przywłaszczenie 4,5 mln zł darowizn, został uniewinniony, bo choć faktycznie prał brudne pieniądze, to nie przywłaszczył sobie z inkryminowanej kwoty ani złotówki. Tak uznał sąd pierwszej instancji. W apelacji wyrok uchylono i skierowano sprawę do ponownego rozpoznania. Po uzupełnieniu materiału dowodowego przez prokuraturę zakonnik będzie odpowiadał za pranie, pomoc w oszustwach i przywłaszczenie 1,8 mln zł.

###

W ostatnich latach najgłośniejszą aferą natury moralno-politycznej była tajna współpraca, bądź inne formy kooperacji ze Służbą Bezpieczeństwa, podejmowana w początkach kariery przez bardzo znane dziś osobistości Kościoła. W rejestrach SB figurowali m.in.:
# arcybiskupi i biskupi – niedoszły metropolita warszawski Stanisław Wielgus („Grey”), były prymas Henryk Muszyński („Henryk”), były metropolita poznański Juliusz Paetz („Fermo”), zmarły niedawno metropolita lubelski Józef Życiński („Filozof”), metropolita przemyski i przewodniczący Konferencji Episkopatu Józef Michalik („Zefir”), prymas Józef Kowalczyk (w okresie pracy w Watykanie kontakt informacyjny wywiadu „Cappino”), sufragan lubelski Mieczysław Cisło („Rzymianin”), ordynariusz włocławski Wiesław Mering („Lucjan”), ordynariusz tarnowski Wiktor Skworc („Dąbrowski”), emerytowany ordynariusz łowicki Alojzy Orszulik („Pireus”), ordynariusz łomżyński Stanisław Stefanek („Staszek”), były sekretarz generalny Episkopatu Tadeusz Pieronek („Feliks”), ordynariusz rzeszowski Kazimierz Górny („Kazek”, „Tadeusz”).

# księża (według danych IPN z bezpieką flirtował co siódmy statystyczny duchowny, więc przypomnijmy jedynie tych najznakomitszych) – dyrektor Ośrodka dla Pielgrzymów Polskich „Corda Cordi” w Rzymie Konrad Hejmo („Hejnał”, „Dominik”), były proboszcz Katedry Wawelskiej Stanisław Bielański („Waga”), pozostający dzisiaj w stanie spoczynku wikariusz generalny kurii biskupiej w Gdańsku Wiesław Lauer („Szejk”), proboszcz parafii katedralnej w Rzeszowie Stanisław Mac („Łukasz”), nie wymagający prezentacji prałat Henryk Jankowski („Delegat”, „Libella”).

Wszyscy zainteresowani twierdzą, że bezpieka tworzyła fikcyjną dokumentację. „Opinia, że teczki tajnych współpracowników były fałszowane, jest z gruntu nieprawdziwa. Mogły się zdarzyć incydentalne przypadki. Ale proszę pamiętać o ryzyku, jakie ponosił funkcjonariusz dokonujący takiej fałszywki. Wylatywał z wilczym biletem z pracy, bo po prostu oszukiwał swoich przełożonych i władze” – podkreśla dr Zbigniew Nawrocki, historyk IPN.

###

Oprócz poczynań „drużynowych”, noszących nierzadko znamiona mafijnych, duchowieństwo na masową skalę dopuszcza się indywidualnych kradzieży, oszustw, wyłudzeń i różnorodnych krętactw, napadów rabunkowych oraz wymuszeń rozbójniczych, czy wreszcie obrzydliwej, bo popełnianej na bezbronnych „chuliganki”.

# Ksiądz Norbert J. z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej napadł na agencję banku PKO w Szamotułach. Zażądał od kasjerki pieniędzy. Gdy odmówiła, wyciągnął nóż. Sterroryzowana kobieta wydała mu plik banknotów. Prawie 6 tys. zł. Został skazany na 3 lata więzienia. Okolicznością łagodzącą był fakt, że wraz z konkubiną i ich chorym dzieckiem „pozostawał w trudnej sytuacji materialnej”.

# Ksiądz dr Józef L., proboszcz parafii w Mrągowie, wicedziekan i członek Rady Kapłańskiej, współpracował z gangsterami, dostarczając kompromitujących dla konfratrów informacji wykorzystywanych do późniejszego ich szantażowania. Wpadł, gdy ks. Leszek R. (dziekan dekanatu Mrągowo II) – sfilmowany w wannie z dziennikarką dorabiającą sobie do wierszówki prostytucją – pożałował 275 tys. zł na wykupienie kasety wideo. Ks. Józef dostał rok i osiem miesięcy w zawieszeniu na 2 lata oraz 15 tysięcy grzywny. Metropolita warmińsko-mazurski abp Edmund Piszcz skazał podwładnego na nieco chudszą parafię w T.

# Ksiądz prałat Jan Halberda, niegdyś dyrektor ekonomiczny i szara eminencja diecezji elbląskiej, legitymując się pełnomocnictwami biskupa, zaciągnął pożyczki u osób prywatnych oraz instytucji na łączną kwotę ok.32 mln zł. Za pieniądze wybudował seminarium, dom rekolekcyjny i inne budynki kościelne. Gdy nadszedł czas rozliczeń, kuria umyła ręce, a duchowny oznajmił wierzycielom, że nie odda, bo nie ma z czego.

# Ordynariusz diecezji włocławskiej bp Alojzy Mering wziął 10 mln zł za nieruchomość, którą jego podwładny – ksiądz prałat dr Eugeniusz M. – wycyganił od państwa w ustawionym przetargu za pięćdziesiątą część tej kwoty, puszczając przy okazji z torbami rolnika inwestującego w pomyślność kościelnego interesu.

# Ksiądz Tomasz O. z diecezji ełckiej – oddelegowany do Rzymu na studia z bioetyki – handlował w Małopolsce fałszywymi euro. Proceder trwał kilka miesięcy. Kiedy wpadł wraz ze swoją kochanką, w kieszeniach miał jeszcze 2 tysiące fałszywek.

# Metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz posunął się do poświadczenia nieprawdy w akcie notarialnym (Repertorium A 408/2006), składając wyssane z palca oświadczenie, jakoby świeckie Stowarzyszenie „Dom Rodzinny” było od zawsze agendą kościelną, a jego majątek należał do archidiecezji. Skusiły go nieruchomości w Krakowie i Rabce szacowane na prawie 75 mln zł.

# Ojciec Maksymilian (w „cywilu” Witold K.), przeor klasztoru kamedułów na Bielanach koło Krakowa, był osobistością bardzo znaną i honorował go m.in. nuncjusz papieski abp Józef Kowalczyk, obecny prymas Polski. Mnich został zatrzymany przez policję w mieszkaniu swojej kochanki Małgorzaty L. Żył z nią od kilku lat, choć zakon kamedułów uchodzi za zgromadzenie o wyjątkowo surowej regule. U narzeczonej o. Maksymiliana znaleziono skradzione z klasztoru dzieła sztuki. Były przeor jest oskarżony o przywłaszczenie mebli, zabytkowej figurki i obrazu oraz zagarnięcie gotówki w kwocie 110 tys. zł.

# Z pożyczonymi lub zdefraudowanymi pieniędzmi uciekło za granicę w latach 2000–2010 co najmniej 25 duchownych. Najbardziej spektakularne były przypadki ks. Krzysztofa M., „ministra finansów” diecezji łowickiej (3,5 mln zł) i ks. Franciszka A. – pierwszego po biskupach wikariusza generalnego tamtejszej kurii (230 tys. zł). W ich ślady poszedł także ks. Marek Z. (200 tys. zł), proboszcz parafii w Kruszynie (diec. włocławska) sprawujący z nominacji bp. Meringa ideologiczny nadzór nad całym diecezjalnym duszpasterstwem rodzin, oraz ks. Tadeusz F. (ok. 160 tys. zł) z Zagórowa w archidiecezji gnieźnieńskiej…

Bicie lub bardziej wymyślne formy znęcania się nad dziećmi (podopiecznymi) udowodniono 49 duchownym. Są wśród nich:
ks. Stanisław K., były proboszcz parafii w Hłudnie (diec. przemyska) oskarżony o doprowadzenie 13-letniego chłopca do samobójstwa i znęcanie się nad trójką innych dzieci;

ks. Tadeusz T., proboszcz z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej (jedyną dlań dolegliwością za samobójstwo 17-latki była konieczność zmiany parafii); wywodzący się z tej samej diecezji proboszcz ks. Jacek S., który umknął Temidzie, bo tylko lubił rzucać uczniami o ścianę;

ks. Stanisław G. z diec. zamojsko-lubaczowskiej (prokuratura w Tomaszowie Lubelskim umorzyła śledztwo ze względu na „niską szkodliwość społeczną” poniżania uczniów na lekcjach religii, wielebny trafił na nową parafię);

ks. Jan P., proboszcz-recydywista z Papowa Toruńskiego, który po niedawnym kolejnym pobiciu ośmiolatka został skierowany na urlop zdrowotny (przyznał, że „był przemęczony i puściły mu nerwy” – tak tłumaczył go rzecznik pra-sowy toruńskiej kurii biskupiej);

ks. Franciszek W., proboszcz z diec. legnickiej (stanął przed sądem za zmuszanie przedszkolaków do wymierzania sobie nawzajem kar, zdejmowania dzieciom bielizny i bicie maluchów po obnażonych pośladkach);

ks. Mirosław B., proboszcz spod Wejherowa (sprawa pobicia kolonisty została mu warunkowo umorzona);

ks. Franciszek J., proboszcz z diec. legnickiej (matki trzech ministrantów z ponadrywanymi uszami zawiadomiły prokuraturę);

ks. Henryk P., proboszcz z Podhala (pół roku więzienia w zawieszeniu i trzy lata zakazu nauczania za psychiczne znęcanie się nad upośledzonym uczniem);

ks. Michał W., proboszcz z Sidziny w diec. opolskiej (śledztwo w sprawie pobicia 11-latka przed kilkoma dniami umorzono.
„Interes społeczny nie wymaga, żeby ścigać ten czyn z urzędu” – stwierdził zastępca prokuratora rejonowego w Nysie).

Kolegom w sutannach nie ustępują pola świątobliwe niewiasty, spośród których wyróżniły się: s. Bernadetta i s. Franciszka ze zgromadzenia boromeuszek prowadzących w Zabrzu ośrodek wychowawczy (za bicie i przyzwalanie na przemoc oraz ułatwienie gwałtu pierwsza dostała 2 lata bez zawieszenia i dożywotni zakaz obejmowania stanowisk związanych z leczeniem i opieką nad dziećmi, druga – osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata i ośmioletni zakaz);

s. Jadwiga ze Zgromadzenia Franciszkanek Rodziny Maryi (warunkowo umorzone postępowanie karne za pobicie upośledzonej pensjonariuszki DPS w Studzienicznej);

elżbietanka s. Miriam, dyrektorka Domu Dziecka w Legnicy (skazana na rok i trzy miesiące w zawieszeniu na cztery lata. W zestawie kar miała zlizywanie zabrudzonych kałem ręczników oraz moczu z desek klozetowych);

służebniczka śląska s. Marietta – szefowa Domu Małego Dziecka w Kłodzku (tolerowała seks uprawiany przez wychowanków, a katalog kar obejmował bicie i spożywanie chleba zalegającego w śmietniku).

Ktoś wyrazi pretensję: a gdzie biskupi wymuszający haracze od personelu, mroczne tajemnice klasztorów, „gosposie” i kochanki, hieny i szantażyści cmentarni, przekręty Caritasu, nafaszerowani promilami zabójcy za kierownicą, rozpusta za pieniądze z publicznych dotacji, amanci w sutannach rozbijający rodziny, handel „skórami”… I będzie to niestety pretensja słuszna, bo kościelny pitawal to temat na grubą książkę.

[2011] FaktyiMity.pl 23(588)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: