FiM – Jako mąż i nie mąż

Celibat pustoszy nie tylko życie samych duchownych. Po kraju grasują księża podrywacze niszczący rodziny, a szczególnie rozpasany „pies na baby” wałęsa się po diecezji kaliskiej.

– Moralna kondycja księży wywołana celibatem jest w wielu przypadkach zła i gorsząca dla autentycznie religijnych katolików świeckich, widoczna w ich hipokryzji, podwójnej moralności, w ukrytych związkach z kobietami, w potomstwie z nimi, w materializmie praktycznym, w zagubieniu moralnym i religijnej płytkości – diagnozuje socjolog religii prof. Józef Baniak. Dodaje, że skala tego zjawiska dziś jest o wiele większa, niż była widoczna kilkadziesiąt lat wcześniej, zwłaszcza wśród młodszej generacji księży.

Według badań profesora niemal połowa księży katolickich chciałaby żyć w regularnej rodzinie. Profesor Tadeusz Bartoś uważa, że porównywalny odsetek łamie celibat. Biskupi zazwyczaj ograniczają się do przeniesienia takiego delikwenta do innej parafii. Kiedy i tam „znajdzie babę”, przenoszą go dalej, na jeszcze większe zadupie. Tymczasem w małym miasteczku, gdzie się prawie wszyscy znają, trudno ukryć związek księdza z nauczycielką, lekarką czy inną przedstawicielką płci pięknej. Jak w tym wszystkim odnajduje się katolickie społeczeństwo?

# W D. (archidiec. poznańska) proboszcz Sergiusz B. ma otwarty konflikt z parafianami. Bardzo go wspiera organistka, z którą – jak mówią ludzie – od kilkunastu lat żyje w konkubinacie. – Mieszka z proboszczem pod jednym dachem. Oprócz roli organiściny nie ma innych obowiązków na plebanii, nie sprząta, nie gotuje, nie pierze. Więc co robi? – zastanawia się pani Agnieszka. Być może ustali to biskup, bo pod naciskiem tłumu zadeklarował, że związek proboszcza zbada Metropolitarny Sąd Duchowny.

# Proboszcz z parafii w O. (diec. kaliska) od lat żyje z kobietą na luksusowej plebanii. Ona jest nauczycielką w nieodległej miejscowości. Przyjeżdża – jak relacjonują ludzie – swoim „mercedesikiem”. Miejscowi pojechali na nieobyczajny żywot księdza nagadać biskupowi. Powiedzieli, że jeżeli nic z tym nie zrobi, w końcu wybuchnie skandal. „Skandale w Kościele były, są i będą” – skwitował biskup. Proboszcza ma jednak w czerwcu tego roku z parafii usunąć. Inny duchowny tej samej diecezji, dziś proboszcz eksponowanej parafii w O., w czasach gdy jeszcze był wikariuszem, rozbił małżeństwo i spłodził dziecko kobiecie. Mąż się powiesił…

# Księdza Krzysztofa, byłego wikarego w S. (diec. tarnowska), biskup przeniósł po tym, jak urodziło się w parafii jego dziecko. Sprawa wcale nie była prosta, bo matka noworodka miała już wcześniej trójkę dzieci z tzw. prawego łoża. Dla ks. Krzysztofa rodzinę zostawiła. Kiedy jednak przyszedł czas rozwiązania, duchowny – zamiast, jak obiecywał, zrzucić sutannę – rzucił swoją kochankę. Jej małżeństwo nie przetrwało tej kościelnej próby.

###

– My nie chcemy się mścić. Nam chodzi o to, żeby przestał gwałcić i bałamucić nasze córki, żony – tak o innym księdzu Krzysztofie (obecnie w S., diec. kaliska) mówią jego byli parafianie.

Wszędzie, gdzie dotąd urzędował, duchowny miał opinię absolutnego kobieciarza. Można by nawet powiedzieć o nim z podziwem, że jest koneserem niewieściej urody, gdyby nie fakt, że jego podboje niszczą współmałżonków.

– Ktoś mi kiedyś powiedział, że on ma podwójną satysfakcję. Raz, kiedy bałamuci kobietę, a jeszcze większe ma doznania wówczas, kiedy jej mąż na tym cierpi – zaczyna swoją historię Józef*.
Jego małżeństwo układało się bardzo dobrze. Do dnia, kiedy jego żona skorzystała z propozycji ks. Krzysztofa (był wówczas wikarym w O.), który zaoferował, że podwiezie ją do sąsiedniej parafii. Pojechali służbowo, więc pozornie nie było w tym nic nadzwyczajnego. Kiedy kobieta wróciła po kilku godzinach, była bardzo zdenerwowana. Nie chciała rozmawiać na temat wyjazdu. Od tego czasu żona Józefa wycofała się z małżeńskiego pożycia. – Unika bliskości, dotyku, nie chce rozmawiać. Żyję jak pustelnik. Nie jesteśmy po rozwodzie ani nawet w separacji, ale żyjemy w całkowitej cielesnej izolacji. Nie wiem, co z tym zrobić – rozważa zdruzgotany mężczyzna. On, człowiek głęboko wierzący, traktujący małżeństwo jako rzecz pierwszorzędną, nie potrafi sobie z tą sytuacją poradzić. Z księdzem Krzysztofem nigdy na ten temat nie rozmawiał. – We mnie jest tyle agresji, że chyba nie zapanowałbym nad sobą. W moim życiu ksiądz poczynił jedno wielkie spustoszenie. To jest skaza w psychice, taki uraz, że nie da się go wymazać. Wybaczyłbym mu, gdyby to zrobił z jedną osobą, ale on to robi nagminnie – twierdzi.

Bo, jak się okazuje, Józef nie jest jedyną ofiarą książęcego „hobby”.
– Nic dobrego nie można o nim powiedzieć. O tym człowieku chcemy jak najszybciej zapomnieć. Nie tylko ograbił parafię z pieniędzy, ale także poczynił krzywdy moralne. Odzywki ma takie, które duchownemu nie przystają – mówią wierni z parafii Ś.

Do dziś wspominają, jak wpadł kiedyś spóźniony na spotkanie rady sołeckiej, podszedł do stołu, wziął dorodnego banana i – zwracając się do jednej z obecnych na sali kobiet – powiedział: Ty powinnaś dostać tego banana między nogi.

Nie jest także tajemnicą, że kiedy jedna z lokalnych mężatek spanikowana przyszła do księdza podzielić się nowiną, że zaszła z nim w ciążę, ten wyjął pieniądze i powiedział krótko: „Idź usuń”.

Z kolei w O. ksiądz Krzysztof był przyczyną rozbicia małżeństw B. oraz N. W tym drugim przypadku zaczęło się od przyjaźni. Odwiedzał N. niemal codziennie, zwykle przywoził alkohol, a kiedy gospodarz domu był już wystarczająco upojony, zajmował się jego żoną. Sprawa się wydała, bo pewnego dnia pan domu wypił o jeden kieliszek za mało i przyłapał swoją żonę z duszpasterzem in flagranti. – Od tego czasu zaczęły się w tym domu scysje. Podczas sprawy rozwodowej zeznawało kilka osób. Wówczas wypłynęły takie sprawy jak m.in. nocne wizyty księdza u żony N., wchodzenie i wychodzenie przez okno – opowiada jeden ze świadków. Rozwód orzeczono; N. zwracał się później o pomoc do różnych księży. Współczuli, poklepywali, ale żaden nie znalazł rozwiązania. Dziś mieszka na Wybrzeżu, jest wrakiem człowieka. Takim, o którym zwykło się mówić, że pije, aby zapomnieć.
– Ksiądz to supermężczyzna, elokwentny, zadbany. Prowadzi bujne życie i zostawił po sobie kilkoro dzieci. Ma pecha, a może szczęście, bo jego dzieci są do niego niezwykle podobne. Poprzedni biskup nic nie robił w tej sprawie; kazał się modlić i wybaczać. Obecny bierze się za robotę i jak zawodowy chirurg – tnie. Tylko że to jest przesuwanie jak na szachownicy. Nic nie daje. Jeżeli my, parafianie, nie będziemy reagować, to będzie jedno bagno – twierdzi Zbigniew.

Dlatego pojechali do biskupa. Ten powiedział, że zimą nawet psa się nie wygania z budy. A że nie odpuszczali, postanowił w końcu ks. Krzysztofa ukarać, to znaczy przenieść do innej parafii. Padło na P., ale tutaj, gdy tylko ludzie się dowiedzieli, jaki prezent im hierarcha szykuje, natychmiast polecieli do kurii z zapowiedzią, że jak się nie rozmyśli, to on kościół zabiją dechami i nikt nie wejdzie.

W końcu księdza Krzysztofa biskup zesłał do małej parafii S., bo akurat zmarł dotychczasowy proboszcz. – To jest chory psychicznie człowiek, erotoman. Bierze kobiety podstępem, a są i takie, które mu same ulegają. On się świetnie bawi. Zagraniczne wycieczki, kobiety; a my cierpimy. W końcu znajdzie się ktoś, kto go odstrzeli – mówią moi rozmówcy.

###

Do czasu oddania tego numeru „FiM” do druku biskup kaliski nie odniósł się do naszych zapytań ani do całej sprawy.

* Imię zmienione

[2013] FaktyiMity.pl Nr 15(684)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: