FiM – Królowa okradziona

Waldemar Przepiórka, proboszcz parafii w Sianowie koło Kartuz, grozi ekskomuniką temu, kto podniósł rękę na Matkę Boską Sianowską, Królową Kaszub zresztą. Owo podniesienie polegało na tym, że ktoś się nie bał i na początku maja podprowadził królowej pozłacane korony.

Bogobojni Kaszubi wpadli w histerię. Lamentują i wyklinają złoczyńcę. Prokościelna prasa nakręca sprawę, informując, że całe Pomorze jest w szoku, bo po raz pierwszy od XV wieku znalazł się człowiek, który podniósł rękę na Kaszubską Królową z Sianowa. Relacje są dramatyczne, informują o płaczących kobietach, wzruszeniu, złości i rozpaczy mężczyzn. Jedna z sianowianek twierdzi ponoć, że przekroczono granicę i nic już nie będzie tak, jak dawniej. Nic, tylko tragedia porównywalna z zamachem na WTC!

Kopnęliśmy się więc do Sianowa, żeby na własne oczy zobaczyć boleść Kaszubów. Oczywiście incognito, bo kto by chciał rozmawiać z wysłannikami diabelskiej gazety. Popytaliśmy w sklepie i gospodzie. Owszem, mieszkańcy wsi mówią o kradzieży w kościele, ale przeważnie starsi. Młodych to w ogóle nie interesuje. Coś tam słyszeli, ale żeby robić z tego jakiś szum? Bez przesady. Zupełnie inaczej zachowują się działacze parafialni. Twierdzą, że drewniana figurka przedstawiająca Matkę Boską trzymającą na ręku Dzieciątko Jezus jest cudowna na 100 procent! Została w 1450 roku znaleziona przez dzieci pod krzakiem paproci. Pożary kościołów za każdym razem oszczędzały figurę. Ten i ów zaklina się, że modły do figurki ratowały ludzi z najgorszych opresji. Bywało, że odzyskiwali wzrok i władze w nogach. Tyle cudów Pani z Sianowa uczyniła, że nie sposób ich wymienić… udokumentować zresztą też nie.  W uznaniu zasług, za „cuda” te w 1966 r. dokonano jej koronacji papieskimi koronami, nadając tytuł Królowej Kaszub. Od tej pory dwa razy do roku odbywają się tu pielgrzymki i odpusty, na które ściągają ludzie z całego Pomorza.

W cuda z zasady nie wierzymy, bo jeśliby były, to nikt nie ukradłby kościelnych fantów. Popytaliśmy więc na okoliczność. Nasi rozmówcy niezbyt chętnie chcieli o tym mówić. Dlaczego? Okazuje się, że wszyscy zgodnie twierdzą, iż złodziejem musiał być ktoś „swój”. Obraz, za którym znajdowała się figurka, zamykany był mechanicznie. Niewielu wśród parafian wiedziało,  w jaki sposób można go odsunąć. Zamki w drzwiach świątyni nie były naruszone. Policja również przychyla się do opinii, że kradzieży musiał dokonać ktoś bardzo dobrze znający kościół i panujące w nim zwyczaje. Nie sam czyn więc, ale ujawnienie, że profanacji (przy wyrywaniu berła złamano figurce palec!) dokonał ktoś z ich parafii – byłoby największą tragedią sianowskich Kaszubów.  Drugą sprawą jest perspektywa ufundowania nowych świętych koron i innych skradzionych wotów. W przypadku bowiem, kiedy fanty nie odnajdą się, a na to się zapowiada (przedmiotów w sianowskim kościele nie oznakowano jeszcze w ramach programu cechowania obiektów muzealnych i sakralnych prowadzonego przez policję i PZU), to niechybnie proboszcz wyciągnie do wiernych rękę z tacą. Znając zaś bogobojność kaszubskiej nacji, przypuszczamy, że nikt nie odważy się nie dać na Najświętszą Panienkę. A zbierać będzie na co. Złodziej wziął bowiem jak swoje dwie pozłacane korony wysadzane sztucznymi kamieniami, pozłacane berło, królewskie jabłko, pozłacaną zapinkę w kształcie serca, siedem gwiazd kutych w srebrze i pozłoconych, figurę ukrzyżowanego Jezusa, Oko Opatrzności Bożej, serce z monogramem IHS i małe serce Maryi. Jakby tego było mało, podprowadził jeszcze skarbonę z ofiarami.

Morał z tej historii jest taki, że jeszcze trochę takiej polityki, jaką prowadzi Kk,  a nawet w najbardziej „świętych” skupiskach polskiej ludności coraz częściej znajdować się będą tacy, którzy piekła ani proboszczowych ekskomunik bać się nie będą i bez skrupułów uszczuplą kościelne bogactwo.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 23(118)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: