FiM – 2 x requiem

Śmierć to dla funkcjonariuszy Kościoła niezwykle dochodowy interes. Wiadomo, że tam gdzie są pieniądze, łatwo się ześwinić…

Ksiądz Stanisław P. zarządza duszami kilkuset parafian ze wsi T., położonej nieopodal Radomia. Niedawno ubyły mu dwie: dziewczynki zmarłej na raka mózgu i jej matki, która definitywnie wyzwoliła się spod zależności wielebnego.

– Basia już od dawna chorowała, ale – jak to dziecko – mimo pogarszającego się stanu zdrowia bardzo pragnęła przystąpić do Pierwszej Komunii. Matka opiekowała się nią w domu i wydawała ostatnie pieniądze na leczenie córki. Nie miała już ani czasu, ani możliwości, żeby zawozić ją na te wszystkie nauki i próby, więc poprosiła proboszcza, żeby przyjeżdżał do małej i udzielił jej tej komunii w domu. Sprzeciwił się i nakazał przywozić dziecko do kościoła – opowiada nam kobieta zaprzyjaźniona z mamą Basi. Gdy dziewczynka była już w bardzo ciężkim stanie, matka ubłagała księdza z warszawskiego hospicjum, który przyjechał do T. i zrobił, co do niego należało, udzielając konającemu dziecku wymarzonego przez nie sakramentu.

Basia zmarła w przededniu Pierwszej Komunii swoich rówieśników. „Tak bardzo żałujemy, że nie ma jej dzisiaj wśród nas” – łkał ks. Stanisław P. podczas uroczystej mszy towarzyszącej zbiorowemu łykaniu opłatków.

Nazajutrz mu przeszło. Za pogrzeb dziecka na miejscowym cmentarzu pleban zażądał od zdruzgotanej i pozostającej bez środków do życia matki – 600 zł za mszę żałobną i 300 zł za mogiłę. Wprawdzie zapłaciła, ale jej też przeszło i powiedziała Kościołowi katolickiemu… adieu.

###

Ksiądz prałat Stanisław Gackowski, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Żukowie, będący też bardzo ważnym w archidiecezji gdańskiej przewodniczącym Rady Instytutu Stałej Formacji Kapłanów, wydał odezwę do swoich owieczek. Odczytywano ją w Żukowie przez dwie niedziele, a nawet zamieszczono w specjalnym biuletynie, co pozwala domniemywać, że problem dotyczy najżywotniejszych interesów plebana. Ano, przekonajmy się…
„Kiedyś na dziedzińcu przykościelnym stał stary dom, który zamieszkiwały trzy rodziny. Ponieważ dom nie nadawał się do dalszego użytkowania, rodziny otrzymały mieszkania zastępcze lub wybudowały sobie nowy dom. Po rozbiórce starego parafia nasza wybudowała nowy Dom Przedpogrzebowy”– czytamy w pierwszych zdaniach odezwy, domyślając się, że może ksiądz prałat zamierza kupić nowe lodówki i potrzebuje zastrzyku pieniędzy.

Ale – jak czytamy dalej – sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana:
„Z czasem, za namową księdza proboszcza, powstał przy nim zespół ludzi pod kierownictwem pana Zenona C.(…), świadczących ostatnią posługę przy zmarłym. Właścicielem domu jest parafia i użycza go każdemu, kto o to poprosi. Aby jednak za każdym razem nie absorbować ks. proboszcza, ksiądz dał klucz od domu p. Zenonowi, który za zużytą energię pobierał od zainteresowanych 50 zł i przekazywał do kasy parafialnej”.

Czyżby pan Zenon się zbiesił i nie chce już odpalać działki za obsługę pogrzebów? A może prąd zdrożał? Nic z tych rzeczy. Okazuje się bowiem, że jakieś łotry bezczelnie wchodzą wielebnemu w szkodę:
„Teraz istnienie tego zespołu jest zagrożone, gdyż firma z Kartuz, świadcząca te same usługi, reklamująca się na rondzie Karola Krefty, dla mieszkańców Żukowa obniżyła swoje usługi poniżej opłacalności, żeby zniszczyć nasz zespół, który, gdy upadnie, oczywiście podwyższy opłaty”.

Prałat Gackowski ma zawodowe kontakty z duchami, więc bezbłędnie rozszyfrował niecne zamiary konkurenta. Ale zamiast w te pędy zawiadomić o dumpingu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, postanowił załatwić
sprawę po swojemu:
„Dlatego parafia nasza, żeby to zrekompensować, będzie brała od tych rodzin, które zamówią usługi pogrzebowe z Kartuz, opłaty za miejsce na cmentarzu i za użyczenie Domu Przedpogrzebowego takie jakie obowiązują w Trójmieście. A są one o 100 proc. i więcej wyższe od naszych, które są najniższe”.

Innymi słowy: jeśli pójdziecie, kochane owieczki, do moich rywali biznesowych – policzę wam za kwaterkę jak za kawalerkę.

A w ogóle, to chamy z Kartuz podczas ceremonii pogrzebowej nawet nie umieją zachować się w kościele.
„Jako duszpasterze obserwujemy też zachowanie tych zespołów. Niektórzy w czasie Mszy św. wychodzą na zewnątrz, żeby zapalić papierosa”– wybrzydza proboszcz.

Przyznajemy, że ma świętą rację, bo jego ekipa to prawdziwi profesjonaliści:
„Nasz zespół parafialny uczestniczy we Mszy św., często także przyjmują Komunię Świętą – a więc pomagają zmarłemu także w wymiarze duchowym”…

Ku bezgranicznej – ma się rozumieć – wdzięczności zainteresowanego i jego zrozpaczonych najbliższych.

W końcowych słowach odezwy prałat Gackowski myśli:
„Myślę, że o ile będzie zrozumienie w tej sprawie nas wszystkich, to nasz zespół zdoła się utrzymać, czego im życzymy”.

My do tych życzeń absolutnie się nie przyłączamy…

[2007] FaktyiMity.pl Nr 25(381)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: