FiM – Biskupie hieny

Do ulubionych zajęć biskupów należy ściąganie ogromnych haraczy od pokropków oferowanych choćby i szaletom oraz mieszanie na cmentarzach i lekceważenie woli zmarłych.

Kiedy 18 października 1950 r. umierał ks. Emanuel Grim, największym zmartwieniem biskupa katowickiego bp. Stanisława Adamskiego nie była strata, jaką dla Śląska stanowiła śmierć szczerego patrioty, lecz zabiegi, za pomocą których zamierzał pomniejszyć rangę jego pogrzebu i zamienić go w antypolską manifestację. Takie zachowanie nie dziwi, skoro Adamski to doświadczony kolaborant i zwolennik Hitlera, wsławiony współpracą z faszystami i zmuszaniem rdzennych Polaków do wpisywania się na volkslistę.

Niesławną postać renegata warto przypominać dlatego, że z własnej inicjatywy, nie czekając na naciski Niemców, zniósł w diecezji polskie nabożeństwa, kazania i śpiewy kościelne. Gdy po wojnie Adamski wrócił do Katowic, podjął się haniebnego dzieła obrony hitlerowskich prominentów – volksdeutscha ks. Franza Wosnitzy i jednego z najzacieklejszych wrogów polskości – bpa Carla Spletta. Skrajny egotyzm, fanatyzm i antykomunizm doprowadziły Adamskiego do skandalicznego zachowania podczas pogrzebu ks. Grima (Istebna, 21 października 1950 r.). Biskup nie tylko zakazał jakichkolwiek „świeckich przemówień” i wystąpień „osób spoza Istebnej”, ale sam postanowił zabłysnąć krasomówstwem. Pogrzebową mowę skonstruował jednak tak, by ani słowem nie wspomnieć nazwiska zmarłego, a zarazem zohydzić należną mu pamięć, bredząc, że Grim nie przyjął sakramentów i nie ma dla niego miejsca w niebie.

Nie wiedział, że prałat zmarł na zawał, a namaszczenia chorych udzielono mu, gdy był nieprzytomny. Na szczęście znaleźli się obrońcy księdza: kierownik miejscowej szkoły Franciszek Sikora i ks. Filip Bednorz – znienawidzony przez Stanisława Adamskiego do tego stopnia, że gdy tylko zaczął przemawiać, biskup ostentacyjnie opuścił cmentarz. Adamski ośmieszył się, polecając, by z cmentarza wyszła też procesja. Przeliczył się, bo nie ruszył się żaden duchowny ani żaden świecki – poza zalęknionym kapelanem biskupa, który stworzył wraz ze swoim pryncypałem najmniejszą (dwuosobową) procesję świata.

Wstyd mi za prawicowo-klerykalne władze Katowic, hołubiące dziś pamięć bp. Adamskiego, który ma w stolicy Górnego Śląska własną ulicę.

###

Łódzki bp Michał Klepacz sporządził 27 listopada 1966 r. testament, w którym prosił o pochowanie go „nie w podziemiach katedry, lecz na cmentarzu św. Franciszka w grobie Ludwika Januszko”, kamerdynera 3 kolejnych łódzkich biskupów. Cóż z tego! Cytowany testament spalono (zachowała się tylko fotografia), a wolę zmarłego zignorowano na wyraźne polecenie kard. Stefana Wyszyńskiego. Prymas, który darzył zmarłego nieskrywaną niechęcią, za nic miał ostatnie życzenie skromnego i odróżniającego się od innych hierarchów biskupa, polecił pochować go w katedrze, łamiąc ustawę o cmentarzach i chowaniu zmarłych.

###

18 stycznia 2006 r. zmarł w Warszawie ks. Jan Twardowski, zaś 16 dni później pochowano go w stolicy, w monstrualnej i kiczowatej Świątyni Opatrzności Bożej. Prałat chciał być pochowany w Warszawie, ale nie w tym ohydnym betonowym bunkrze, nie w świątyni faryzeizmu i bezguścia. Wyraźnym życzeniem księdza-poety było pochowanie go na Powązkach. Własny pogrzeb zaplanował ze szczegółami, prosząc nawet o to, by odwiedzający jego grób kładli zawsze na płycie orzechy dla wiewiórek. Ale wola zmarłego była dla ówczesnego prymasa Polski i metropolity warszawskiego kard. Józefa Glempa po prostu niczym.

Oburzyło to rodzinę księdza. „Jak to? Miały być Powązki, zieleń, ptaki, orzechy i wiewiórki!” – wołała bliska krewna. – „Zmobilizowaliśmy się w rodzinie, żeby do tego nie dopuścić. A jeszcze inna spokrewniona z prałatem osoba wspomina z goryczą: „Kardynał Glemp nawet nie chciał z nami rozmawiać. Wysłał do nas na korytarz jakiegoś (…) biskupa. Tłumaczyliśmy mu, że Jan Twardowski był skromnym człowiekiem, żadnych nagród państwowych nie przyjmował. A na to ten biskup: »Order Uśmiechu przyjął«”. Cóż za „subtelny” i „taktowny” biskup!

Przyjaciel zmarłego wspominał ten niemiły i sztywny pogrzeb: „Brnęliśmy w błocie i cemencie przez plac budowy. Okropne wrażenie”. Zastraszona przez hierarchów rodzina wstrzymała się w końcu z ekspedycją już przygotowanego pisemnego protestu, a siostrzeniec Twardowskiego zdecydował: – Nie zrobimy nic, żeby się sprzeciwić woli księdza prymasa, bo choć wolelibyśmy, żeby wujek spoczął na Powązkach, to nie chcemy robić afery.

Kanclerz warszawskiej kurii ks. Grzegorz Kalwarczyk komentował to po swojemu: „Prymas chciał ks. Twardowskiego w szczególny sposób wyróżnić. Do niego należy ostateczna decyzja, gdzie księdza pochować. Wszyscy księża ślubowali swojemu biskupowi ordynariuszowi posłuszeństwo, a ponieważ ks. Jan był kapłanem pokornym i posłusznym, na pewno by się zgodził na pochowanie w krypcie zasłużonych”. Słowa kanclerza to brednie. Przecież „uszanowanie tej pięknej tradycji, jaką jest wypełnienie woli zmarłego człowieka, znane jest w całym cywilizowanym świecie i uznawane przez prawo”. Tak napisał w liście otwartym do Glempa czytelnik „Gazety Wyborczej”. A sędzia Stanisław Rudnicki, który specjalizuje się w tej problematyce, stwierdza: „Kult pamięci osoby zmarłej (…) jest (…) w pierwszej kolejności dobrem osobistym zmarłego: skoro zatem pozostawił on dyspozycję co do (…) miejsca i formy (pogrzebu – przyp. red.), ma to znaczenie jednoznacznie rozstrzygające”. Warto dodać, że część kosztów pochówku ks. Twardowskiego przejął na siebie – nie wiedzieć czemu – Skarb Państwa, o czym na wniosek ministra kultury i dziedzictwa narodowego zdecydował ówczesny szef Kancelarii Premiera Mariusz Błaszczak.

###

Odkąd ks. Stanisław Fijałek rozpoczął w 1971 r. pracę w Karniowicach, dał wyraz zainteresowaniu problemami funeralnymi. Dziełem życia kanonika stał się grzebalny kurhan. Wychodząc ze słusznego założenia, że tradycyjny cmentarz jest źródłem licznych niebezpieczeństw dla środowiska naturalnego, wzniósł pokrytą ziemią i trawą budowlę (16 m wysokości, 26 m średnicy, stała temperatura wnętrza 9–10 st. C), w której spoczywać mają zwłoki po uprzedniej tanatopraksji (zabieg zapobiegający procesom gnilnym ciała – dop. red.), przykryte lnianą narzutą i umieszczone w metalowych trumnach. Mniej więcej po 4 latach od pochówku rozsypują się one w proch, przez co szczątki ciał jednej rodziny zmieszczą się w jednym grobowcu. Nowotworowe przeżycia skłoniły kanonika do spisania 8 listopada 2006 r. testamentu, w którym można przeczytać, że życzy sobie skromnego pogrzebu w kurhanie, bez pogrzebowej procesji oraz bez żadnych zniczy i wieńców, „które tworzą śmietnik cmentarny”. Kiedy S. Fijałek umierał 5 marca 2010 roku, oczywiste wydawało się, że jego wola zostanie spełniona. Na przeszkodzie stanął jednak Stanisław Dziwisz – niedawny papieski lokaj, który nakładanie ojcu nieświętemu kapci zamienił na władanie archidiecezją. Cóż tam wola jakiegoś zasuszonego kanonika, cóż tam jego fanaberie i kurhany, cóż tam ekologia, pewnie diabelskimi podszeptami podszyta! Był więc nie tylko cmentarz, ale również procesja, wieńce, znicze…

O tym, jak fałszywą sektą jest Krk, świadczy również jego walka z prawami człowieka. Kościół bezwyznaniowcami i innowiercami gardzi, a świeckich katolików traktuje jak niewolników bez prawa głosu. Nawet własny kler uważa za bezwolną masę żołnierzy. W arbitralny, bezwzględny sposób Krk ignoruje wolę duchownych, mimo że ci służą mu przez lata. Ta antyhumanitarna struktura powstała z bezgranicznej chęci władzy i zysku. Ale jej dni są policzone, bo to kolos na glinianych nogach.

Czy klerycy marnujący w seminariach najpiękniejsze lata młodości zdają sobie sprawę z tego, komu przyjdzie im okazywać ślepe posłuszeństwo? Czy wiedzą o tym, że są i będą tylko pionkami w grze o utrzymanie katolickiego monstrum? Czy oni sami oraz ich rodzice i bliscy są świadomi tego, że pakując się w szeregi czarnych poddanych białego papieża, mogą zapomnieć także o wymarzonym miejscu pochówku?

Święto Zmarłych może stać się dobrą okazją do uświadomienia sobie perfidii, z jaką Krk wykorzystuje śmierć człowieka, tak manipulując jego bliskimi, jak i sowicie zarabiając na ich tragedii. Wyssane z palca horrendalne opłaty za katolicki pogrzeb, dyskryminacja (także finansowa) kremacji, bezprawne przywileje dla jednych zakładów pogrzebowych przy prześladowaniu innych, histeryczny opór przed umożliwieniem pozostawiania ludzkich prochów w domu – to tylko przykłady. Bywa, że do szeregów kleru trafi także rozsądny człowiek. Niech zmyka jednak stamtąd jak najszybciej, by nie uczestniczyć w ohydnych procederach, a także dlatego, żeby spocząć na zawsze tam, gdzie ma ochotę.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 44(661)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: