FiM – Ksiądz pedofil na polowaniu: Powołanie do dzieci

Na plebanii prestiżowej wrocławskiej parafii policjanci znaleźli kolekcję „twardej” pornografii z udziałem dzieci. Należała do wikarego, zajmującego się też katechizacją uczniów pobliskiej szkoły podstawowej. Wpadł przez sto złotych. Tyle oferował trójce nieletnich chłopców za wspólną zabawę.

Wrocław, osiedle Ołbin. Typowe śródmiejskie slumsy. Jest poniedziałek, 5 września. Minęła godzina 20. Trzej chłopcy – 13-letni Marcin oraz o rok starsi Grzesiek i Marek (imiona zostały zmienione) – okupują bramę kamienicy przy ul. Niemcewicza. Jeszcze zwlekają z pójściem do domu…

Grzesiek pierwszy zauważył wolno przejeżdżającą hondę civic. Powiedział kolegom, że kierowca chyba szuka jakiegoś adresu, bo już od kilkunastu minut krąży po okolicy. Auto zatrzymało się przy chłopcach; za kierownicą siedział porządnie wyglądający młody mężczyzna:
– Cześć, chłopaki, macie ochotę szybko i w prosty sposób zarobić stówę? – zagadnął.

Bardzo chcieli, jednak gładko wygolony i pachnący łaskawca nie chciał zdradzić szczegółów intratnej propozycji:
– Pojedziemy zabawić się gdzieś i jak wam się nie spodoba, to zrezygnujecie. Zastanówcie się, wrócę za kilka minut. Faktycznie, wrócił.
– No, wsiadajcie, stówa wasza. Pojedziemy i ewentualnie ja stracę, jak wam się nie spodoba to, co zaproponuję! – nagabywał nastolatków.

Sęk w tym, że im bardziej chłopcy mieli wątpliwości, czy aby nie ryzykują nadmiernie, tym natarczywiej kierowca hondy nakłaniał ich do przejażdżki. Nawet znalazł już miejsce na uboczu, gdzie – jak powiedział – będzie na nich czekał.

Miał jednak pecha, bo trafił na małolatów, którzy nie wierzą już w bociana… Jeden z nich już po pierwszej propozycji zadzwonił z telefonu komórkowego do starszego brata, mówiąc, że jak na jego rozeznanie, to po okolicy kręci się autem jakiś pedał, proponując stówkę za przejażdżkę gdzieś tam. Brat powiadomił oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu, a ten wysłał na Niemcewicza zmotoryzowaną grupę wywiadowców.

Przy próbie wylegitymowania amator „wspólnej zabawy” z udziałem dzieci wcisnął gaz do dechy…

Daleko nie odjechał – policjanci byli przygotowani na taką reakcję i drogę zablokował czekający u wylotu ulicy drugi radiowóz.

Mężczyznę wyciągnięto z auta i skutego kajdankami przewieziono na komendę. Eskortujący go wywiadowcy napisali później w protokole zatrzymania, że zostali przez podejrzanie się zachowującego osobnika obrzuceni stekiem najbardziej plugawych wyzwisk za to, iż ośmielili się… podnieść rękę na duchownego.

Bo rzeczywiście – okazało się, że 35-letni Paweł K. (na zdjęciu) jest wikarym w parafii pw. Ducha Świętego we Wrocławiu. A dlaczego krążył wieczorem po okolicy oddalonej od jego parafii o ponad 5 km? „Jeździłem sobie. A co, nie wolno?” – burzył się podczas wstępnego tzw. rozpytania. Policjanci zwątpili w niewinną przejażdżkę i nie pozwolili księdzu Pawłowi opuścić komendy. Ekipa dochodzeniowa udała się na plebanię kościoła przy ul. Bardzkiej z zadaniem przeszukania mieszkania zatrzymanego.

Przejrzeli kąty, zainteresowali się też komputerem. Znaleźli bogaty zbiór zdjęć i filmów pornograficznych z udziałem dzieci. Śledczy zabezpieczyli twardy dysk, aby biegli specjaliści sprawdzili źródło pochodzenia filmoteki oraz zbadali, z kim jej właściciel ewentualnie wymieniał się kolekcją.

Dodajmy, że niezależnie od wyników ekspertyzy wikary od Ducha Świętego już wpadł w zasięg kodeksu karnego (art. 202 § 4: „Kto utrwala, sprowadza, przechowuje lub posiada treści pornograficzne z udziałem małoletniego poniżej lat 15, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”).

– O ile zarzut deprawacji dzieciaków raczej upadnie, bo propozycja nie była konkretnie sformułowana, to zawartość prywatnego komputera księdza Pawła K. jest jednoznacznie nielegalna. Co będzie dalej, zależy od ekspertyzy biegłego informatyka – powiedział nam Paweł Ogiński, szef Prokuratury Rejonowej Wrocław Śródmieście.

Ksiądz Paweł spędził noc w izbie zatrzymań. 6 września w tzw. niebieskim pokoju komisariatu na Ołbinie sędzia Sądu Rejonowego Wrocław Śródmieście przesłuchał Marcina, Grześka i Marka w obecności rodziców, prokuratora rejonowego oraz biegłego psychologa. Nie było wątpliwości, że chłopcy mówią prawdę.

Nazajutrz kończył się 48-godzinny termin zatrzymania i ksiądz został doprowadzony do prokuratury z wnioskiem o zastosowanie 3-miesięcznego tymczasowego aresztowania.

Prokurator ze Śródmieścia był bardziej pobłażliwy. Nie wystąpił do sądu o areszt. Uznał, że wystarczy dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe w wysokości 30 tys. zł. Przed wyjściem na wolność ksiądz musiał też zostawić w policyjnym depozycie swój paszport.

Sprawa zatrzymania księdza Pawła odbiła się we Wrocławiu szerokim echem. Próbowaliśmy nakłonić go do rozmowy, zwracaliśmy się też o wyjaśnienia do proboszcza parafii, ks. Czesława Mazura.

Bezskutecznie – kościół przy ul. Bardzkiej oraz parafialną kancelarię zamieniono w twierdzę nie do zdobycia. Za automatycznie zamykaną bramą plebanii widzieliśmy zaparkowaną wśród innych luksusowych aut hondę księdza Pawła, więc jednak nie wyjechał z Wrocławia, jak przekonywał nas telefonicznie ksiądz, który nie chciał się przedstawić.

Nieczynne były wszystkie instytucje usytuowane na dziedzińcu, łącznie z księgarnią-klubem „Pod Dzwonnicą”. Widać, że wielebni znaleźli się pod obstrzałem opinii publicznej i gorączkowo radzili nad tym, jak najmniej umorusanym wyjść z bagna podejrzeń o pedofilię jednego z bardziej znanych wikarych. Bo przecież ksiądz Paweł był wielce cenionym w parafii katechetą, uczył religii w klasach V i VI Szkoły Podstawowej nr 17 przy ul. Wieczystej 105 i co niedziela prowadził poranną mszę dla dzieci.

A tak w ogóle – jak twierdzili wstrząśnięci całą sprawą parafianie – to on bardzo kochał dzieci. Podobno kupował niektórym wybrańcom batoniki za dobre sprawowanie, a jeden z ministrantów dostał nawet od księdza Pawła rower.

Wierni, z którymi rozmawialiśmy przed kościołem, byli pełni rozterek:
– To był taki dobry kapłan, z autentycznego powołania… A może go wrobiono w tę pedofilię? Nie – zaprzeczali po chwili namysłu – przecież jego prawdziwa natura wyszła po sprawdzeniu komputera…

W każdym razie 11 września w niedzielę kościół przy Bardzkiej przeżył najazd. Ludzie tłoczyli się w nim od rana. Niektórzy zostali nawet na dziecięcej mszy o godz. 11, łudząc się, że proboszcz będzie chciał powiedzieć kilka słów prawdy o skandalu. Nie było w świątyni ani księdza Pawła, ani też słowa o jego kłopotach. W kazaniach zaś na okrągło przewijał się motyw przebaczenia. Z ambony napominano, że niech rzuci kamieniem ten, kto bez grzechu…

Jeden z licealistów spuentował morały sutannowych:
– Mam grzechy i chętnie popełnię jeszcze jeden. Dajcie ten kamień!

Załoga Świętego Ducha stara się zatrzeć ślady po ks. Pawle K. Z parafialnej witryny internetowej zniknęły wszelkie informacje o nim. Ba, sfałszowano wręcz historię parafii, gdyż z najbardziej aktualnej wersji wynika, że ów K. nigdy nie był tam duszpasterzem!

Wedle zasady, co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr… Ot, kościelna moralność!

PS Już w październiku 2003 r. w artykule „Uwaga wielebni” („FiM” 41/2003) ostrzegaliśmy księdza Pawła K. z Wrocławia: „Księże Pawle – w końcu musiałeś wpaść nam w oko, skoro wyjeżdżasz w Polskę i afiszujesz się z… nastoletnim ministrantem. Jeśli jeszcze raz będzie u ciebie nocował, to samochód, który mu kupiłeś, może spłonąć, bo Krzysztof, ten cherubinek, jest szalenie zazdrosny”. Na jakiś czas się przyczaił, ale wreszcie natura pognała wilka do lasu, a ściślej – pedofila na łowy.

[2005] FaktyiMity.pl Nr 37(289)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: