FiM – Pójdź za mną… w krzaki

Trwa konkurs na proboszcza roku 2004. Jednym z 24 półfinalistów konkursu jest o. Robert Ryszard Nikel, proboszcz parafii św. Anny w Wejherowie. Poza założeniem wspólnoty młodzieżowej „Pójdź za mną” ojczulek ma inne „zasługi”, o których z internetowej strony konkursu raczej się nie dowiemy…

Proboszcz – gdy spojrzeć na niego jak na mężczyznę – jest przystojny: wysoki, szczupły brunet o magnetyzującym (niektórzy mówią, że uduchowionym) spojrzeniu i sympatycznym sposobie bycia. Taki, który podoba się kobitkom. Nasz bohater dobrze gra na gitarze i śpiewa. Zostało mu to z czasów, gdy jako basista grał w zespole rockowym. Nie dziwota, że przy klasztorze, a szczególnie wokół ojca Roberta, kręci się sporo panien.

Policyjny patrol
Jest ciepły wieczór. Policyjny patrol w towarzystwie ekipy z miejscowej telewizji kablowej wyrusza na objazd okolic Wejherowa. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, chcą namierzać małolactwo, które wjeżdża samochodami do okolicznych lasów, by sobie pobzykać, tak jakby to było karalne. Po namierzeniu parki małolatów kochających się w lesie za wejherowskim szpitalem ekipa penetruje dalsze okolice. Tuż przed godziną 22 między Bolszewem a Górą Pomorską zauważają stojące na leśnym parkingu daewoo. Gdy po godzinie wracają tą samą drogą, samochód nadal stoi. Radiowóz skręca w stronę lasu. Daewoo (nr rej. GWE M170) ma zgaszone światła i mocno zaparowane szyby. Gdy radiowóz podjeżdża, podnoszą się dwie głowy. Konsternacja. Okazuje się, że jedna z głów należy do siedzącego za kierownicą proboszcza parafii św. Anny w Wejherowie. Ubrany jest w dżinsy i bluzę od dresu. Druga osoba to młoda, na oko dziewiętnasto-, a może dwudziestoletnia blondynka. Policjanci przystępują do rutynowej kontroli. Ekipa telewizyjna nagrywa całe zdarzenie.

Na żądanie policjanta kierowca wychodzi z auta, podciągając spodnie i wkładając dżinsową koszulę. Widać, że jest zmieszany. Dziewczyna chowa twarz w dłoniach.
– Do kogo należy samochód?
– pytają funkcjonariusze.
– Do, do… klasztoru w Wejherowie – pada odpowiedź.
– Kim pan jest?
– Pro… proboszczem jestem.
– Księdzem? – udają zdziwienie policjanci. – Co pan tu robi?
– Rozmawiałem z jedną panią… – jąka się zmieszany zakonnik.

Jeszcze tylko rutynowe sprawdzenie przez radiostację, czy auto nie jest poszukiwane, kontrola bagażnika i policjanci oddają proboszczowi dokumenty.
– Na drugi raz proszę rozmawiać w innym miejscu – mówią na pożegnanie. – Najlepiej w konfesjonale albo w mieście pod latarnią…

Nagrania nie było
Miejscowa kablówka jak raz skorzystała z policyjnych raportów i nadała materiał o małolatach bzykających się m.in. za szpitalem.

Oczywiście ani słowem nie piśnięto o proboszczu. Na drugi dzień rano ojciec Robert zjawił się w siedzibie stacji z prośbą, by nie nadawano zarejestrowanego materiału o nim i jego „znajomej”. Prośbę spełniono. Nie na darmo Wejherowo nazywane jest Klerykowem. Pięć przyczółków Watykanu w niewielkim grodzie ma siłę przebicia.

Nie pierwsza to już „wpadka” ojca Roberta. Kilka lat temu głośno było w mieście o jego romansie z jedną z parafianek, młodą mężatką, matką trojga dzieci, której mąż przez dłuższy czas przebywał za granicą. Doszło do tego, że zbulwersowani parafianie pisali petycje i listy do lokalnych mediów. Mimo że widniało na nich kilkadziesiąt podpisów, sprawa nigdy nie ujrzała światła dziennego.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 25(224)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: