Bunt w parafii Krasocin – wielka awantura po wycięciu wiekowych lip

Kilkanaście stuletnich lip wokół krasocińskiego kościoła przestało istnieć. Część parafii jest zbulwersowana tym faktem, gdyż nie był on publicznie konsultowany z nikim.

– „Chcemy, aby ta sprawa nie minęła bez echa, chcemy wyrazić swój sprzeciw i oburzenie” – napisali do naszej redakcji mieszkańcy.

POZOSTAŁOŚĆ PO ALEI LIPOWEJ

23 lutego na placu kościelnym w Krasocinie zostały wycięte stuletnie lipy. Drzewa te były pozostałością po alei lipowej, łączącej nieistniejący już dwór z kościołem. Dwór w XIX wieku zbudował właściciel dóbr Krasocina – Hipolit Stojowski, fundator kościoła pod wezwaniem świętej Doroty i świętej Tekli oraz kapliczki świętego Jana Nepomucena na stawie. Na dawnej posesji dworskiej do dziś rośnie kilka starych lip, dwie z nich uznane zostały za pomniki przyrody.

– Gdyby znajdowały się w obrębie murów kościelnych, z pewnością zostałyby brutalnie wycięte – uważają mieszkańcy.

DLACZEGO NIE CHRONIĄ PAMIĄTEK?

– Dlaczego ludzie nie chronią takich żywych pamiątek historii, które mają na własnym terenie? Wyjeżdżają przecież na wycieczki, podziwiają zespoły pałacowo-parkowe, przechadzają się w cieniu starych lip, dębów, kasztanowców… i prawdopodobnie podziwiają ich piękno. Chociaż, sądząc po tym, co spotkało stare lipy w Krasocinie, wielu z pewnością szacuje wartość drewna w konkretnych kwotach pieniężnych i nie zwraca uwagi na wartości historyczne i przyrodnicze – twierdzą parafianie.

DRZEW W OBRĘBIE EREMU SIĘ NIE ŚCINA

– Stara reguła zakonu kamedułów mówi, że „drzew w obrębie eremu się nie ścina, by nie zniszczyć piękności otoczenia”. To, co uczyniono w naszym „eremie” ma się nijak do starych, dobrych zasad opartych na szacunku do pamiątek przeszłości – a te drzewa były przecież żywą pamiątką przeszłości. Zostały wycięte mimo próśb, by tego nie robić. Zabrakło dobrej woli i chęci porozumienia. Nie było żadnego zebrania i głosowania w tej sprawie. Sprawa nie była konsultowana nawet z radą parafialną. Barbarzyński uczynek usprawiedliwiony został lakonicznym stwierdzeniem: „trzeba uporządkować plac wokół kościoła” – opisują parafianie.

MIEJSCE STRACI KLIMAT

– Drzewa, które zostały wycięte, mogły cieszyć oczy, dawać cień przez następne sto lat. Nie przeszkadzały w niczym pracom przy remoncie drogi wojewódzkiej czy budowie nowego muru wokół kościoła.

Wszystkie stare fotografie, które zachowały się w rodzinnych albumach, ukazują kościół w Krasocinie w otoczeniu dostojnych, potężnych lip, nadających miejscu specyficznej świąteczno-modlitewnej atmosfery. Straciliśmy to bezpowrotnie. Prawdopodobnie stare, piękne lipy zastąpione zostaną obowiązującymi powszechnie iglakami. Miejsce to na zawsze zatraci swój niepowtarzalny, staropolski urok – podkreślają oburzeni ludzie.

KSIĄDZ PORZĄDKUJE PLAC. WÓJTOWI SIĘ PODOBA

Dlaczego to zrobiono?

– Ponieważ groziły przewróceniem się, od dołu były spróchniałe, korzenie wysadzały mur, stały same wysokie pnie, bez gałęzi, dlatego postanowiliśmy je usunąć. Trzeba uporządkować teren, zrobić chodnik dookoła kościoła i nasadzić nowe drzewa, żeby to jakoś wyglądało – twierdzi ksiądz Jerzy Sikora, proboszcz parafii Krasocin i dodaje: – Oburzonych tym faktem jest jedna, może dwie osoby, które „mieszają” w parafii, szukają dziury w całym. Ciekawe, co by zrobili, gdyby to było pod ich zarządem – pyta kapłan. Zgodę na wycięcie stuletnich lip wydała gmina. – Stały same kikuty, zagrażające bezpieczeństwu przechodniów. Mnie się tam bardziej podoba po wycince – przyznaje wójt Krasocina Ireneusz Gliściński.

OBURZENIE HISTORYKÓW

Oburzenia nie kryją miejscowi historycy. Grzegorz Dąbrowski z Krasocina, wiceprezes Włoszczowskiego Towarzystwa Historycznego, mówi: – Sądziłem, że bezmyślne i barbarzyńskie wycinanie pięknych starych drzew, które są tak charakterystycznym elementem wiejskiego krajobrazu naszej wsi, mamy już za sobą. Myliłem się. Zgadzam się, że były pojedyncze sztuki do usunięcia, wiązało się to z rozbudową drogi wojewódzkiej 786 i złym stanem niektórych drzew, ale na Boga, żeby wyciąć wszystkie drzewa? – dziwi się historyk.

– Dla terenu wokół kościoła w granicach ogrodzenia została wykonana karta ewidencyjna obiektu zabytkowego wraz z zadrzewieniem i czeka na opinię konserwatora zabytków. Czy dla uczciwości i spokoju nie powinno się zasięgnąć opinii na ten temat? Dlaczego we Włoszczowie drzewa przykościelne zostały fachowo prześwietlone, a nie wycięte? Tam doceniono wielowymiarowość tego, co nazywamy dziedzictwem kulturowym naszych przodków, a w Krasocinie przeciwnie. Powstaje też pytanie, dlaczego wydane zostało pozwolenie na wycięcie wszystkich drzew? – pyta Grzegorz Dąbrowski. Oburzony wycinką jest też drugi lokalny pasjonat historii, sołtys Borowca Adam Szałowski, który miał interweniować w tej sprawie na czwartkowej sesji Rady Gminy.

NIE PIERWSZY PROTEST PARAFIAN

To nie pierwszy bunt parafian po objęciu przez księdza Jerzego Sikorę parafii Krasocin pod koniec 2011 roku, po śmierci długoletniego proboszcza, księdza kanonika Mariana Kowalskiego. Mieszkańcy głośno sprzeciwiali się także planom nowego proboszcza odnośnie zburzenia budynku starej plebanii z 1875 roku, wybudowanej przez ówczesnego proboszcza Ignacego Kubackiego i budowy na jej miejscu nowej. Mieszkańcy nie dopuścili do tego, krytykując plany księdza Sikory na forum „Echa Dnia” pod tematem: „Czy zburzyć zabytkową plebanię w Krasocinie?”.

[2013.02.28] EchoDnia.eu

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: