FiM – Dobrodzieje

Parafie to dla nich poletka, które zamieniają we własne folwarki, a z wiernych czynią poddanych. Na szczęście ci ostatni coraz częściej zrzucają okowy.

Drzwi kościoła i plebanii w Berżnikach na Suwalszczyźnie parafianie zabezpieczyli łańcuchami, a przed wejściem ustawili namiot, w którym dzień i noc czuwali, pilnując swojego księdza. Za nic bowiem nie chcieli pogodzić się z decyzją biskupa. A na jej mocy proboszcz Władysław Napiórkowski, który jakoby nie radzi sobie z administrowaniem parafią (czytaj: odprowadza do kurii za mało kasy), miał objąć nową posadę – kapelana w hospicjum w Giżycku. Mieszkańcy dotychczasowej parafii słusznie uznali, że to nie awans, tylko banicja, i postanowili, że go nie wypuszczą. Dlaczego? Bo pieniędzy nie wyłudza, a kościół i plebanię remontował własnymi rękoma. Protest i kilkunastodniowe całodobowe czuwanie pod kościołem się opłaciły, bo proboszcz Napiórkowski w parafii został.

Taka sytuacja to jednak w Polsce ewenement. Rzadko się bowiem zdarza, że trafi się owieczkom pasterz oddany – z tzw. powołania.
Częściej jest tak:

# Warka. Parafią Matki Boskiej Szkaplerznej zarządza tu ks. Grzegorz Krysztofik, który dotychczasową „karierą” mógłby obdzielić nawet kilku kolegów po fachu. W Raszynie, Nadarzynie, Nowej Wsi czy Lewiczynie kojarzą go głównie z dojeniem kasy. Wsławił się ponadto lekceważącym podejściem do parafian, wręcz obrzucaniem ich obelgami, oraz tym, że za jego kadencji znikały zabytkowe elementy wyposażenia kościołów. Z Raszyna parafianie chcieli w desperacji wywieźć Krysztofika na taczce, ale w porę usunął dobrodzieja biskup.

Wraz ze zmianą parafii nie zmienił jednak ks. Grzegorz zwyczajów. Dlatego parafianie z Warki też się na początku stawiali. Zawiązał się nawet specjalny komitet w obronie kościoła, ale ksiądz ludzi bogobojnych spacyfikował, bo manipulować i grać na emocjach potrafi doskonale. Jednych zastraszył, innych postraszył – i w końcu przycichli. Nie boją się mówić tylko niezależne jednostki. Jak choćby dr Marek Tadeusz Frankowski, socjolog religii. Jego list otwarty skierowany do proboszcza tak celnie oddaje sytuację, że ludzie przekazują go sobie z rąk do rąk i czytają z nadzieją, że może w końcu coś się zmieni. A wylicza Frankowski tylko te najbardziej kontrowersyjne dokonania ks. Krysztofika, m.in. to, że do perfekcji opanował sztukę manipulowania wiernymi i stosowania socjotechnik, zarówno łagodnych, jak i ostrych. Stosuje przy tym retorykę człowieka zbitego, sponiewieranego i prześladowanego przez „demony ubecji”. Zaczął posługę pasterską od tego, że z kościoła zaczęły znikać feretrony, lichtarze, figurki itp. Zainicjował też zbiórkę złota od parafian na koronację Matki Boskiej Wareckiej. Sam cel jest, według Frankowskiego, niezwykle szczytny i godny poparcia, tylko że żadna kompetentna władza kościelna nie wydała stosownego dekretu dotyczącego koronacji, więc może ona nigdy nie nastąpić. Każda należąca do parafii rodzina ma obowiązek łożyć na kościół 50 zł miesięcznie – na tacę, w kopertach, a ksiądz wydaje parafialne pieniądze bez większego namysłu. Publicznie wysyłał niektórych parafian na badania psychiatryczne, gdy podejmowali próby wyjaśniania problemów istniejących w parafii.

„Dzięki Księdza posłudze duszpasterskiej obrazem i odzwierciedleniem duszy wspólnoty parafialnej jest wygląd zewnętrzny kościoła, którym Ksiądz, niestety, zawiaduje”– podsumowuje w swym liście dr Frankowski. Ksiądz proboszcz nie zechciał porozmawiać z „FiM” na temat sytuacji panującej w parafii.

# Dekanat szadkowski. List do włodarza jednej z tamtejszych parafii napisał Seweryn Brykalski. On, jako członek lokalnej społeczności oraz w jej imieniu, wypunktował m.in. takie dokonania duszpasterza jak pazerność (np. za ślub kasuje circa 1000 zł) czy polityczne zaangażowanie, które szczególnie silnie objawia się podczas kampanii wyborczej, kiedy to ksiądz proboszcz z ambony wyraźnie daje do zrozumienia, że wszystko, co złe, zawdzięczamy rządom liberałów. Na lokalnym gruncie stara się też za wszelką cenę być doradcą burmistrza.

# Lekowo. „Ksiądz proboszcz nie robi nic poza zbieraniem pieniędzy”– napisali parafianie do biskupa. Boli ich, że chociaż na tacę rzucają niemało, bo kilka razy w roku na przeróżne zbiórki (tylko na dzwonnicę składali się trzy razy) minimum 50 zł od rodziny, to nie dostają żadnych sprawozdań z księżych wydatków. Poza tym pleban ustalił wygórowane ceny za śluby i pogrzeby, nie podtrzymuje też żadnych form aktywności dla parafian.
– Za poprzedniego proboszcza była schola, oaza, dwa zespoły muzyczne, duszpasterstwo rolników i nauczycieli. Teraz nie ma nic. Ksiądz nie chce udostępniać sali na spotkania, bo oszczędza prąd i ogrzewanie. Od wiary ludzie zaczynają odchodzić – żalą się mieszkańcy.

# Kalnik. Tutaj nie mają szczęścia do pasterzy. Poprzedniego nie znosili, a on tak dalece ich ignorował, że kiedy wyjechał na urlop, zamknął kościół na cztery spusty. Ludzie modlili się przy prowizorycznie ustawionym ołtarzu, bo ksiądz, który przyjechał w zastępstwie, zapasowego klucza nie posiadał. W końcu sytuacja zrobiła się tak napięta, że ludzie poprosili o pomoc kurię. Ta – choć obiecała, że dostaną nowego duszpasterza – sprawę załatwiła w ten sposób, że nowym proboszczem został… dotychczasowy proboszcz. Kiedy więc po długich przepychankach w końcu odszedł, odetchnęli z ulgą. Jak się okazuje, nie na długo, bo następca godzien jest poprzednika. Swoje owieczki lekceważy, jest arogancki, a na dzieci mówi „bachory”. Nie tylko podniósł stawki za pochówek, ale w końcu zaczął likwidować stare groby na parafialnym cmentarzu.

# Jedlnia-Letnisko. Proboszcz Andrzej Margas ustawia lokalną władzę. Radnym gminy dostało się na przykład z ambony za to, że nie wspierają finansowo jego inicjatyw, w tym przypadku kosztów transportu darów dla lokalnego Caritasu. Tego publicznego wyklinania i dezawuowania w oczach opinii publicznej nie zdzierżył Jerzy Chrzanowski, przewodniczący Rady Gminy. Zamiast w pokorze nadstawić drugi policzek, wyjaśnił, że prośbę o finansowe wsparcie ksiądz dobrodziej skierował już po ostatecznym uchwaleniu budżetu na bieżący rok, kiedy już nie było mowy o wprowadzaniu zmian. Musieliby więc radni dać księdzu z własnej kieszeni, a tego żaden zrobić nie chciał. Co więcej – budżet gminy ma za zadanie finansować wydatki instytucji gminnych (szkoły, przedszkole, Urząd Gminy) oraz inwestycji (kanalizacja, wodociąg, drogi, oświetlenie), a także spłacanie długów, z czego jasno wynika, że inicjatywy proboszcza finansować powinien raczej biskup. „Ambona w Jedlni, choć wydaje się, że powinna służyć innym celom, często była wykorzystywana do lokalnej polityki. Zamiast łączyć, ludzie są podzieleni i coraz więcej mieszkańców Jedlni, nie godząc się z atmosferą tu panującą, uczęszcza na msze do ościennych parafii. To jednak problem proboszcza i jego zwierzchników, a nie radnych” – podkreśla radny. Paradoksalnie, w lokalnych politycznych przepychankach radny Chrzanowski uchodzi za stronę bardziej związaną z Kościołem niż jego przeciwnicy.

# Medyka. W jednej z parafii ksiądz proboszcz tuż przed sumą wyprosił z kościoła mężczyzn i chłopców, którzy przyszli w dżinsach. Doszło do awantury, bo nie wszyscy woli dobrodzieja od razu się poddali. Ostatecznie kościół opuściło około 20 osób, a msza rozpoczęła się z dwudziestominutowym poślizgiem.

# Sieradz. – Tragedia, którą przeżyłam i nadal przechodzę, nie daje mi spokoju, nie potrafię spokojnie i normalnie żyć – mówi Marianna Łuczak. Syn chorował od dziecka. Pomagała mu, doglądała go, mimo że były lepsze i gorsze lata. Śmierć przyszła nieoczekiwanie, bo nic na nią nie wskazywało. Arkadiusz miał 42 lata. Zator. Koniec. Okazało się jednak, że nie jest to koniec udręki dla pani Marianny i jej rodziny. Proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, ks. Tadeusz Miłek, odmówił pochówku, bo – jak wytłumaczył – nie widywał go w kościele (notabene, nie zgodził się na pochówek żaden z księży w okolicznych parafiach). Matka zmarłego mówi, że syn do kościoła rzeczywiście nie chodził, bo nie pozwalało mu na to zdrowie, ale – jak przyznaje – także osobista niechęć do proboszcza, który swoim zachowaniem, kazaniami i podejściem do ludzi skutecznie ich do siebie i do Kościoła zniechęca.

# L. (woj. pomorskie). Tutejszy emerytowany już prałat nie zaskarbił sobie sympatii wiernych między innymi dlatego, że za całoroczne miejsce w ławce musieli płacić 40 zł. Cennik dotyczył niedziel i świąt, zaś stawka odnosiła się do mszy o konkretnej godzinie. W efekcie za to samo miejsce kasował trzy razy – za mszę o 7.30, 9 i 10.30.

# Jędrzychowice. Aleksander Kowalczyk, właściciel firmy dekarskiej, umowę na generalny remont dachu kościoła podpisał z proboszczem ks. Piotrem M. w… 1992 roku. Sześciu ludzi pracowało przez okrągłe 3 miesiące. I choć zapisano, że „zapłata nastąpi po wykonaniu prac”, do dziś jej nie uzyskał.

[2011] FaktyiMity.pl 31(596)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: