FiM – Duszpasterz

Takie pożegnania zdarzają się coraz częściej. Ludzie czekali całą dobę przed plebanią parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Białej k. Kłobucka, żeby wywieźć na taczce proboszcza Stanisława Madeja.

Po księżulę przyjechali w końcu zwierzchnicy, którzy – wśród gwizdów i krzyków parafian z okolicznych miejscowości – zapakowali go do swego auta i wywieźli z Białej. Salezjanin przez dwa lata pracy nieźle dał się ludziom we znaki. Frekwencja na mszach spadła o 2/3, zabrakło ministrantów, parafianie byli wyzywani od szumowin i pogan. Proboszcz najchętniej pobierał opłaty, tyle że często zapominał za co… Pewnego dnia na przykład goście ślubni zastali kościół zamknięty, a kiedy ściągnęli księdza, ten odprawił mszę w intencji zmarłego! Wzywany do chorych najzwyczajniej odmawiał, a kiedyś chory nie doczekał innego kapłana. Na pogrzeb trzeba było czekać prawie tydzień, aż ksiądz… odpocznie. Z powodu zmęczenia proboszcz nie chrzcił dzieci w niedzielę. Dobrze dbał jednak o własne interesy: od właścicielki sklepu zlokalizowanego na terenie przykościelnym zażądał opłaty czynszowej za pięć lat z góry, więc kobieta musiała zamknąć interes. Ludzie zagrozili rękoczynami. Dopiero wtedy przełożeni zabrali 70-letniego katabasa.

[2003] FaktyiMity.pl 19(166)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: