FiM – Księdza nie damy!

Okupujący plebanię mieszkańcy Miasteczka Śląskiego nie pozwolili ks. Grzegorzowi Deworowi wyprowadzić się z niej („FiM” 24, 30/2005) w dniu biskupiego ultimatum – 9 września. Zapowiadają, że nie dopuszczą do tego nawet wtedy, gdy do akcji wkroczy komornik i policja.

Już prawie 4 miesiące trwa okupacja plebanii w Miasteczku Śląskim. Parafianie nie godzą się z dekretem gliwickiego bpa Jana Wieczorka, który odwołuje ks. Grzegorza Dewora z funkcji administratora parafii. Dewor codziennie dostaje dziesiątki SMS-ów i telefonów z wyrazami poparcia. – Trzymajcie się. Jesteśmy z wami – piszą osoby prywatne i wspólnoty religijne z Polski i całego świata. Sytuacja zaostrza się z dnia na dzień. Ludzie wycieńczeni dziennymi i nocnymi dyżurami oraz ciągłym szukaniem kompromisu z gliwicką kurią mają już dość hierarchów i szantażowania kościelnymi karami. Mówią: to średniowieczne metody, tak się nas traktuje! To nie Kościół, a mafia układająca się tylko z tymi, którzy sypną kasą.

Nie pomogły podpisy parafian pod petycją o pozostawienie ks. Dewora, liczne wizyty delegacji w kurii i u biskupa. – Byliśmy z góry przegrani. Usłyszeliśmy, że możemy sobie rozebrać kościół cegła po cegle. Dzieciom powiedziano, że ich wiara jest popierdolona, skoro mają takich rodziców, a ks. Dewor to i tak ma szczęście, że jeszcze go nie wyprowadzono z plebanii w kajdankach. Demonstrowano im nagranie kasetowe z rzekomymi przekleństwami ks. Grzegorza. Nasi delegaci w kurii zostali spisywani z dowodów osobistych. Czy tak ma wyglądać dialog między pasterzem diecezji a kilkutysięczną parafią? – pytają miasteczkowianie.

Nic nie wskórały pisma z apelem o pomoc, skierowane do wielu polskich biskupów, prymasa i nuncjusza, a nawet do Watykanu. Nikt nie kiwnął nawet palcem, by pomóc w rozwiązaniu konfliktu. Więc ludzie się zbiesili i murem stoją za ks. Grzegorzem. Hierarchowie mówią o nich wprost – deworianie lub schizma Kościoła katolickiego. Niestraszna im biskupia kara suspensy dla ks. Dewora, zakazująca mu udzielania sakramentów, uczenia w szkole i zarządzania parafią. Nie dali się zastraszyć kanclerzowi kurii, ks. Bernardowi Kojowi, który szantażował ekskomuniką ks. Dewora i konsekwencjami sakramentalnymi wobec jego obrońców.

15 sierpnia, w dzień parafialnego odpustu, ks. Grzegorz podjął kolejną próbę zakończenia konfliktu. Jednak spotkanie w kurii nie przyniosło spodziewanych rezultatów. Biskup nagle zachorował i znalazł się w szpitalu. Ks. Grzegorz poinformował, że opuści plebanię, ale zamieszka w Miasteczku – potrzebuje tylko około tygodnia na wyprowadzkę. Zastrzegł jednak, iż nie wie, jak zareagują ludzie. Kiedy powiedział to po powrocie zebranym pod kościołem wiernym, ci przed wieczorną mszą zablokowali świątynię aby nie dopuścić obcych księży. O dziwo! Do odblokowania ruszył z odsieczą burmistrz Stanisław Wieczorek z kilkoma radnymi i podchmielonymi przeciwnikami księdza. Doszło do przepychanek i wyzwisk. Skończyło się na krwawej bójce, złamanych rękach, sińcach i omdleniach. Kilka osób trafiło do szpitala. Sytuacja powtórzyła się następnego dnia rano. W efekcie zwolennicy księdza Dewora wnieśli 8 doniesień o pobicie do prokuratury w Tarnowskich Górach. Zbierane są także podpisy pod referendum o odwołanie burmistrza Wieczorka.

Tymczasem biskup ze swoją świtą kolejny raz przystąpił do zdławienia buntu. 2 września wydał dekret, w którym nakazał ks. Deworowi – jako nieposłusznemu i gorszącemu przestępcy (KPK, kan. 1336) – opuszczenie parafii Wniebowzięcia NMP w Miasteczku Śląskim do 9 września i niezwłoczne stawienie się u biskupa gliwickiego, który (wg kan. 1340) wymierzy mu odpowiednią karę – pokutę. Następnego dnia, 3 września, wystosował komunikat, w którym poinformował, że na posiedzeniu Rada Konsultorów oskarżyła ks. Dewora o rozbijanie parafii i utrudnianie normalnego jej funkcjonowania. W piśmie odczytanym w okolicznych parafiach ordynariusz wszystkim broniącym księdza udzielił upomnienia kanonicznego i poinformował, że ciężko grzeszą, nie godząc się z odwołaniem i nakazem opuszczenia parafii przez ks. Dewora. Postraszył ich też, że jeśli dalej będą trwać przy buntowniku, zostaną im wymierzone dalsze kościelne kary.

Zgodnie z biskupim dekretem (ultimatum do 9 września) ks. Dewor wywiózł osobiste rzeczy i razem z psem zamierzał pod wieczór opuścić teren plebanii. Jednak zgromadzony tłum zabarykadował wszystkie wyjścia budynku. Skuł bramy łańcuchami i otoczył swojego duszpasterza. Ludzie zaczęli skandować: – Nie puścimy ks. Grzegorza, nie puścimy, chcemy biskupa, żeby tu przyjechał. Niech ksiądz dzwoni do niego. A jak nie, to niech ksiądz dzwoni do Koja (kanclerz kurii). Chcemy usłyszeć odpowiedź z kurii. Po chwili ks. Grzegorz wrócił z telefonem i zadzwonił do kanclerza: – Słuchaj, wyprowadziłem się z plebanii, wywiozłem moje rzeczy, próbuję wyjść, ale ludzie mi nie pozwalają – tłumaczył przez telefon. Po tych słowach tłum zaczął skandować: chcemy biskupa, księdza nie damy!

Telefon wędruje z rąk do rąk nad głowami zdesperowanego tłumu. Krzyk mężczyzn miesza się z płaczem kobiet. Kiedy telefon wraca do księdza, po drugiej stronie słuchawki już nikt go nie słucha. Teraz dopiero ludzie dają upust rozwścieczeniu: to jest mafia, jak się ma pieniądze, to się wszystko załatwi. Zdradzili nas. Kilkadziesiąt minut trwa wrzawa przeplatana rozmową z księdzem Grzegorzem. Ludzie tulą się do niego, płaczą. Wziął jakieś dziecko na ręce. Znów huk oklasków i wrzawa radości. W końcu ksiądz zaprasza dziennikarzy i kilka osób na plebanię. Prawie godzinę trwa dyskusja, pytania, co dalej. – Mamy jeszcze nadzieję w krakowskim abp. Dziwiszu– mówi jeden z parafian. Prosiliśmy krakowską kurię o mediację. Przyjęto nas po ludzku, nikt nie żądał dowodów, nie spisywał. To inny świat, kuria stała dla nas otworem. Nie rozumiemy takiego Kościoła, który zamiast rozmowy, straszy nas paragrafami. Wielu ludzi w Miasteczku Śląskim już przestało praktykować, dzieci nie chcą chodzić na katechezę i przystępować do komunii, a spowiednicy nie udzielają nam rozgrzeszenia. I to wszystko zrobił biskup, który nie chce się przyznać do błędnej decyzji o usunięciu księdza z parafii – wypominają ludzie.

Sytuacja w Miasteczku jest napięta do granic możliwości. Teraz zbuntowani parafianie czekają na kolejny ruch bp. Wieczorka – sądowy nakaz eksmisji księdza z plebanii i wkroczenie komornika w asyście policji. Zapowiadają jednak, że nikomu nie dadzą się zastraszyć i będą się bić do ostatka.

Czy jest jeszcze na świecie jakiś kraj, gdzie osoba duchownego wywołuje tak ogromne emocje?

[2005] FaktyiMity.pl 37(289)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: